· Profanacja
· Aktualności
· Historia zespołu
· Galeria zdjęć [43]
· Dyskografia [5] [20]
· Teksty [29]
· Muzyka
· Proza [15]
· Forum dyskusyjne [52] [552]
· Linki
· Kontakt
· myspace
 
     

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła

Zarejestrowanych użytkowników: 7412
Ostatnia rejestracja: sleteniencato



Liczba odwiedzin: 579349 38.107.179.243 38.107.179.243





Aktualności


Nowa płyta:
Profanacja 'Nie Zdarza się'

Nowa płyta "Nie zdarza się"!

więcej »
Najbliższe koncerty:
Brak koncertďż˝...
Przedział pasażerski:
Pasazer

160 stron A4!!!! + 2 CD.
STRIKE ANYWHERE, RISE AGAINST, FLOGGING MOLLY, CASUALTIES, ARGIES, LA FRACTION, IGNITE, ANOTHER BREATH, JUSTICE, TERROR, COMEBACK KID. HUDSON FALCONS, BAD BRAINS, CHANNEL 3, VIBRATORS, ADICTS, ACCUSED, TERVEET KADET, FLUX OF PINK INDIANS, DEZERTER, wywiad rzeka z ANALOGS, PRAWDA, EL BANDA RIP, APRIL RIP, DE ŁINDOWS, POGOTOWIE SEKSUALNE, CF98, BULBULATORS, MASSKOTKI oraz mnóstwo innych.

więcej »
Aktualności:
· DZIEŃ DOBRY! NINIEJSZYM INFORMUJĘ, ŻE AKTUALIZOWANIE TEJ STRONY ZOSTAJE PRZERWANE. NIE BĘDĄ JUŻ DODAWANE "AKTUALNOŚCI" ANI INFORMACJE O KONCERTACH. JEDNOCZEŚNIE DOTYCHCZASOWY ADRES TEJ STRONY (www.profanacja.pl) BĘDZIE NAKIEROWYWAŁ OD RAZU NA PROFIL NASZEGO ZESPOŁU NA MYSPACE, KTÓRY TO PROFIL PRZEJMUJE FUNKCJĘ GŁÓWNEJ STRONY INTERNETOWEJ ZESPOŁU PROFANACJA. TAM ZNAJDZIECIE BIEŻĄCE INFORMACJE O KONCERTACH ITD., A EW. KOLEJNE "AKTUALNOŚCI" POJAWIAĆ SIĘ BĘDĄ RÓWNIEŻ TAM, W FORMIE "BLOGU" (COKOLWIEK BY TO CHOLERSTWO NIE ZNACZYŁO ;) )
OBECNIE STRONA NINIEJSZA, POD NOWYM ADRESEM (www.strona.profanacja.pl) NADAL SŁUŻYĆ MOŻE EWENTUALNYM ZAINTERESOWANYM DO PRZEGLĄDANIA TEKSTÓW, ZDJĘĆ, DAWNIEJSZYCH WPISÓW I TAK DALEJ.

Zmiana ta spowodowana jest kompeltnym brakiem możliwości zmieniania wyglądu czy dokonywania aktualizacji tej witryny (jej administrator, który kiedyś zajmował się tymi rzeczami, raczej nie przejawia od dłuższego czasu ochoty do kontynuowania tego zajęcia), a także już ponad rocznym ociąganiem się kogoś, kto miał wykonać dla nas nową, aktualniejszą i łatwiejszą do moderowania stronę.
Po namyśle uznaliśmy, że wszelkie funkcje, które w/g nas spełniać powinna nasza strona internetowa, dostępne są przecież na Myspace, po co więc niepotrzebnie mnożyć byty i denerwować ducha pana Ockhama. Stąd ta przeprowadzka.
Pozdrowionka!
(A)


  22-12-2009, 11:30:32

· Miło mi donieść, iż od listopada bieżącego roku skład profanacji uległ powiększeniu - wokalistką zespołu została Kasia Chrószcz-Dzierżęga. Debiut sceniczny nowego składu miał miejsce w czwartek 19-go listopada na koncercie w klubie "Fraktal" w Mikołowie. Nie mamy wątpliwości, że dzięki Kasi zdecydowanie zmienia, poprawia i wzbogaca się strona wokalna naszego repertuaru, że o obniżeniu średniej wieku i wręcz radykalnym podniesieniu średniej urody w zespole nawet nie wspomnę :)

(A)

  20-11-2009, 07:28:03

· - I co tam, droga pani, nowego słychać?
- Zima się nam, droga pani, wielkimi krokami zbliża - już parę dni temu te temperatury i opady śniegu z deszczem nas "przeczołgały", jak to mój zięć, ten co to go niedawno przywieźli z wojska, za życia zwykł mawiać.
- Ale medal za to dostaliście, prawda?
- Za martwego zięcia tak, córka bardzo się nim szczyci, ale za zimę to jeszcze nie dostaliśmy w tym roku... No ale wie pani, mój synuś, ten co pracy nijak znaleźć sobie nie umie, chociaż te całe studia zrobił, a z mieszkania go już wyrzucili i teraz jest bezdomny, pod mostami i w kanałach gdzieś tam sobie pomieszkuje, długo pewnie nie pociągnie... Jak pani myśli, jeśli zamarznie w jakąś mroźną noc, to może i za zimę w końcu się jakiegoś medalu w rodzinie doczekamy, co?
- A pewnie że tak, droga pani! Byleby media to odpowiednio nagłośniły, a tym to już się zajmiemy, proszę mi tylko po programie podać o którego konkretnie żula pani chodziło, żebyśmy nie musieli robić wzruszających programów o zamarznięciu każdego zasranego obszczymura w tym kraju...
- A dlaczego nie?
- No, wie pani... To są koszty. Koszty i terminy. Na przykład taki Rubik nie zrobi nam chwytającej za serce oprawy dźwiękowej na taki większy, zbiorczy materiał, bo na ten rok ma już masę roboty przy materiałach o nienarodzonych zygotach i o polskich przedsiębiorcach, którzy mogą zbankrutować z powodu kryzysu...
- No tak, dobrze panią rozumiem, przepraszam.
- A tak poza ty, coś nowego?
- E, no nowego to nic... Tylko nowe afery, ale cóż to za nowość? Kłócą się i kłócą...
- Jak dzieci?
- Raczej: "jak to dzieci". Bo wie pani, wszystkich ich tak czy inaczej szczerze kocham. Co z tego, że są głupi i chciwi, pojebani i agresywni? Zawsze ze wszystkich nich jestem dumna, a nawet jeśli niektórzy przez czas jakiś mają złą opinię, to i tak po jakimś czasie przychodzi zmiana władzy, ustroju, czy jakiegoś innego gówna... (ojej, najmocniej panią przepraszam, tak mi się wymsknęło! ) i za nich także w końcu dostaję kolejne odznaczenia, medale...
- Czyli tak ogólnie jest dobrze?
- Ależ oczywiście. Wystarczy na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy czasowej. Ja tam z racji swojej konsystencji - wie pani: bazalt, granit, marmur, a tu i ówdzie także taki zwykły beton - trzymam się mocno w posadach, postawach i pozycji, i wszyscy mi mówią, że nie widać po mnie upływu lat. A moje kolejne dzieci to, wie pani, zawsze mniej więcej takie same stada takich samych durni, może tylko różniących się fryzurami i ubraniami; ale kocham ich bardzo serdecznie, jak to matka.
- Dziękuję pani serdecznie za tę rozmowę. Za chwilę Bogdan Rymanowski poprowadzi kolejny program. To była "Kropka nad 'i'", a moim dzisiejszym gościem był pomnik Matki Polki. Monika Olejnik, dobranoc państwu!
(A)

  24-10-2009, 21:37

· Że wrócę do jednego z moich ulubionych tematów, czyli panów klechów - intrygującej subkultury homofobicznych mężczyzn chodzących w czarnych sukniach i sprzedających naiwnej klienteli nieweryfikowalną polisę ubezpieczeniową od nieistniejącego (poza tym na Ziemi) piekła, powołujących się przy tym na pewną bardzo starą książkę (a głoszących hasła z tą książką w wielu miejscach sprzeczne) i twierdzących, iż istnieje Bóbr Wszechmogący, który dawno temu stworzył to wszystko dookoła (i w dodatku ciągle jeszcze się tym interesuje!)... A ludzie tym panom wierzą, i uważają ich brednie za najważniejsze wskazówki co do tego, co należy sądzić o moralności, etyce, Wszechświecie, życiu i tej całej pieprzonej reszcie. Subkultury jakimś cudem (sic!) nie określanej powszechnie jako sekta (w najłagodniejszej opcji), ani nie kierowanej na przymusowe leczenie psychiatryczne (w opcji radykalniejszej), w zamian za to hołubionej jako stado mędrców i dyskretnie pomijanej przez bystre we wszystkich innych wypadkach oko Fiskusa...
Otóż niektórych spośród tych panów spotkał straszliwy cios, a cała pozostała banda zawrzała świętym (oczywiście) oburzeniem, manifestowanym zresztą w imponującej pielgrzymce klechów i wspierających ich dziennikarzy, publicystów i intelektualistów z Krakowa, przez niemal wszelkie możliwe media... Zły sąd mianowicie nakazał redaktorowi naczelnemu "Gościa Niedzielnego", panu Markowi Gancarczykowi i wydawcy tego tygodnika, czyli archidiecezji katowickiej (cokolwiek by to nie znaczyło), przeproszenie niejakiej pani Alicji Tysiąc, no a poza tym jeszcze zapłacenie 30 tysięcy złotych odszkodowania! Niemniej druga część tej kary jest pewnie mniej bolesna od sugestii wykonania czegoś tak sprzecznego z prawdziwą naturą urzędników Kościoła, jak "przeprosiny" - no bo ba! Jak to tak? Przepraszać jakąś niepokorną babę?! To przecież takie niechrześcijańskie!!!
Wyrok sądu dotyczył notorycznego nazywania pani Alicji na łamach rzeczonego tygodnika m.in. "niedoszłą zabójczynią" w związku z faktem, że Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał jej 25 tys. euro odszkodowania. Istotą orzeczenia trybunału w Strasburgu było wskazanie na brak w polskim prawie procedur odwoławczych od decyzji lekarzy.
Komentarze na Onecie, wypowiedzi klechów i innych durni, oraz głosy strażników moralności, zgodne z obecnie obowiązującymi politycznie poprawnymi poglądami (sprzedawanymi w łatwych do nabycia konserwach), roztrząsają wciąż tę sprawę używając pojęć typu "morderstwa nienarodzonych dzieci", "cywilizacja śmierci", "nowa cenzura" i podobne...
Jedna biedna, ale dumna i zdeterminowana w swojej słusznej walce o godność i poszanowanie praw gwarantowanych przez obecnie obowiązujące prawodawstwo, niepełnosprawna kobieta, kontra dotąd pewni siebie, brzuchaci, aroganccy i żyjący w przekonaniu o swej "nietykalności" durnie... I sąd przyznający rację tej pierwszej...
Czyżby mały krok w kierunku lepszej, normalniejszej przyszłości?
Może (mam nadzieję!) tak! Czego i wam, drodzy choć nieliczni, w dodatku potencjalni czytelnicy tych literek, życzę szczerze, w jak najbardziej dobrej wierze! (A)

  24-09-2009, 21:32:36

· Jesień nadchodzi dużymi krokami, a może nawet już nadeszła. Zgodnie z konwencją, robić się zacznie bardziej ponuro, mokro, wietrznie i tak dalej. Plebs nie będzie mógł już oddawać się wielu ze swoich ulubionych czynności, jak na przykład wysiadywaniu godzinami w ogródkach piwnych i żłopaniu na świeżym powietrzu, obserwując przy tym przechodzących ludzi. Więcej czasu spędzać będzie podczas coraz dłuższych wieczorów w domach, pijąc przed telewizorami pod różnej maści "emjakmiłości", pod meczyki, pod polityczne kłótnie, pobekując, wypowiadając standardowe opinie podsuwane mu sprytnie do wyznawania przez sprawną propagandę, serfując po internetowych sensacjach, pornografiach, naszych klasach czy też innych portalach dla plebsu. Tak więc będzie mu smutniej. Już teraz zresztą wszyscy ci mili ludzie są tacy jacyś bardziej przygaszeni. Ale nie można im się dziwić - nie układa się za dobrze, co media subtelnie przekazują przy dźwiękach fanfar, podane na błyszczącej tacy. Bo Rosja zła jak jasna cholera, nie chce nas przeprosić i przyznać się, że wywołała wojnę. Bo kryzys gospodarczy sprawił nie tylko, że Katar nie chce kupić naszych stoczni razem z dumnymi i wojowniczymi stoczniowcami, ale i kredyty mogą być droższe, i bezrobocie się zwiększy... Bo do RPA nie pojedziemy przez to, że nie Polak był trenerem. Bo autostrad nie ma. Bo kolejny nasz chłopak, dzielny i bohaterski, zginął podczas nieustającej pustynno - telewizyjnej gali dla żądnych krwi.
Nie można jednak tak do końca załamywać rąk. Nie dopuści się do tego, gdyż plebs z całkowicie załamanymi rękami i nosami spuszczonymi na kwintę nie spełniałby swej podstawowej funkcji - funkcji bycia krwiobiegiem systemu. Musi się ruszać, przemieszczać, w sposób w pełni przewidywalny myśleć, mówić, kupować, płacić, zamawiać, wspierać, wybierać. I robi to, rzecz jasna. Bo w końcu jesień oznacza także, że zbliżają się święta Bobrzego Narodzenia, a to się lubi. Bo Niemcy jednak przeprosili za wojnę, chociaż nie mają w naszej powszechnej opinii tak przewalone jak ruscy. Bo kraj nasz piękny, piwem i moczem płynący, najmniej dotknięty został kryzysem, na tle innych europejskich takich niby to potęg, ha-ha! Bo mamy miszcza w siatę!! - ale pokazaliśmy tym żabojadom, pod wodzą naszego fajnego trenera! Bo na Ukrainie to dopiero mają bajzel z tymi przygotowaniami do wprowadzenia Euro 2012, banderowcy jedni! Bo nasi chłopcy nie giną na darmo, a wdowy pomimo iż pochlipują, są dumne... flaga łopocze, hymn (amerykański) brzmi donośnie, a na pustynię już w pachnących żywicą skrzyniach jadą nowe bomby, miny, karabiny, czołgi, rosomaki i inne helikoptery, które będą pomagać naszym wprowadzać demokrację i korporacje, a skrzynie poczekają sobie na lotnisku, może się jeszcze na coś przydadzą.
Tak więc dla każdego znajdzie się coś zarówno miłego, jak i nie, ale w rezultacie, pod odpowiednią kontrolą wszystko da się zrównoważyć, o czym zresztą ostatnio w nowym publicystycznym programie w Telewizji Farfałowskiej przekonywał prowadzący ów show pan Kukiz, tłumacząc plebsowi, że wprawdzie obecny system jest trochę oszukańczy i złodziejski, ale żadne tam socjale i inne komuny nie są rozwiązaniem, że idealną równowagę i dopełnienie stanowią tradycyjne wartości, patriotyzm i wiara ojców. A plebs gromko przyklasnął, albo to może tylko sąsiad z góry znów tłukł rodzinę przed zaśnięciem.
Mam nadzieję, że tym oto sposobem udało mi się pocieszyć kogoś, kto mógłby akurat być w trakcie zapadania na jesienną depresję, czego rzecz jasna nikomu nie życzę! (A)

  15-09-2009, 21:37

· O! Ta strona wciąż istnieje! No i nawet dobrze - jeszcze by tylko tego brakowało, żeby nie mieć gdzie wracać po wakacjach! Wprawdzie miało być inaczej, lepiej, nowocześniej i cholera wie jak jeszcze, a jest - jak widzę - jak zawsze... Ale co tam! Konserwatyzm ma ostatnio coraz lepszą prasę (a także telewizję i inne media), więc uznajmy, że tak ma być, nie ma to jak po staremu... A pan, który już dawno temu obiecywał uruchomienie nowej - lepszej, nowocześniejszej i w ogóle - wersji tej internetowej strony, wcale nie ma nas w dupie... Może jest jeszcze na wakacjach? A może koncepcja musi przejść swoiste, stronnicze 'vacatio legis' ?
Chrzanić!
Czas się znowu tu pojawić, udając przypływ nowych sił i motywacji (te drugie w zasadzie wypadałoby, by jednak były stare), po okresie "ładowania akumulatorów", na przykład na wzmiankowanym przez przedmówcę jarocińskim koncercie Bad Brains, chociaż mówiąc szczerze po okresie w większości spędzonym na wpatrywaniu się w ekran telewizora, komputera, w ścianę lub coś podobnie płaskiego i pozbawionego znaczenia, przeważnie nad naczyniem z którymś z niedozwolonych w krajach islamskich płynów, ze strumykiem śliny skapującym z kącika wygiętych w bezmyślnym wyrazie ust. Aż wstyd się przyznać. Nawet lepiej chyba byłoby trochę pooszukiwać... O miesiącach spędzonych na poszukiwaniu wewnętrznego wyciszenia... O kontemplowaniu potęgi i magii przyrody... O odnalezieniu Boga lub chociaż Jego nieślubnego, albo mniej tuzinkowo - Jego Proroka, którego nie wolno karykaturować w duńskiej prasie... no, a w ostateczności tego tłuściocha siedzącego w kucki z głupią miną... W końcu jestem już w tym wieku, że wypadałoby coś wreszcie odnaleźć i kontemplować.
- Jo żech w końcu znod to, czegoch szukoł - powiedział młodszy ode mnie o kilka lat sąsiad, spotkany rano pod warzywniakiem, w którym nie znalazłem rzodkiewek, tylko jakąś nie znaną mi wcześniej sklepową; czasami zdarza się, że któryś z sąsiadów zagaja do mnie, jeśli akurat żłopie pod warzywniakiem swoje piwo w samotności i nikt nie widzi, że zniżył się do rozmawiania z tym palantem... "No proszę! - pomyślałem - Taki młody, a już znalazł", i zrobiło mi się przykro, do czasu aż wyjaśnił: - Mom teroz robota jak ta lala, u szwagra za szofera, trzi tysionce na ręka, a jeszcze se dorobić idzie na boku, a do tego mom zajebisty kredyt w tym nowym banku, i sie już buduja na swoim, konsek za Krzyżkowicami!
W tym momencie rozległa się żwawa muzyka z playbacku, wybiegły podskakujące hostessy wymachujące planszami z nazwą tego nowego banku... Po chwili reżyser reklamy dał znak, że koniec ujęcia, a techniczni zaczęli zwijać kable. Uciekłem w popłochu, bez żadnych zakupów. Bez rzodkiewek. Bez kredytu. Bez roboty u szwagra. Bez domu na swoim, chociażby za Krzyżkowicami. Bez Boga w sercu, Jezusa na ścianie lub choćby za szafą, Proroka z brodą czy Buddy na półce w otoczeniu pieprzonych kadzidełek. Z kryzysem, z duchem Miltona Friedmana, ze sponsorowaną przez korporacje paniką przed A1/H1N1 (czy coś koło tego), z nacjonalistyczno - historyczną głupawką, konserwatywnym pankiem, zatrutym jedzeniem, trującą papką w mediach i komentarzami na Onecie.
Wrzesień, jednym słowem. Czas wracać do klas.
Czego ponownie, szczerze jak głupi, Wam życzę! (A)




  07-09-2009, 21:37

· Czytając wiersz Mickiewicza, jakie znaczenie ma dla nas, że książka jest stara, a strony pożółkły?
Mówią, że starzy, że wokal stoi, że nie śpiewa, a mamrocze...
A on stary, a on stoi, a w jego oczach radość... którą każdy widział kto patrzył...
Bad Brains w Jarocinie.
Zespół, który wyprzedził swoją epokę.
Ta muzyka jest jak wiersz poety. Zawsze piękny.
Dlatego ich występ mnie zachwycił (S)

  22-08-2009, 12:18:42

· Zmiany, zmiany, zmiany miały być, pani doktor... Ale skoro mówili, że mają być, to pewnie będą, prawda? Ostatnio tylko info o nowej płycie znajomemu udało się na stronie wkleić, tak na razie, zanim wszystko się nie zmieni. Na lepsze, rzecz jasna, na lepsze... No bo na jakie miałoby się zmienić?

"- Oni naprawdę w to wierzą?
- W co? - zapytał przełożony, węsząc za czymś do jedzenia, bo drugie śniadanie już dawno odeszło w trzewia, by zmienić się... na lepsze, powiedzmy.
- W te zmiany. W zmiany zmiany. Na lepsze...
- Nie, no coś ty. Widać że od niedawna jesteś w tym projekcie, młody. Tak tylko sobie to powtarzają. Oczywiście - zmieniają telewizory na bardziej plaskate, pralki na takie z wyświetlaczami jak w telefonach komórkowych, które kupili w zeszłym roku, a telefony na takie z dotykowymi ekranami; żony na młodsze, mężów na bogatszych, i tak dalej, ale to bez znaczenia. Te zmiany na lepsze, o których do niedawana tak często mówili, to tylko bezmyślnie powtarzany slogan, co najwyżej coś, w co się wierzy tak z rozpędu, jak w Boga - że życie jeszcze się zmieni na lepsze, a jeśli nawet kiedyś się skończy, to potem i tak będzie trwało wiecznie...
- Tata mi mówił, że to bardzo ciekawy gatunek.
- No tak, dlatego właśnie przeprowadzamy na nich doświadczenia.
- Ale przecież na zlecenie Firmy kierowanej przez przedstawicieli ich gatunku.
- To tylko pozory."

Pani doktor, próbując się wyrwać z marazmu szaroburego kryzysu wieku średniego pilnie wypatruję pozytywów, i czasami zdaje się, że takowe rysują się na horyzoncie. Wszystko - oczywiście w ramach rozsądku, rachunku ekonomicznego, lub chociaż strategi ewolucyjnie stabilnej - zmierzać będzie w dobrym kierunku. Zespół, w którym robię z siebie durnia od wielu lat, nagrał nową płytę, która z pewnością będzie dobrze przyjęta, praca zawodowa dostarcza mi coraz więcej satysfakcji, a od lat gromadzone oszczędności, chociaż chwilowo jakby mniej niż zwykle procentujące, pewnie zapewnią mi w końcu bardziej dostatnią materialnie przyszłość. Tak więc owo powracające natrętnie wrażenie, że kiedyś to wszystko przedstawiało się nieco lepiej i było ciekawsze, z pewnością jest tylko efektem przemęczenia, prawda?

"Przełożony, po znalezieniu za kuwetą kolejnej porcji zielonej trutki Rodent Kontrol z Agrofarmu i zaspokojeniu głodu, popadając w lekką zadumę, i jak zwykle w tym stanie zabawnie strosząc wąsy, kontynuował:
- Właściwie chyba nawet sami jakoś przeczuwają, że kiedyś byli ciekawsi - z nostalgią wspominają siebie samych w tych dawnych, tak podobno strasznych czasach, z łezką wzruszenia w oku oglądają swoje stare szkolne zdjęcia odnalezione na Naszej Klasie, nawet nawiązują kontakty ze znajomymi ze szczenięcych lat - tylko po to, by odkryć, że tak naprawdę nie mają ze sobą o czym rozmawiać - i od szeregu lat niezmiennie zapewniają wysoką oglądalność wciąż powtarzanym w różnych telewizyjnych stacjach starym filmom... Naprawdę chyba mało kto, poza w większości mało refleksyjną młodzieżą hodowaną od początku w pełni już przez nas kontrolowanych warunkach, lokuje swoje emocje i tęsknoty w teraźniejszości...
- Chyba, że jest zakochany albo głęboko wierzący w którąś z innych iluzji...
- Oczywiście. Ale większość nie jest. A potrzeby niższe nasze czasy już doskonale zaspokajają - sex w internecie i na platformach cyfrowych, hazard na każdym kroku, rozśmieszanie i epatowanie przemocą we wszystkich mediach... Niemniej wielu, jeśli nie wszyscy, po obejrzeniu szokujących zdjęć z miejsca zbrodni ("matka upiekła trzymiesięczne dziecko w piekarniku!"), wypadku ("tragedia pod Radomiem - pięć osób żywcem spłonęło w samochodzie, który wpadł pod awaryjnie lądujący na drodze odrzutowiec!!") lub skandalu obyczajowego ("narkomanka-lesbijka bierze ślub z transwestytą!!!"), po napisaniu na te tematy zjadliwych komentarzy w internecie ("kara śmierci dla zwyrodnialców musi wrócić!", "przez to, że komuniści dalej rządzą, ludzie wciąż giną na drogach!!!", "stop pedałom! - dziś się zgodzimy na takie śluby, a jutro prawo będzie dopuszczało gwałcenie naszych dzieci!!!!", i tak na wszelki wypadek: "ateiści jak umierają to i tak się nawracają!!!!!!"), po odczytaniu odpowiedzi na swoje posty na różnorakich forach dyskusyjnych, po obejrzeniu zdjęć nadesłanych przez tych i owych znajomych, po pobieżnym przejrzeniu także przez znajomych wysłanych zabawnych filmików i po kliknięciu w linki do różnych zabawnych witryn, po ustawieniu zupełnie nowego dzwonka w swoich nowych, pełniących już kilka tysięcy funkcji komórkach, po... wielu po tym wszystkim odczuwa jednak jakiś niedosyt, jakąś tęsknotę nienazwaną, głód czegoś, co...
- Co musimy określić, nazwać, i sprawić, by Firma im to dostarczyła.
- Dokładnie. Widzę, że czytasz mi w myślach. To podejrzane... Pewnie masz jakąś sprawę?
- Wolny wieczór? Chciałbym trochę się wyciszyć, iść do parku, popatrzeć na ptaki wzlatujące w niebo o zmierzchu..."

To dobrze, pani doktor, iż twierdzi pani, że kryzysami - tym globalnym i tym wieku średniego - nie powinienem się przejmować. Mówi pani, że te tabletki pomogą? No to świetnie! O! Jaki zabawny zbieg okoliczności! Nazwę tych nadających się w sam raz dla mnie środków ma pani nadrukowaną na swoim fartuchu, wypisaną za pomocą zgrabnego fresku na ścianie tego gabinetu, no i mógłbym przysiąc, że widziałem ją także na masce, dachu i bokach takiej pięknej, zaparkowanej na dole limuzyny...

"- No dobra - powiedział przełożony, wyraźnie wprawiony w dobry humor tą naszą pogawędką. - No to biegnij! Tylko pamiętaj, że rano jak zwykle meldujesz mi się tu za koszem na śmieci! Nie licz na jakieś zmiany na lepsze!
- Jasne, szefie - wydaliśmy obaj kilka stłumionych, wywołanych tym dowcipem pisków. - W końcu jestem tylko zwykłym szczurem doświadczalnym."

Niech pani tak nie krzyczy, pani doktor! No tak, rzeczywiście, to był szczur... Co, już wcześniej się to zdarzało? To trzeba było wyłożyć trutkę... Wyłożyła pani? No to ja już też niczego nie rozumiem...

Czego i Wam, szczerze i w dobrej wierze, jak zwykle zresztą życzę!
(A)

  10-03-2009, 21:47:40

· No cóż, jak widać zmiany na stronie jeszcze się odwlekają... Ale - jak wiadomo - co się odwlecze, to jak na Zawiszy. Przyczyny obiektywne, powiedzmy ;) Za to płyta "Nie zdarza się" jest już w produkcji, premiera spodziewana jest na 10-go marca, a trzy pochodzące z tego albumu kawałki można już odsłuchać na naszym majspejsie...

  28-02-2009, 12:08:32

· Wiem, wiem... Wygląda na to, że niewiele się w profanacji w tym nowym, 2009-ym roku dzieje... Ale to tylko pozory, nawet jeśli też i prawda ;)
Po pierwsze - kończymy chyba w końcu miksowanie nowej płyty, więc jest całkiem możliwe, że ukaże się jeszcze... przed wiosną?
No a po drugie - w najbliższym czasie ulegnie radykalnej zmianie wygląd i sposób funkcjonowania tej strony internetowej, tak że wówczas powinno się tu zacząć wreszcie coś więcej dziać...
Pozdrawiamy! :)
(A)

  24-01-2009, 19:15:42

· Nadchodzą święta bobrzego narodzenia, w związku z czym w hipermarketach i na chodnikach miast pojawiają się pojemniki z wodą i ledwo żywymi rybami, bowiem w niektórych prymitywnych kręgach plebsu wciąż istnieją debile uważający, że w związku ze świętami należy dokonać rytualnego mordu na karpiach, poprzedzonego okresem dręczenia owych zwierząt na przeróżne sposoby. Przechodzenie obok tych miejsc napawa mnie przerażeniem i odrazą, gdyż wówczas trudniej niż w innych chwilach jest mi starać się nie pamiętać, jakiego bezmyślnego i brutalnego gatunku zwierząt jestem przedstawicielem. I nie sposób powstrzymać się przed życzeniem wszystkim biorącym udział w konsumpcji tej durnej tradycji, żeby bądź oni sami, bądź inni członkowie ich rodzin, boleśnie dławili się ością podczas wigilijnej kolacji... No i spokojnych, zdrowych, rodzinnych i wesołych, oczywiście...
A po świętach, kiedy to świeżo narodzone bobry podążać już będą pod prąd zimnych wód rzek, by zakładać kolejne żeremia, nadejdzie nowy rok, co powinno się pisać z dużych liter. Radochy będzie co niemiara, bo ten nowy rok zapowiada się całkiem oryginalnie: najprawdopodobniej będzie to 365 dni pogłębiającego się światowego kryzysu, narastających niepokojów społecznych, nasilających się starych i rodzących się nowych wojen, upadku rządów, ideałów, dyktatur i systemów; wręcz zanosi się na Początek Nowej Historii - panie Fukuyama, sorki! Na całe szczęście w swojej ogólnej, uśrednionej gatunkowej masie, po przepuszczeniu przez filtr współczesnej korporacyjnej indoktrynacji, jesteśmy już tak tępi, że niczego nie dostrzegamy i wierzymy we wszystko, od boskiej opaczności (którą jednak powinno się pisać z użyciem ciągu liter "trz" zamiast "cz" w środku...) po siłę Niewidzialnej Ręki Rynku, jak skończeni idioci, co by się tak właściwie zgadzało...
Tak więc, po tych małych dygresjach, przejdźmy do meritum:
ZESPÓŁ "PROFANACJA", Z OKAZJI NADCHODZĄCYCH ŚWIĄT BOBRZEGO NARODZENIA, TUDZIEŻ NOWEGO ROKU, ŻYCZY WSZYSTKIM Z JAKICHŚ TAM PRZYCZYN ZAGLĄDAJĄCYM NA TĘ STRONĘ, A TAKŻE CAŁEJ RESZCIE NIEŚWIADOMEJ TEGO FAKTU BANDY, TEGO WSZYSTKIEGO, CO Z TYCH W/W OKAZJI ŻYCZYĆ SIĘ POWINNO !!!
A tak poważnie, to: żeby było dobrze, bo zawsze to trochę lepiej, niż jak jest źle!
Aha! I kupcie naszą nową płytę ("Nie zdarza się"), jeżeli w końcu wyjdzie, no i jeżeli będziecie mieli na to ochotę, rzecz jasna :)
Czego, szczerze i w dobrej wierze Wam życzę! (A)



  20-12-2008, 13:15:27

· Wysiada się rano z tego pociągu czy autobusu, jeżeli jest się młodym, albo życiowym nieudacznikiem, albo z samochodu, sprawdzając, czy zabrało się z tylnego siedzenia torbę lub torebkę, i - żeby samochód zrobił "piiip" i zamigał światełkami - naciska się taki guziczek na breloczku przy kluczykach na odchodnym. Ostrożnie, żeby nie wdepnąć. I idzie się do tej cholernej pracy - lub szkoły czy uczelni, jeżeli jest się młodym, albo życiowym nieudacznikiem.
Albo się wygrzebuje spod jakichś szmat na ławce, na której spędziło się noc, i przeciera zmęczone, przepite oczy, jeżeli jest się totalnym życiowym nieudacznikiem; albo młodym po totalnej imprezie.
Nad głowami, za brzuchatymi latającymi maszynami wiozącymi ludzi tu i tam, ciągną się smugi kondensacyjne, które, tak jak te niezbyt liczne nieśmiałe obłoki, robią się lekko różowe - z tamtych wysokości widać już wschodzące słońce, tu na dole jeszcze jakby ciemnawo, drodzy państwo; ale będzie lepiej, to znaczy jaśniej.
Jeżeli jest się młodym, ma się przed sobą całą przyszłość, jeżeli życiowym nieudacznikiem, tylko te najbliższe godziny, a potem się zobaczy; starzy mają za sobą przeszłość, a obok zestaw tabletek na nocnej szafce, najpierw tę zieloną, te dwie białe podczas jedzenia.
Czasem wcześniej, przed wyjściem z jeszcze nie całkiem obudzonych mieszkań, na ekranach komputerów, telewizorów, na stronach porannych gazet, czy też z głośników (jeżeli nie tylko sama muzyka bądź muza, jeśli jest się młodym), wiadomości o tym, jak to jest, jeśli jest się amerykańskim żołnierzem, ofiarą zamachu, prezydentem Kaczyńskim albo posłem Palikotem, ofiarą czystek etnicznych albo gwałtownie spadającym indeksem giełdowym, ekshumowanymi zwłokami generała lub projektem nowej ustawy o mediach publicznych.
Potem nieuchronnie trzeba przejść przez jakieś drzwi i spotkać się z innymi i jakoś łyk kawy często do tego pasuje, chyba że jest się młodym, albo życiowym nieudacznikiem, albo stoi się w zwartej grupie pod porannym warzywniakiem, spluwa i jara szlugi, nabijając się z tego durnia co znowu, jak co rano, tędy przechodzi, wtedy raczej piwo, albo coś w tym złym na tę całą resztę nieskacowanych elegancików guście. I nie myśli się, co piją ci wszyscy tam na górze, siedzący w kadłubach uciekających przed swoimi spalinami i przyciąganiem ziemskim maszyn. I odwrotnie.
No i w końcu robi się jaśniej, wydaje się też, że jakby cieplej, chociaż jeśli - tak jak teraz - jest się mieszkańcem grudnia, nie ma się co za bardzo łudzić. No i wchodzi się w kontakty z ludźmi: szefem lub sekretarką, kolegami z pracy, klasy, roku, baru. Żarty, uśmiechy, podane ręce i pieniądze, dokumenty, skrypty, płytki, słoiczki z kawą i cukiernice, imbus szóstka i oczkowa trzynastka żeby przytrzymać nakrętkę; i myśli: co też ten dureń teraz sobie o mnie myśli?
Rozmowy w kilku możliwych do wyboru zestawach: dlaczego nie przefaksowałeś tych zestawień, ten cholerny imbus znów jest objechany, za cholerę nie kumam tych jebanych całek, albo taniec z gwiazdami, czemu ten odpadł a tamta przeszła, czy Marta ożeni się ponownie, wyjdzie za mąż, no przecież mówię, albo zobacz, jakie ładne słońce, a to grudzień, tylko żeby na święta spadł śnieg, no coś ty, nie spadnie, efekt cieplarniany, a wiesz, że słyszałam, że to wcale nie prawda, że to przez te nasze dezodoranty i kominy, albo mecze, albo co ta głupia kurwa sobie myśli, do chuja, co on sobie wyobraża, ten palant pierdolony; no i jeszcze raz mecze.
A jeśli jakimś cudem jest się kimś kończącym właśnie teraz oglądanie filmu Roya Anderssona "Do ciebie, człowieku", widzi się fragment czarnego skrzydła, potem całe skrzydło, a za chwilę już cały, czarny, pozbawiony jakichkolwiek oznakowań bombowiec B-52, potem drugi, szósty, szesnasty, dwudziesty trzeci, sto czterdziesty ósmy... Przed nimi w dole rozciąga się pogrążone w codzienności miasto.
Reasumując: byle dotrwać do przerwy śniadaniowej; czego i wam, w jak najlepszej rzecz jasna wierze, życzę!
(A)

  03-12-2008, 22:37:09

· Świat zdaje się być na krawędzi upadku... jak zwykle zresztą, bo to kula i łatwo jej się sturlać; na szczęście nie ma z czego, więc póki zapieprza po orbicie z dotychczasową prędkością i działają równoważące się siły: odśrodkowa, chcąca nas wyrzucić w ciemną nieznaną pustkę, i przyciągania, chcąca nas wepchnąć prosto w gorące objęcia Słońca, nie powinno się stać nic na skalę kosmiczną. Chyba że Wielki Zderzacz Hadronów spełni pokładane w nim nadzieje, tylko że jest podobno zepsuty, a nikt nie wie, gdzie się podziała karta gwarancyjna; na razie więc złowrodzy chichoczący pod nosem naukowcy z czarnymi krukami na ramionach dosypują tym uwięzionym w klatkach protonom, elektronom, neutronom i innym, jeszcze mniejszym cząstkom, skromne ilości karmy i podrażniają je za pomocą zaostrzonych kijów, żeby - kiedy już w końcu zostaną wpuszczone do tunelu akceleratora - zderzały się ze sobą z prawdziwą wściekłością i wytworzyły antymaterię lub Czarną Dziurę, a najlepiej i jedno, i drugie.
A póki co, ku zdziwieniu wszystkich, a już pewnie zwłaszcza pana Fukuyamy, świat finansów zdaje się być na krawędzi upadku, co mogłoby wskazywać, że jednak liberalny kapitalizm, niewidzialna ręka rynku i inne wspaniałe wynalazki, takie jak giełda i cały system bogacenia się na spekulacji wirtualnymi bogactwami, nie są takimi znów pozbawionymi wad ideałami. Na szczęście zdaje się, że wpompowanie w system przez rządy państw ogromnych kwot z budżetów (pochodzących z pieniędzy podatników i mogących posłużyć w innej sytuacji do jakichś mniej ważnych, na przykład socjalnych, celów), pozwoli uratować majątki spekulujących na giełdach banków i innych inwestorów... Więc tu też nie jest aż tak źle, jak można by się obawiać...
No proszę, nie ma co popadać w czarnowidztwo. Tak podbudowany wewnętrznie i optymistycznie nastawiony wyszedłem rano z domu na zakupy do pobliskiego wielkopowierzchniowego sklepu.
Stanąłem jak wryty obok pustego zielonego plastikowego kosza na dziale warzyw, między podobnym koszem zawierającym cebule i innym z kapustą pekińską.
- A gdzie rzodkiewki? - zwróciłem się do przechodzącej pani w czerwonym fartuchu.
- Nie ma - odrzekła.
O fuck!, jak mawiają niekulturalni Anglicy.
Wewnętrznie poczułem, że niebo zaciąga się w mgnieniu oka czarnymi chmurami, wzmaga się wiatr, ze stron wszystkich zlatują stada czarnych kruków, a na poziomie ziemi zbiegają chmary szczurów; pod Genewą ktoś znajduje wreszcie przypadkowo wyłączoną z kontaktu wtyczkę i maszyneria Zderzacza Hadronów zaczyna z narastającym groźnie hukiem pracować, a Kongres USA blokuje ostatecznie wprowadzenie planu Paulsona; w dodatku FIFA ostatecznie wyklucza reprezentację polski z udziału w eliminacjach do Mistrzostw Świata... I uderzają pioruny...
Ale tak zewnętrznie tylko uśmiechnąłem się grzecznie, powiedziałem:
- Ha, trudno! - i, żeby nie wychodzić tak z pustymi rękoma, to znaczy koszykiem (nigdy nie wiem jak to się robi, bo bramki przepuszczają tylko w jedną stronę, a wstydzę się zapytać), wziąłem sobie parę piw na wieczór.
Czego i Wam zresztą szczerze życzę (oczywiście o ile ktoś gustuje)!
(A)

  02-10-2008, 17:59:01

· Zbliża się ta nowa płyta wielkimi krokami...
Proszę kliknąć w link "myspace" powyżej.

  28-09-2008, 22:25:11

· A ze spraw takich bardziej przyziemnych, miło mi poinformować, iż w końcu chyba ruszyliśmy stare obolałe kości i przypomniało nam się, że mieliśmy nagrać nową płytę... ("No tak! A jakże! Cholera, wyleciało mi z głowy!" ;-) ) Już się intensywnie poprawiamy. Na razie Bonzo nagrał bębny, zaraz pozostali dwaj biorą się (ze stękaniem i marudzeniem pewnie) do roboty, i jak Bóg wspomoże - albo jeśli nie będzie drań przynajmniej za bardzo przeszkadzał - a Pasażer nie odrzuci, jeszcze w tym roku NIE ZDARZA SIĘ powinna ujrzeć światło dzienne, że tak metaforycznie to ujmę.
Dwanaście kawałków, w tym dwa, które niektórym mogą wydać się jakby znajome, w sumie coś koło czterdziestu minut najbardziej punkowego materiału profanacji od czasów ZDARZA SIĘ; albo nawet bardziej.
W dodatku produkcja niemal D.I.Y :)
Jeśli ktoś nas widział ostatnio na jakimś koncercie w obecnym trzyosobowym składzie, mniej więcej pewnie wie, czego można się spodziewać :)

(kolejne informacje może lepiej będą się mieściły na "forum")

Czego i Wam rzecz jasna życzę! ;)
(A)


  23-09-2008, 21:04:19

· Lato kończyło się burzami i tornadami, spięciem na linii Gruzja-Rosja, porozumieniem w sprawie budowy w polsce wyrzutni rakiet mających strącać rakiety, które w kierunku USA mógłby w przyszłości wystrzelić Iran, o ile kiedykolwiek takowe zbuduje i zechce odpalić, no i końcówką olimpiady w Pekinie, która wzbudzała, poza sportowymi, także polityczne emocje... Koszulki i kubki z napisem "Wolny Tybet" (nawet jeśli gdzieś na metce lub spodzie miały mały napis "made in china") sprzedawały się nieźle. Natomiast pewien starający się wyprzedzać koniunkturę producent, liczący, iż powróci fala popierania ogólnego prawa narodów do samostanowienia, który wypuścił serię koszulek z napisem "Wolna Osetia", poniósł fiasko finansowe i obrażenia. W tym ogólnie duszno-niepewnym czasie ludzie wracali z urlopów i mentalnie przygotowywali się na powrót do codzienności, która na szczęście nie powinna być szara, bowiem były to już czasy złudnego dostatku i ogólnie dostępnych supernowoczesnych migających kolorami i tysiącfunkcjimających elektronicznych urządzeń do dawania rozrywki i brania opłat; poza tym na osłodę koniec wakacji obiecywał koniec powtórek starych odcinków ulubionych seriali i premiery kilku nowych super atrakcyjnych show dla plebsu. Plebs wiedział, że trzeba teraz rok przepracować bądź się pouczyć (jeśli był nieco młodszym plebsem), żeby w kolejne wakacje pojechać na jeszcze lepszy urlop, na jeszcze bardziej zatłoczoną plażę w jeszcze bardziej egzotycznym kraju, o ile za rok znajdzie się jakiś odpowiedni spoza listy miejsc objętych statusem podwyższonego ryzyka; żeby przez jakieś dwa tygodnie wieczory spędzać nie jak zwykle przy piwie i grillu, ale przy piwie i grillu, a potem pokazywać wszystkim ten wyjazd nacykany aparatem i nakręcony kamerą... Przeżyje ten rok na pracy i konsumpcji, i na wierzeniu, że już w zasadzie jest świetnie - że te pojawiające się w mediach informacje o kończących się zasobach paliw kopalnych gdzieś tam poza jego sferą zainteresowań, czyli na naszej planecie, że te relacje z powrotów "naszych chłopaków" z przygód na pustyniach świata, że te całe relacje z coraz bliższych konfliktów itd., to tylko takie dziennikarskie sensacyjki podawane, żeby czymś zapełnić puste miejsca między wynikami zmagań sportowych a relacjami z życia gwiazd ekranu. Tak więc lato kończyło się i rozlewało błogi spokój w umysłach obywateli tej ziemi. A nad tym wszystkim, w ważnym rządowym samolocie zagranicznego mocarstwa, pani Condoleezza Rice z błogim uśmiechem na ustach wracała sobie do domu z poczuciem dobrze wykonanej roboty, i z przystojnymi współpracownikami na fotelach obok...
- Czy oni chociaż przeczytali, co podpisali? - zapytała, i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Jeszcze wyżej, nad granicą atmosfery, dwie złowrogie rakiety balistyczne zostały przechwycone przez system ochronny działający na zasadzie Nieskończonego Nieprawdopodobieństwa. Takie rzeczy zdarzają się ciągle, tylko mało kto zdaje sobie z tego sprawę, tak bardzo jesteśmy zapatrzeni w monitory komputerów i wyświetlacze telefonów komórkowych. Bo są rzeczy na niebie i na ziemi...
Tym razem przechwycone rakiety zamienione zostały w doniczkę z petunią i najwyraźniej zaskoczonego kaszalota... Nieżyjący od wielu lat pan Douglas Adams tak relacjonuje konsekwencje tego wydarzenia w raporcie, który za chwil kilka wyląduje na kolanach pani Rice w samolocie, w postaci faxu: " ... wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu parę kilometrów nad powierzchnią planety raptem rozpoczął życie kaszalot. Z natury rzeczy nie jest to najlepsze miejsce dla kaszalota i wkrótce zmuszony był uświadomić sobie, że przestanie nim być. Niewinny ssak miał bardzo mało czasu, by zdać sobie sprawę ze swej kaszalociej tożsamości, musiał się bowiem zaraz zająć faktem, że nie jet kaszalotem. Oto pełen zapis myśli kaszalota, od momentu gdy rozpoczął życie do chwili kiedy je zakończył:
'Ach! Co się dzieje?
Eee, przepraszam, kim jestem?
Halo?
Skąd się tu wziąłem? Jaki jest cel mojego życia?
Co mam na myśli, zadając pytanie: Kim jestem?
Teraz spokojnie! Popatrzmy najpierw, co tu się właściwie dzieje... O! Bardzo ciekawe zjawisko, ale co to jest? To coś w rodzaju... ziewania lub łaskotania w mojej... moim... No, chyba najlepiej będzie, jeśli zacznę najpierw szukać nazw dla rzeczy, jeśli chcę na podstawie... nazwijmy to... wniosków... zrobić jakiekolwiek postępy w poznawaniu... nazwijmy to... świata. A więc, niech to się nazywa... żołądek.
Dobrze. Ooooo, teraz robi się dość głośno. Hej, ale gwizd i szum... wokół... nazwijmy to szybko... głowy? Mógłbym to nazwać... wiatr. Czy to dobra nazwa? Na początek wystarczy... Może potem znajdę lepszą, jeśli się dowiem, do czego ten... wiatr właściwie służy. Musi być bardzo ważny, bo są go ogromne ilości. Oj, a to co? Nazwijmy to... ogon. Ogon. Rany! Mogę nim walić w tę i we w tę! Wspaniale! Cudownie! Co za fantastyczne uczucie! Ten ogon najwyraźniej niewiele daje, ale może kiedyś się dowiem, do czego służy. No, czy mam już spójny obraz spraw?
Nie.
Nie szkodzi. Hej, to naprawdę podniecające, tyle się dowiadywać, mieć nadzieję poznać rzeczy, które są jeszcze przede mną. Zaczyna mi się kręcić w głowie z radości... oczekiwania...
A może to od wiatru?
Ale go dużo!
Rany! Hej! A cóż to nagle tak szybko zbliża się w moim kierunku? Tak bardzo szybko. Takie ogromne, takie kanciaste i takie spękane. Wymaga odpowiedniej, oddającej ogrom i masywność nazwy... jak... ły... ały... kały... skały! To jest to! Świetna nazwa - skały.
Czy będą dla mnie miłe?'
Reszta - po nagłym i mokrym plaśnięciu - była milczeniem.
Dziwne jest to, że jedyną myślą, jaka przy spadaniu przemknęła petunii w doniczce, było: 'O nie, nie znowu!' Wielu ludzi spekuluje, że moglibyśmy znacznie rozszerzyć naszą wiedzę o wszechświecie, gdybyśmy się dowiedzieli, dlaczego petunia tak pomyślała."*
Czego i Wam życzę, z nostalgią wpatrując się w zanikającą smugę kondensacyjną po samolocie z panią Rice... (A)

___________________________________________________________________________________________________________
* - fragment książki "Autostopem Przez Galaktykę" Douglasa Adamsa

  21-08-2008, 22:17:02

· W Sydney zakończyły się Dwudzieste Trzecie Światowe Dni Młodzieży z udziałem ponad 220 tysięcy młodych ludzi ze 170 krajów oraz Benedykta XVI. Przez trzy dni pielgrzymi uczestniczyli w triduum katechetycznym zwieńczonym niedzielną mszą świętą z udziałem Ojca Świętego. Na owej wieńczącej te Dni mszy pojawiło się aż 350 tysięcy wiernych. Wcześniej na mszy w sydnejskiej katedrze dla seminarzystów i wspólnot życia konsekrowanego, papież przeprosił za molestowanie dzieci, co spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem, nie tylko wśród kręgów związanych z Kościołem, tym bardziej, że Ojciec Święty dodał, iż takie czyny, gdyby było to możliwe, powinny być karane. Podczas wielkiej, kończącej Dni Młodzieży mszy, Benedykt XVI wezwał młodych całego świata, aby byli prorokami nowej ery miłości. Zachęcał też do udziału w Eucharystii i żarliwej modlitwy i tłumaczył, że Kościół potrzebuje młodych ludzi - "... nie lękajcie się powiedzieć 'tak' Jezusowi, odnaleźć radości w wypełnianiu jego woli, oddaniu się zupełnie pasji świętości oraz wykorzystaniu wszystkich talentów w służbie innym" - apelował. Po mszy papież opuścił Australię i udał się do letniej rezydencji w Castelgandolfo, by odpocząć po długiej i wyczerpującej podróży.
(A)


  20-07-2008, 20:02:38

· Wie pani, że mi się ostatnio to nic już nie chce? Czego tu chcieć by mi się miało, kiedy wszystko mam, na co dzień i od święta, a jest coraz lepiej i lepiej, i jeszcze więcej i więcej mam tego wszystkiego, naprawdę... Jest tak wspaniale, że co rano wstaję - i kładę się co wieczór spać - w poczuciu, że wszystkiego mam już dość...
Wstaję rano, idę do supermarketu po rzodkiewki, i jak wszyscy ulegam presjom promocji - wracam z jakimś węglem drzewnym, kremem do ujędrniania pośladków, puszką karmy dla rybek ze zmielonych alg, puszką karmy dla kotów ze zmielonych rybek, paczką karmy dla ludzi typu "super-grill" ze zmielonych kotów, z nowym odtwarzaczem MP3 i MP4, z modułem sterującym do rakiety średniego zasięgu R-77, kolorowymi magnesami na lodówkę, zestawem filiżanek do kawy i z pakietem filmów o przygodach inspektora Colombo na DVD... A po drodze biorę udział w piętnastu akcjach charytatywnych, podpisuję petycję za budową elektrowni atomowej, przeciwko budowie elektrowni atomowej, przeciw przewożeniu koni tirami i żeby tiry na tory, wrzucam monety do puszek dla chorych dzieci, na budowę świątyni, na wsparcie dla biznesmenów, którzy stracili w wyniku bessy na giełdzie, dorzucam się też do zbiórki na rzecz polskich żołnierzy prześladowanych za zmasakrowanie cywili gdzieś na pustyni... Realizuję się na wszystkich frontach obywatelskiej i konsumenckiej aktywności, droga pani! Nawet żebrakom czasami coś wrzucam, chociaż ostatnio już rzadziej, bo przecież dobrze wiadomo, że teraz to praca szuka ludzi nie odwrotnie, i ci co nie mają, to nie mają bo nie chcą, a nie bo nie mogą.
A potem w domu mam te wszystkie nowoczesności i mogę - jak wszyscy - oddać się w szpony relaksu i oglądać na Naszej Klasie zdjęcia z dawnych lat, wspominać tamte piękne chwile; mogę też posłuchać sobie kolejnej składanki z nagraniami z Jarocina'84, czy płyty tego gościa w kapeluszu, kiedyś znanego z pidżamy, na której śpiewają piosenki z dawnych czasów początków punk-rocka, czy wejść na stronę internetową, gdzie widnieją tysiące zdjęć z lat 80-tych i początków 90-tych...
Ach, te czasy, w których było tak źle! Tamta muzyka, tamte emocje, tamte przeżycia! Wtedy się żyło!
Kiedy tak cały wieczór i pół nocy poświęcam na te wspomnienia - dzięki nowoczesnej technologii takie to łatwe i powszechne - to rano, jak pani mówiłem, naprawdę nic mi się już nie chce.
Bo wszystko mam.
Taka błoga, spokojna wegetacja, kojona miłą pewnością, że przecież jest już tak dobrze, i nic się tu już zmienić w tym zakresie nie może...
Co? Jaki głód? Jaki globalny kryzys energetyczny? Co też pani, dałaby sobie pani spokój! Co pani lewaków jakichś słucha?

(A)

  13-07-2008, 11:58:18

· Ważne rzeczy dzieją się w rejonach Alp. Na przykład już niedługo może uda się udowodnić istnienie Bozonu Higgsa, dzięki dwudziestoośmiokilometrowemu nadprzewodzącemu tunelowi umieszczonego sto metrów pod ziemią akceleratora. No i jeszcze także tę piłkę ostatnio panowie dzielnie kopią w Austrii i Szwajcarii, chociaż polska kariera zdaje się wzięła już w łeb... Nasi też jakoś cienko przędą - co mnie smuci - jednak mam nadzieję, że uda nam się dziś wieczorem pokonać Turcję...
Ważne rzeczy dzieją się w zasadzie wszędzie, nawet w naszych wnętrzach i zewnętrzach, co tu dużo gadać. A to, że meteoryt znaleziony w Australii zawiera - być może - ślady przybyłego z kosmosu DNA, a to, że LSD wyrusza na wojnę z Kościołem (chociaż nieszczerze i koniunkturalnie, jednak jak dla mnie miło, jakby nie było), a to, że w moim mieście - zamiast obiecanych i przez plebs oczekiwanych galerii handlowych - zdecydowano się jednak na budowę elektrowni jądrowej na terenie byłej kopalni "1-go Maja" (argumentem, który przechylił szalę na korzyść tej inwestycji, był fakt istnienia w pobliżu - kilkaset metrów w dół - nieczynnych pokopalnianych chodników, idealnie nadających się do składowania radioaktywnych odpadów, co oszczędzi konieczności kosztownego ich transportu w jakieś odległe miejsca).
W przekładzie:
- Ale bym łeb temu angolowi ukręciła!
- No święte słowa! Takie draństwo, że głowa boli! Koniec świata!
- A słyszała pani, że koniec świata ma być w lipcu?!
- Eeeee... Jakieś bujdy pewnie...
- A gdzie tam, ta pani ma rację! W telewizji mówili, to nie żadne zabobony! Naukowcy zapowiedzieli, że zrobią pod Genewą Czarną Dziurę! - mówię, i nawet nie odczuwam potrzeby skrzyżowania za plecami palców. - Pani to widzę, że dobrze się orientuje w najnowszych wydarzeniach, prawda?
- A żeby pan wiedział! Ja to przed tym internatem siedzę sobie zawsze, jak syn zapomni laptopa wyłączyć i idzie pić, albo na przyparafialną zbiórkę CP/DP. No i się orientuję, panie! Ja to od początku tak se myślałam, że z tym Large Hadron Collider to same kłopoty będą! Ale tak ogólnie to na Naszej Klasie komentarze dopisuję.
- A na Onecie to nie pani? Bo IP to samo?
- A nie, to syn, wie pan. On i jego koledzy. Bardzo miłe chłopaki, tacy schludnie poubierani i w ogóle. A po ile te ciasteczka?
- Po złoty dwadzieścia; tanie i dobre, pani weźmie. To z tej fabryki w Gorzyczkach.
- Bierz, bierz, póki nie świecą. Jak tę elektrownię nam zrobią, to wszystko będzie zmutowne i trujące! - wtrąca wchodzący właśnie młodzieniec. - Cześć, mama!
Udaję atak kaszlu i wychodzę ze sklepu. Najwyżej dzisiaj nie kupię rzodkiewek. Do domu odprowadza mnie koczujący od miesięcy w pobliskich krzakach kosmita. Rozmawiamy o piłce. Pociesza mnie mówiąc, że na pewno wygramy dziś z Turcją.
Czego i Wam, rzecz jasna, życzę szczerze, w dobrej wierze! (A)



  15-06-2008, 13:52:50

· SOJOWY JEZUS

Ponieważ Ustawodawca zafudnował mi dziś dzień wolny od pracy, w dodatku taki, w którym nie mogę tego wolnego czasu spędzić na przykład robiąc zaległe zakupy, postanowiłem w końcu sprawdzić, co właściwie przyszło mi dzisiaj świętować. Najpierw dość naiwnie zapytałem kilku znajomych deklarujących się jako katolicy, niestety - najwyraźniej wprawiłem ich w zakłopotanie. Któryś sobie przypomniał, że chyba chodzi o procesje... Niemniej w dobie internetu nic nie jest zbyt wielką tajemnicą, i wreszcie nabyłem nieodzowną wiedzę, by w pełni delektować się tym świętem Boskiego Ciała. A szczegóły brzmią wręcz poetycko! Na przykład do głowy by mi nie przyszło, że właśnie obchodzę "święto ruchome, obchodzone w czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego" - cokolwiek to nie znaczy, jak ładnie się prezentuje, nieprawdaż? Mają tu też swoją zasadniczą rolę bredze... przepraszam: widzenia błogosławionej Julianny z Cornillon, hostia, która w roku 1263 zaczęła krwawić w rękach duchownego wątpiącego w transsubstancję (jakie ładne słowo!), a także nie ogłoszona bulla Urbana IV, w której jako jedno z uzasadnień święta podaje się "zadośćuczynienie za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie" (?!)... Naprawdę, od razu mam ochotę na świętowanie, może nawet jeszcze zdążę przyłączyć się do procesji, żeby z zachwytem poobserwować, jak wierni przeżywają i rozmyślają o cudzie przemiany ciała i krwii Jezusa w hostię i wino... Niesiony tym zapałem i zachwytem nad niezwykłą doniosłością tego dnia pomyślałem, że może nawet bym się nawrócił i powrócił na łono Kościoła, gdyby tylko w tym całym Sakramencie była jakaś opcja dla wegetarian... Swoją drogą - może jednak istnieje sekta wierząca w sojowego Jezusa?
(A)

  22-05-2008, 09:36:05

· Ptaki z trzepotem skrzydeł wzleciały w pieprzoną ciemność, czerwone tylne światła samochodów osobowych i goniących je tirów z towarami, których uciekający ludzie mieli czelność jeszcze nie zakupić, znikają w oddali przegrywając batalię z coraz jaśniejszymi światłami nadjeżdżających z hukiem tirów i goniących je aut z ludźmi chcącymi więcej. Nie wiedzieć czemu zrobiło mi się jakoś smutno, mimo iż było tu dookoła pełno potencjalnego piękna i poezji, jak to na skraju drogi o zmierzchu - otwarta przestrzeń możliwości, powiew wolności na pysku, dzika i swobodna przyroda... Tylko że skrajem drogi tuż obok mnie przeszła kobieta ze smutnymi oczami i w wyzywającym stroju, a potem brudny, cuchnący beznadzieją mężczyzna przepraszająco ciągnący skrajem drogi swój wózek ze złomem i innymi skarbami rynsztoka ustroju; na ułamki sekund wymieniliśmy spojrzenia.
- Co tak, kurwa, na tej piździawie stoisz?! Odjebało ci, czy jak?! Taki rottweiler jesteś, że musisz lać pod drzewkiem? Luksusikowy kibelek ci nie podchodzi? Czekają na ciebie. Teraz kolej na twoje sprawozdanie - zapiszczał mi za plecami jeden z konkurentów do stołka.
Tak więc tylko westchnąłem, opadłem na cztery łapki i odwróciłem się od drogi, pyskiem w stronę rozświetlonego kolorowymi światłami Przydrożnego Centrum Rozrywkowo - Konferencyjnego. Czas wrócić do wyścigu. Pobiegliśmy obaj. Nie miałem wątpliwości, że moje sprawozdanie o konieczności zwiększenia toksyczności dodawanych do wszystkiego środków wyżerających ludzkie mózgi oraz o potrzebie pokątnego skrócenia sekundy o kolejne dziesięć procent, spotka się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony Prezesów...
- Widziała pani, jakie wielkie szczury tu teraz biegają? - zapytał cuchnący beznadzieją mężczyzna ciągnący skrajem drogi swój wózek ze złomem i innymi skarbami rynsztoka ustroju, gdy zbliżył się do wyzywająco ubranej kobiety ze smutnymi oczami... Ta westchnęła i skinęła głową.
Przejeżdżały samochody.
(A)


  14-05-2008, 07:37:38

· NADESŁANE, BARDZO WAŻNE!! -

W trudzie i znoju powstaje publikacja mająca na celu ustalenie chronologii wydarzeń związanych z rozwojem i działalnością sceny hardcore punk w Polsce na przestrzeni lat 1977-2007 pod roboczym tytułem
„POLSKI HARDCORE PUNK 1977 -2007”
Jeśli chcesz pomóc w ocaleniu od zapomnienia zespołów istniejących w Polsce w tym właśnie okresie ślij wszelkie informacje na ich temat według poniższego klucza :

1. Nazwa zespołu
2. miasto /miejscowość
3. Tytuł (kasety, płyty , singla itp.)
4. Rok wydania
5. Wydawnictwo
6. Numer katalogowy

Np. :

HOODED MEN „To co w Twoim ja” MC, 1993, HEARTCORE, 014

lub

TABES (Biała Podlaska) „S/t” MC, 1987, D.I.Y wydawnictwo zespołu

Przygotowywana publikacja skupia się w głównej mierze na zespołach, które podczas swojego istnienia opublikowały nagrania w formie fizycznie dotykalnej opatrzonej okładką a więc na kasecie, singlu, CD, longplayu czy choćby płycie CDR. Zależy nam również na zebraniu jak najpełniejszej dokumentacji o zespołach, które na skutek różnych okoliczności nie pozostawiły po sobie śladu w postaci kasety czy płyty. Taki zespołów w Twojej okolicy mogło być bardzo dużo, a Ty możesz okazać się jedyną osobą dzięki której pamięć o nich nie zniknie na zawsze.

WIĘC NIE CZEKAJ i PISZ

Oczywiście bardzo mile widziane skany okładek, zdjęcia koncertowe i plakaty.
Jeśli zdecydujesz się pomóc wysyłając nam jakiekolwiek zdjęcie koniecznie podawaj autora oraz okaż nam wyraźny sygnał czy zgadzasz się na publikację tejże fotografii.

Lista osób które już pomogły ciągle rośnie.
Pomóż i Ty !

Wszelkie materiały należy nadsyłać na adres :
leksykonhcp@wp.pl
emoscream@wp.pl

KUBA i JACEK
POLSKI HARDCORE PUNK 1977 - 2007



  06-05-2008, 02:00:48

· "Głowa widząc flagę mówi: 'flaga!'
Kolor naszej flagi jest złożony
Kolor górny jest kolorem białym
Kolor dolny to kolor czerwony"

- jak śpiewał pan Lech Janerka.

Dziś nasza flaga obchodzi święto, jak się dowiadujemy. To ważne święto, jak widać z ilości wystąpień, parad, przemówień i komentatorów opowiadających o wspaniałej roli patriotyzmu w patriotyźmie w telewizyjnych programach dyskusyjnych. Nawet zapowiedziano, że orędzie będzie - i było, chociaż nie pozwolono go napisać pani Koteckiej (podobno będzie lepiej i premier nie zazna spokoju, dopóki nie będzie głodnych dzieci). Aż dziw bierze, że to wczoraj był dzień wolny od pracy, nie dzisiaj, w dodatku jeden z takich, podczas których piwo trzeba kupować na stacji benzynowej. Dziś, nawet nie oglądając telewizji, z osiemnaście razy dowiedziałem się zabawnych rzeczy o szanownej solenizantce - a to że ważna, że szargać jej nie można, że kolory coś znaczą, że kiedy powiewa to powiewa itd, a pewna pani redaktor rozmawiając z panem, co głosem pełnym patosu bredził o patriotyźmie, spontanicznie zadeklarowała do kamery, że zawsze płacze, gdy słyszy melodię Hymnu... A wczoraj? Wczoraj jedynie wyśmiewano się powszechnie z PRL-owskich pochodów, podkreślano marginalność i niewielką liczebność współczesnych niby-demonstracji pierwszomajowych i przypominano, że w ten dzień młodzież w Niemczech zwykła podpalać samochody i bić się z policją. Czy to naprawdę aż takie ważne powody, żeby robić z tego dzień wolny od pracy?
Brak konsekwencji, moim skromnym zdaniem.
Za to na jutro zapowiada się już w pełni solidna i konsekwentna narodowa głupawka: uroczyste msze od rana do wieczora, ponure pogadanki, defilady i parady, za mundurem panny szczurem, pewnie i jakieś spotkanie na Placu Defilad przedstawicieli rządu i kleru, przy salwach horrorowych, chcieliśmy Waszej Ekscelencji coś pokazać...
Nie wiem jak Wy, ale ja uciekam na łono przyrody.
Ale słuchajcie i się uczcie: Polska - jak matka - jest tylko jedna, jak pięknie i słodko jest umierać za ojczyznę, zarodek jest niewinnym dzieckiem, chce iść na studia i zrobić karierę, a naszej wolności trzeba bronić już na roponośnych polach Zatoki Perskiej!

"Ja wiem, że to jest zwykły syf, paranoja, wiem!
Ja wiem, że to jest zwykły syf, paranoja, wiem!
Ja wiem czego chcesz, no i znowu się boję, wiem
Ja wiem, że chcesz, by się lała krew, lecz pytam się: z ilu jeszcze serc?

To figurole walą w głowę, gnojku, nie masz szans!
To figurole pieprzą swoje, gnojku nie masz szans! "

Swoją drogą, zdaje się, że oprócz flagi, której kolor jest złożony, święto (urodziny nr 55 bodajże - aż taki stary?!) obchodzi pan autor cytowanych powyżej w czudzysłowach słów. Sto lat!
(A)




  02-05-2008, 22:46:26

·


  ,

· Chociaż ja, dla przykładu, raczej przywiązuję wagę do szczegółów. Być może dlatego, że jestem tępą, typową dla tych czasów nastolatką. Mam na imię Ewelina, ale mówią na mnie Linka - prawda, że ładnie? Kończę gimnazjum, jeśli tylko nie jest akurat mroźna zima wystawiam na widok publiczny swój zakolczykowany pępek, kocham świat i zwierzęta, chcę pójść do dobrego liceum, a potem studiować psychologię albo zarządzanie, zależnie od tego, co mi doradzą.Może być coś innego, byle bym zrobiła karierę zanim zostanę Matką Jest Tylko Jedną, no i żoną jakiegoś bogatego, silnego faceta. Jestem śliczna, modnie się ubieram i smaruję mordkę wszystkim co trzeba, żeby się błyszczeć i w wieku lat trzydziestu kilku wyglądać jak Bardotka po sześćdziesiątce. Na szczęście nie mam pojęcia, kto to jest Bardotka, tak jak ogólnie nie kojarzę większości odniesień kulturowych, zwłaszcza jeśli dotyczą czasów jeszcze starszych od Bardotki.
„Boże! - pomyślał wyglądając przez okno, podczas gdy wyprowadzałam Axela (stary wymyślił to imię, podobno był jakiś taki piosenkarz) na spacer, żeby się wypiął i wypróżnił gdzieś na ogólnie dostępnym trwaniku, a nie u nas w domu, dobry piesek... - Ta dziewczynka wygląda jak jakaś pieprzona modelka! Pewnie ma wielkie plany i marzenia, a za trzy, cztrey lata zajdzie w ciążę z napakowanym idiotą z dyskoteki, dokładnie według schematu przewidzianego dla tego typu dziewcząt!”
Co ciekawe, ma rację – tak właśnie ze mną będzie. Na szczęście w ogóle nie zdaję sobie z tego sprawy; kocham świat i zwierzęta, i sądzę, iż w przyszłości zostanę sławną prezenterką telewizyjną albo piosenkarką, chyba że wcześniej odkryję lekarstwo dla raków! A że wyglądam jak modelka to fakt. Jestem ładna i zadbana, bo przywiązuję wagę do szczegółów.
Taki jest ten sobotni poranek na naszym osiedlu.
(A)

  25-04-2008, 21:37:01

· Nie mogą się już doczekać, kiedy i w ich mieście powstanie pierwsza naprawdę wielka Świątynia, jeden z tych cudów świata, przybytków radości, do których na razie wciąż jeszcze muszą udawać się w pielgrzymki do miast sąsiednich... Owszem, mają tu na miejscu pomniejsze kapliczki super- i kościółki hiper-marketów, ale to nie to samo, zwłaszcza gdy zakosztowało się choć raz misterium przebywania w splendorze oszałamiającego swą potęgą Centrum Handlowego! Tam można wszystko, bo wszystko tam jest. Jeśli nawet nie można mieć wszystkiego tego, to na pewno można przynajmniej na wszystko to popatrzeć. Tu wałęsają się grupki młodych adeptów życia dla, dzięki, i za pomocą konsumpcji - już poubierani w firmowe lub chociaż prawie firmowe spodnie, buty, bluzy i inne smycze na których trzymają ich i kontrolują nowocześnie migające i głośno grające komórkowe urządzenia do łapania w sieci, których nitki zbiegają się w rękach szefów kilku wielkich korporacji. To tutaj starsze małżeństwa w wieku przedemerytalnym jeżdżą w te i nazad ruchomymi schodami i windami, przesiadują na ławkach i wpatrują się w błyskające kolorami reklam plaskate ekrany - tyle lat życia zmarnowali nie znając czegoś takiego! Ależ ten komunizm zmarnował im lat! Tutaj młode małżeństwa w średnim wieku cieszą się swoim dobrym w miarę statusem materialnym pozwalającym na zaciąganie akurat tylu kredytów, by móc spłacić odsetki od poprzednich i raz na jakiś czas spędzić łikęd w takim pięknym Centrum Handlowym, a nawet raz na więcej jakichś czasów wyjechać na cudowne wczasy do egzotycznych krajów, gdzie Centra Handlowe są jeszcze większe, dłużej czynne, i mają nawet bezpośredenie windy wprost na zatłoczone plaże... To tu pod nogami plątają się rozwrzeszczane tłuste, bezstresowo wychowywane przez media dzieci, chcące mieć już-natychmiast wszystko, i dostające, dla których inny świat nie istnieje, co więcej: nie powinien istnieć... To tu wreszcie, w nadbudowie mającej dawać pretekst do nazywania tego czegoś czymś więcj niż tylko dużym durnym sklepem z obszernym wybiegiem dla debili, którzy już wszystko co mieli wydali, a jeszcze nie natrafili na żaden z punktów udzielania bajecznie opłacalnych kredytów, znajdują się też nierzadko przybytki kultury: multi, super, extra pleksy, czyli kina - w nich pod nawałem setów reklamowych, w smrodzie tłuszczu z frytek i pop-cornu, w marudzeniu i pierdzeniu jeszcze tłustszych dzieci, w gazowaniu sie coca-coli w plastikowych kubkach, eksterminowane są resztki wrażliwości i kultury. Jeden facet na ekranie wali drugiego w ryj, ten rzuca niezłą jajcarską gadke, laska pokazuje cycki, i już można wracać na mszę wciąż rozgrywającą się na różnych innych, ważniejszych poziomach Centrum.
A potem wyjść na dach i wsiąść do zaparkowanego tam samochodu nabytego na niezwykle opłacalne raty. Mistyczne niemalże przeżycie, o ile można używać takich słów...

- Jan Pośpieszalski, Telewizja Polska, terenowe wydanie programu "Warto Rozmawiać Nawet Na Zadupiu", dobry wieczór. Czy mogłaby pani powiedzieć naszym radiosłuchaczom, przeciwko czemu protestujecie na tym niemal uroczym, prowincjonalnym rynku?

" - Mieli nam tu Focusa i Galerię wybudować!! Tak miało być pięknie! Nawet syn mi w tym całym internacie pokazywał takie obrazki, jak to miało pięknie wyglądać, o tam, zamiast tych koncentratów to miało stać! I co?! Nie zbudują! Teraz się okazało, że jak zwykle kłamali! To komuniści, panie, ciągle te same złodzieje!!
- Jo to bych ino chcioł, coby szło se popołedniu iść kajś z cało familijo, i coby tam i wypić było kaj, i siednunć, i żeby tam tyż te butiki z majtkami do bab były, i szynki, cobych se z drugimi chopami mógł o balu podżistać...
- Niech zdegradują z Pierwszej Ligi wszystkie te korupcje, bo nasza Odra to nigdy nie brała! Tylko Oderka rządzi! Na stadionie mieli nam Centrun Handlowe wybudować, a przez tych Listkiewiczów to jeszcze różnie może, kurna, być!
- A my akurat robimy tutaj niewielką demonstrację przeciwko budowie w naszym mieście elektrowni atomowej... Jak już muszą coś budować, to niech jakieś Centrum Handlowe zrobią albo co... Jak ostatnio byłam w Rybniku w Plazie, to kupiłam tę fajną "arafatkę", a w promocji mieli do tego badzik z napisem "Wolny Tybet!"... Wprawdzie i to, i to "made in China", ale za to w przystępnej cenie...
- Ja bym tylko chciał, żeby w końcu moi przylecieli naprawić mi ten latający talerz, albo żeby mnie chociaż stąd ze sobą zabrali na łebka, pal sześć talerz, bo bardziej poj..anej planety to ja jak żyję nie widziałem...
- Żądam przywrócenia obok mojego bloku blaszanego warzywniaka, w którym można było czasem kupić całkiem świeże rzodkiewki... "

( - No tak... niech brat wyłączy ten mikrofon, znowu pierdolą jak potrzaskani. Ale skręćcie mi jeszcze ten protestujący tłumek. Tak, wszystkich pięciu, mówię przecież! A wywiad z Ojcem Proboszczem tutejszej Parafii Pod Wezwaniem Gwoździa Z Prawej Dłoni Jezusa Chrystusa macie na taśmie? No to montujemy, montujemy! Materiał ma iść za pół godziny!)

- Jan Pośpieszalski, Telewizja Polska, program "Warto Rozmawiać Nawet Na Zadupiu". Dzisiaj obserwujemy wzruszający protest w niewielkim śląskim, jednak oczywiście rdzennie nampolskim miasteczku, skierowany przeciwko handlowi w niedziele i święta kościelne, czyli państwowe. Niech sami państwo zobaczą tę determinację w oczach, ustach i zielonych ryjkach zgromadzonego tu tłumu, popieranego przez miejscowego Księdza Proboszcza, w proteście przeciwko budowaniu Centrum Handlowego w tym stanowiącym jedną z niewielu ostatnich oaz spokoju i prawdziwie rodzinnych wartości mieście. Ci ludzie są prostymi Mypolakami, ale wiedzą, że są pewne niezmienne Wartości, z których nie wolno nam rezygnować, bo nawet lekkie ustępstwo zaowocować może nieodwracalnymi konsekwencjami... Nie zgadzają się na budowę kolejnego Centrum Handlowego na swojej świętej, nie skażonej dotąd ziemi, bo wiedzą, że zanim by się obejrzeli, już pojawiłyby się inicjatywy, żeby homoseksualiści mogli się żenić, a lesbijki wychodzić za mąż, a i jedne i drudzy mogli/mogłyby bezczelnie adoptować dzieci księży i zakonnic! A na to Mypolacy nie możemy pozwolić! Ci ludzie mają zupełnie inne oczekiwania skierowane do władz miasta: nie mogą się już doczekać, kiedy i w ich mieście powstanie pierwsza naprawdę wielka Świątynia, jeden z tych cudów świata, przybytków radości, do których wciąż jeszcze muszą udawać się w pielgrzymki do miast sąsiednich...
(A)

  16-04-2008, 21:53:41

· Wiosna, drodzy państwo! Wszystko zrywa się do życia, rozkwitania, puszczania pąków, bzyczenia, rozsiewania duszących pyłków i żądlenia, jeśli jest osą albo komarem. Tylko zwłoki Wiadomo Kogo po raz trzeci rozczarowały i nie poderwały się do życia (chyba że jednak, tylko wieko trumny ktoś za mocno przybił...) - a rocznica zejścia byłaby przecież takim dobrym pretekstem do cudu... Ale zwłoki niemal świętych tak już mają, że bywają przekorne - wspomnijmy tylko casus Starca Zosimy, który bezczelnie zaśmierdł się po śmierci, zamiast wonie przecudne rozsiewać, co pan Dostojewski łaskaw był opisać... Podobno jest koncepcja, by naszego odpowiednika Zosimy za karę ekshumować, beatyfikować, zmumifikować, w szklaną trumnę jak Królewnę Śnieżkę włożyć, i w Bazyliszce Piotra na pokaz wystawić, a wcześniej serce mu wyrwać i na Wawelu umieścić, w pobliżu Jaskini Smoka... Niemniej religia jest bardzo ważna i leży u podstaw naszej tradycji, etyki, moralności i wszystkich innych wartości, więc nie pozwalajmy sobie zbyt głośno śmiać się i ironizować, albo wręcz relatywizować, bo jeszcze przestanie leżeć... Tak więc dalej, na spacerki skwerkiem słońcem okraszonym, ptasim śpiewem dźwięczącym, plastikowymi stolikami przy kanjpach obstawionym! Czego Wam, i sobie, szczerze i w dobrej wiosennej wierze życzę! (A)

  10-04-2008, 11:11:59

· Niedawno skończył się Wielki Tydzień. Nastąpiło zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jak donoszą media - publiczne i te drugie, niemieckie. W związku z tym wszyscy składali sobie świąteczne życzenia i opychali się świątecznym żarciem - zdaje się, że głównie chodziło o jajka, ciasto i wędzone pośladki martwych świń (to prawdziwy rarytas!). Piwo trzeba było kupować na stacji benzynowej. Alleluja!
- Czy świat się naprawił?
- Co za pytanie! Pewnie, że nie. Myślałeś, że będzie inaczej?
- Co za pytanie! - odrzekł kosmita i zaśmialiśmy się razem, pociągając po łyku z naszych puszek, przytupując z zimna na śniegu, pod tylną ścianą stacji benzynowej.
- A wy mieliście jakiegoś swojego Zbawiciela? - zapytałem po paru minutach ciszy, żeby coś powiedzieć.
- Sześć sztuk, o ile dobrze pamiętam - odrzekł kosmita. - Jednego źli moi współkosmici rzucili na pożarcie trurlom, drugiego zrzucili do wulkanu, z czworgiem pozostałych zrobiliśmy chyba coś podobnego.
- Czworgiem?
- Tak, jedna była kosmitką. Tak czy inaczej, byliśmy sześć razy zbawiani przez wszystkich sześciu naszych głównych bogów.
- I w czymś to wam pomogło?
- Bądź poważny. Opowiadałem ci niedawno, jak musieliśmy uciekać z naszej poprzedniej planety zanim eksplodowała?
- Wybacz, coś mówiłeś, ale niewiele pamiętam... - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Zabrałem go parę dni temu na jedną z imprez, do Poznania jak mi się zdaje... Nagłośnienie jak zwykle trochę do dupy, ale atmosfera świetna; co chwilę z kimś się rozmawiało, w tle rytualne "punki grać, kur.a mać!", jak mógłbym zapamiętać coś z tych kosmicznych bzdur, które bełkotał do ucha raz mi, raz komuś innemu?
- A teraz wcale nie jest lepiej, jak widzisz. Jak tylko się dowiedzieli, że nie mam czym zapłacić za naprawę mojego talerza, odesłali mnie tu z powrotem i muszę czekać na ich powtórne przyjście, tym razem z agentem ubezpieczeniowym i rzeczoznawcą... Zbawcy, cholera...
Skończyło nam się piwo. I pieniądze. Taki był koniec świąt w naszym zaściankowym wydaniu, poniedziałkową nocą pod stacją. Piętnastą.
A potem ogólnie nastał wtorek. Szare twarze w porannym spacerze do szkół, prac, urzędów i przychodni. W hipermarkecie nie mieli nawet w miarę świeżych rzodkiewek, a niby jakaś wiosna nadchodzi pośród tych śnieżyc. Jakoś niewiele się zmieniło, mimo tego rzekomego zmartwychwstania... Ludzie nadal noszą na szyjach łańcuszki z narzędziami tortur z zawieszonymi na nich zwłokami, i wierzą, że jest w tym jakiś sens; że w to wszystko wierzą. Pod skarpą na łuku ronda na prostym odcinku drogi, w miejscu gdzie kiedyś stał dąb (albo wierzba płacząca?) za nieżyjącym już warzywniakiem, nadal leży uszkodzony latający talerz, a obok niego marznie przy rachitycznym ognisku mój znajomy kosmita, którego nikt oprócz mnie nie dostrzega (w tygodniu mówimy sobie "cześć!", pijemy razem w weekendy); podobno istnienie kosmitów jest zbyt mało prawdopodobne...
Jakiś szczur przebiegł obok i odgryzł mi kawałek nogawki.
To tylko kolejny mały tydzień.
(A)


  26-03-2008, 07:33:30

· A ja pracuję w Tajnej Fabryce Coca-Coli w tajnym-spec-znaczenia Dziale Kontroli Działań Wywrotowych, na pełnowymiarowym etacie szczura laboratoryjnego... Tak jak mój tata, który miał dobre życie w firmie - jako kochający operę, obgryzający gumę i przenoszący choroby gryzoń, zaszedł na swojej ścieżce kariery dość wysoko. Pełnił nawet funkcję wiceprezesa, miał kuwetę pod biurkiem innego wiceprezesa i brał udział w posiedzeniach Rady Zarządu; często podnosił się krzyk, gdy wychodził ze swej dziury w ściance działowej, by zabrać pisk na jakiś zasadniczy temat... W końcu zdechł na raka wszystkiego w wyniku bohaterskiego poddania się testom na skuteczność nowego napoju Firmy produkowanego z odpadów paliwa nuklearnego - napój okazał się wyśmienicie wręcz smaczny i aż nadspodziewanie uśmiercający. Ty też masz to już w lodówce; a jeśli nie to, to nasza Firma posiada w asortymencie pełen wachlarz innych produktów. Coś zadziała...
A ja pracuję w Tajnej Fabryce Coca-Coli, chyba już o tym wspominałem.
Dzisiaj mam wolny wieczór. Wychodzę w miasto...
Ryjek na poziomie kilku centymetrów i szybki sprint między nogami przechodniów... "nogi, nogi, setki nóg, tupią, tupią tup, tup, tup...", jak to śpiewały jakieś szarpidruty. Ależ tego plebsu wyległo dziś wieczorem na ulice... No tak, mamy wielką wyprzedaż organizowaną przez naszą Firmę: wszystko w takiej samej cenie, ale napisanej wielkimi cyframi w krzykliwych barwach; ci idioci to kupią.
A Ty co ładnego dziś okazyjnie nabyłeś?
Zaliczę kilka dyskotek, jeden koncert punk rockowy, potem mam randkę z pewną niezłą samotną matką, którą poznałem przez "naszą klasę"... Na pewno najpierw podniesie wrzask, że jestem szczurem, nie blondynem, i wcale nie przypominam Krzyśka, który spędził z nią tę szaloną noc na Łudstoku... Niemniej jesteśmy szkoleni przez najlepszych amerykańskich specjalistów w sztuce kształtowania własnego wizerunku - ich metody poskutkowały w przypadku wyborów prezydenckich w licznych republikach bananowych, korzystali z nich także finansowani przez CIA nikaraguańscy "Contras" przy przekonywaniu mieszkańców wiosek, iż nie powinni się bać ani uciekać, bowiem to tylko pokojowa wizyta watahy miłych panów [wszyscy mieli ze sobą materiały promocyjne Coca-Coli (niemniej po wizycie nie było komu ich rozdać, a kładzenie ulotek na jeszcze się tlących zwłokach byłoby po prostu nieekonomiczne)]... Tak więc dziewczyna bez wątpienia w końcu ulegnie mojemu profesjonalnie wyćwiczonemu wdziękowi i wpuści mnie do łóżka. To będzie szalona noc!
Nie miej mi za złe, jeśli przebiegając obok Twoich nóg ugryzę Cię w łydkę – to leży w mojej naturze, poza tym mam to zakontraktowane w umowie.
A rano.. cóż - umyć zęby, wyszczotkować ogon, i do pracy. Nie ma co narzekać, nie każdy ma pracę zapewniającą taki status, taki prestiż, taki poziom życia! Bo – jak już chyba wspominałem – pracuję w Tajnej Fabryce Coca-Coli w tajnym-spec-znaczenia Dziale Kontroli Działań Wywrotowych, na pełnowymiarowym etacie szczura laboratoryjnego...
A Ty czym się tak właściwie, do cholery, zajmujesz?!
(A)

  05-03-2008, 17:15:02

· - Ja to przepraszam, że się tak wtrącę. Wiem, że to wszystko to nie są moje sprawy, wiem. Ja tu czekam na pomoc techniczną, po tym jak rozwaliłem latający talerz o ten dąb tam obok warzywniaka, co tu jeszcze wtedy stał...
- To była wierzba. Płacząca.
- No dobrze, przecież nie jestem tutejszy, co się czepiasz! Chodzi mi o to, że z wami jest coś nie tak, no i nie potrafię tego zrozumieć...
- Wiesz... fakt, że nauczyłeś się w końcu mówić po ludzku, nie zmienia tego, że nadal jesteś zielony.
- No właśnie, choćby i to: czepiacie się siebie nawzajem o wszystko, nawet o tak niewiele znaczące sprawy jak kolor skóry...
- Chcesz w ryj?
W tej knajpie zawsze tak samo, jak zresztą na tym osiedlu, w tym mieście, kraju, na tej zas... zaskakująco przewidywalnej planecie... Wszedłem tu tylko i wyłącznie dlatego, że jestem alkoholikiem, a w pobliżu nie ma innego czynnego o tej porze baru; gdyby nie to, moja noga nigdy by w tej spelunie nie postała! Usiadłem gdzieś z boku i sącząc trujący napój wpatrywałem się w plaskaty ekran nowoczesnego telewizora na przeciwległej ścianie... A tam Kaczor kontra Donald, pogrom wśród laptopów, 60 mln dolarów na zestrzelenie szpiegowskiego satelity (którego wyniesienie na orbitę kosztowało jakieś 10 razy więcej) zanim zdążył sam spalić się w atmosferze; i atmosfera napięcia w "kotle bałkańskim", miejscu w którym spokój trwał dłużej niż kilka lat tylko za czasów, kiedy komuniści pożerali żywcem noworodki, nie wierzyli w święte prawo własności i Boga się nie bali, więc i tak nie ma co porównywać... Potem przełączono na program tak debilny, że nawet ja odwróciłem wzrok. I natknąłem się na spojrzenie Obcego, chociaż już od jakiegoś czasu dobrze w tej spelunie znanego, zielonego typa...
- Mogę? - zapytał.
Przysiadł się z dwoma piwami.
Rano wyszedłem po rzodkiewki dopiero koło trzynastej, a i tak głowa mi pękała i trzewia wywracały się na lewą stronę. Rzodkiewki były już tylko nieświeże, tak jak ja, jak pani na kasie, cały ten cholerny supermarket, osiedle, miasto, kraj... planeta. Wracając wąskim chodnikiem biegnącym skrajem nowego ronda na prostym odcinku drogi (i umierając ze strachu na widok każdego nadjeżdżającego samochodu), zatrzymałem się na chwilę obok miejsca, w którym - jak sądzę - stał kiedyś osiedlowy warzywniak... Cholera. Uszkodzony latający talerz zniknął!
- Przepraszam - zagadnąłem nadchodzącego z przeciwnej strony młodego człowieka w kapturze i z radośnie rozsiewającym wokół odchody psem na smyczy. - Nie wie pan, co się stało z latającym talerzem?
- Chcesz w ryj?! - warknął człowiek, a pies odgryzł mi kawałek nogawki.
W domu doszyłem łatkę z resztek spodni, które pozostały mi po innych psach.
Chrzanić. Znowu będę, jak zwykle do wczoraj, pił sam przy stoliku w rogu speluny i oglądał te wszystkie cuda na plaskatym, plazmowym ekranie.
W sumie niby dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy, że chcieliby mnie ze sobą zabrać?
(A)



  22-02-2008, 22:18:10

· Z cyklu: "Co by to było, gdyby tuż nad ranem zepsuł się mój piękny i drogi samochód ?!" -
Facet z transparentem "Więcej!!" wsiadł do autobusu linii miejskiej 203, i oczywiście usiadł koło mnie, chociaż obok tej grubej baby piszącej sms też było wolne, że nie wspomnę o ogromnych przestrzeniach miejsc do stania, a przecież z transparentem się raczej stoi, o ile nie chodzi, prawda? Siedzenie następować powinno już po transparentowaniu, jeśli odbywa się to w państwie totalitarnym. Nawet nie zapytał, czy wolne. Na następnym przystanku wsiadł koleś z transparentem "Żądamy!!" i usiadł koło baby, co już schowała komórkę do grubej torebki. Też nie zapytał. Dobrze jej tak. Domyśliłem się, że ci dwaj są w spisku.
Na kolejnym wsiadła dziewczyna... jaka ładna! Aż się wkurzyłem, że obok mnie już siedzi ten typ z transparentem; gdyby nie on, ona - kto wie? - może usiadłaby przy mnie... Więc chociaż spróbowałem przywdziać jedną z trenowanych przed lustrem min mających świadczyć, iż jestem inteligentnym, interesującym i wyjątkowo niebanalnym człowiekiem... Spojrzałem na nią, stojącą w miejscu dla wózków z dziećmi, obok kasownika, niby tak przypadkiem, chcąc jednak wzbudzić zainteresowanie swoją nietuzinkową...
Ku.wa! Ona też miała transparent! Pisało na nim: "Wolności!!" ...
Pogięło normalnie tych młodych! Jaja se robią, czy co?!
Niemniej zaintrygowała mnie nieco ta sytuacja - najwyraźniej coś ma się gdzieś tu dziać, skoro tylu ich już do tego autobusu weszło...
Na kolejnym przystanku czekała większa grupa ludzi z transparentami. Grzecznie poczekali aż ja i baba - znowu pykająca coś po tej swojej komórce (szarmancko puściłem je obie przodem) - wysiądziemy...
O co im chodziło? Co ci kolejni chcieli zademonstrować? Czy byli w zmowie z resztą?
Wystarczyło się zainteresować, zapytać, popatrzeć, nie wysiadać lub wsiąść ponownie...
Ale ja musiałem wysiąść na tym przystanku - tu moja codzienność zamienia się w to szare coś-tam: pracę, obowiązki, trzebazczegośżyć, te sprawy... Co najwyżej w przerwie na lunch ("przerwie śniadaniowej", według poprzedniej nomenklatury), mogę na chwilę przykuć uwagę współpracowników opowiadając w niezwykle dowcipny sposób o tych spotkanych rano w autobusie debilach. Pośmiejemy się cynicznie i z poczuciem wyższości... Jeśli na tym poprzestaniemy, nie będzie jeszcze tak najgorzej; jeżeli jednak ktoś przy tym poklepie mnie po ramieniu, jeżeli ja poklepię kogoś... Rozsypiemy się w pył, w kupki kurzu na podłodze, w pobliżu dystrybutora kawy lub innego gówna...
Nie stanie się nic złego, bo takich jak my zastępuje się innymi takimi samymi typami w okamgnieniu.
Po godzinach pracy biura sprzątaczki zmiotą te nasze prochy na szufelkę, razem z petami, zszywkami, biurowymi śmieciami, kłębkami kurzu i czymś, co wykaszlał przechodzący tędy nad ranem szczur.
My przecież tak naprawdę ani przez chwilę nie żądaliśmy więcej wolności...
(A)

  01-02-2008, 23:22:40

· Odnośnie poniższego wpisu pana (S) - zgadza się, bardzo przyjemny w graniu kawałek, chyba jeden z moich ulubionych... Czy w słuchaniu też? Mam nadzieję... :) Co do reszty informacji, to pierwsze słyszę, ale brzmi to intrygująco! (ponieważ - jak kolega wspomniał - jest to utwór instrumentalny, to nie ja pisałem do niego tekst :) )
Żeby nieco powrócić do wątku "Cytatu z Klasyka...":

HAMLET
Reszta jest milczeniem

(A)

  26-01-2008, 21:20:47

· W temacie nowej płyty.
Znajdziecie na niej pierwszy w historii zespołu klasyczny utwór reggae o tytule “Roswell Incident”. Przyjemnie się go słucha, bardzo przyjemnie gra. Tak to właśnie jest z reggae.
Jak można się domyślać, utwór opowiada o rozbiciu się niezidentyfikowanego obiektu latającego w miejscowości Roswell w stanie Nowy Meksyk 2 lipca 1947 roku. Szczątki pozaziemskiego obiektu zostały przewiezione przez jednostki armii amerykańskiej do tzw strefy 51. Na miejscu katastrofy znaleziono również ciała kosmitów. Cała sprawa natychmiast została objęta ścisłą tajemnicą. Jeśli macie ochotę zobaczyć film, na którym utrwalono przebieg sekcji zwłok pozaziemskich przybyszów pytajcie w najbliższej wypożyczalni video.
“Roswell Incident” wszedł już do repertuaru koncertowego zespołu. Dodam jeszcze, że jest to utwór instrumentalny. (S)

  26-01-2008, 20:16:24

· Jakie fajne to bieganie po naszej-klasie... Prawie tak fajne jak picie piwa...
A najfajniejsze jest to, że w tym samym czasie można robić i jedno i drugie...
Zespół PROFANACJA pozdrawia wszystkie klasy! Buziaki!
Ps. Śmiali się z tych, co zimowali... A kto ma dziasiaj więcej znajomych?? (S)

  24-01-2008, 22:29:22

· Z cyklu: "Cytat z Klasyka na wieczór podczas Żałoby Narodowej"; bez złych intencji i zbędnej ironii, wręcz na pociechę -


KRÓL
Pytam cię, Hamlecie:
Gdzie jest Poloniusz?

HAMLET
Na kolacji.

KRÓL
Na kolacji? Gdzie?

HAMLET
Tam, gdzie nie on je, ale jego jedzą. Właśnie w tej chwili rzuca się na niego
zgromadzenie rozpolitykowanych robaków. W hierarchii trawienia robak to najwyższy
potentat. Tuczymy wszelkie stworzenia na pokarm dla nas, a tym pokarmem sami siebie
tuczymy na pokarm dla robactwa. Tłusty król i chudy żebrak to po prostu dwie
odmiany tej samej potrawy - dwa dania, ale na jeden stół. Na tym się wszystko kończy.

KRÓL
Niestety, niestety!

HAMLET
I może się zdarzyć, że człowiek łowi ryby na robaki, które pasły się ciałem
króla - a potem je rybę, która takiego robaka połknęła.

KRÓL
Co chcesz przez to powiedzieć?

HAMLET
Nic, chcę tylko udowodnić, że król może odbyć triumfalną procesję przez kiszki żebraka.

(tłumaczenie: Stanisław Barańczak)

(A)



  24-01-2008, 21:41:01

· LA SAPIENZA

"- A słyszała pani, że papieża z uniwersytetu wyrzucili?!
- No ale moja droga, jak tak pani może z małej litery o Ojcu Świętym!
- Proszę wybaczyć, to przez to wzburzenie! Ale jak tak mogli tego biednego Papieża (lepiej, prawda?) potraktować?! Taka nietolerancja! To on nawet tego magistra nie skończy?!
- Swoją drogą mógł się na KUL u nas zapisać, tam by go...
- 'Go'!
- No tak, jasne... sory, teraz ja dałam dupy... Tam by Go na pewno przyjęli!"
Ten konkretny dialog nagrany został wprawdzie przez agenta lewacko-syjonistyczno-pijackiego ugrupowania w kolejce do kasy w jednym z supermarketów (końcówka nagrania zawierała tylko głos kasjerki krzyczącej: "Ziutaaa! Jaki jest kod na te rzodkiewki?!"), niemniej nagranie to dobrze obrazuje szok, w jakim znalazło się wielu ludzi po skandalicznym wydarzeniu, które nie nastąpiło na włoskim uniwersytecie La Sapienza.
Papież nie wygłosił wykładu.
Dziś, jak podają media, na placu we Włoszech, z którego dobrze widać, jak papież wygląda przez okno, w południe spodziewany jest ponad 150-tysięczny tłum; podobno będzie to "...manifestacją solidarności z papieżem, który z powodu protestów wykładowców i studentów odwołał niedawno swą wizytę na uniwersytecie La Sapienza w Wiecznym Mieście...". Biedny bałwanek, aż się serce kraje! My - Mypolacy, Nampolacy, wraz z rzeszami Naspolaków - z podobną do Włochów i Watykańczyków (w tym Niemców i Szwajcarów) zgrozą odbieramy ten pierwszy chyba aż tak spektakularny triumf koncepcji tego Szatana i Żyda Dawkinsa! Do czego to podobne, żeby klecha, który wspiął się na najwyższy szczebel drabiny kariery w swojej firmie, nie mógł sobie wygłosić wykładu na uniwersytecie?! A właściwie mógł, gdyby chciał i nie obraził się na protesty tej przecież "niewielkiej grupki lewackich krzykaczy"... no ale kto by się nie obraził...
Świat zmierza ku zagładzie, bez dwóch zdań! Jakby tego wszystkiego było mało, jakiś drań, pseudo-historyk, napisał książkę, w której śmie twierdzić, że Mypolacy nie lubią tych pieprzonych Żydów! Kłamca, oszczerca i wróg Narodu!
Całe szczęście, że istnieją jeszcze zarzewia Dobra, Nadziei i Sprawiedliwości, jak choćby właśnie powstająca Partia Narodowa tworzona przez Ojca Ryzyka (i Matkę Wynalazków?), tudzież Panki z Puszki i cała masa poprawnie politycznie myślącej młodzieży! Czuwaj!
Czego i Wam, rzecz niejasna, szczerze życzę! (A)



  20-01-2008, 11:51:03

· Nowy rok, stare koty za płoty, jak to mówią, zobaczmy, jak wyglądamy w tym roku z bałwankiem ósemki na końcu...
Nowy rząd od razu zdobył popularność i społeczne poparcie, więc bez wątpienia będzie to dla niego dobry czas. Będą obiecane cuda i zmiana wizerunku, tylko dofinansowania in vitro nie będzie ani podpisania Karty Praw Podstawowych, ale to takie nieznaczne ustępstwa na rzecz miłych panów w czarnych ciążowych sukienkach.
No to jakie tu nastroje wśród ludności? Sprawdźmy po wmieszaniu się w tłum w supermarkecie (warzywniak zburzyli, żeby zrobić kolejny parking tuż obok nowiutkiego ronda na prostym odcinku drogi; żeby kierowcy, jeżeli przyjdzie im na to ochota, po przejechaniu się rondem, mogli sobie zaparkować, wysiąść z auta i podziwiać w spokoju to cudo myśli drogowo-inżynieryjnej - więc teraz tu przyszło mi polować na rzodkiewki i mikrobiologiczne podpuszczki)...
Baby i typy płci męskiej, między półkami bogatymi w konsumpcyjne dobra-dobra, komentują głównie niedawny przełom dób, kiedy to około północy nastąpiła kulminacja kanonady wznieconej przez dzieci i młodzież lubującą się w militariach i marzącą o udziale w misji w Afganistanie; tudzież przez rodziców najwyraźniej pragnących tego samego, jeśli już nie dla siebie, to przynajmniej dla swoich pociech. Składają sobie życzenia dobrego, rodzinnego, lepszego i jeszcze lepszego... Dobrze, że sytuacja ta odbywa się zwykłą nieudolną prozą, nie na przykład w formie komiksu, bo lewitujący nad moją głową "dymek" z napisem "pier.olić stary, je.ać nowy!", mógłby ściągnąć niepotrzebną uwagę... Kogóż tu nie ma! Nawet młody sąsiad punk nowego typu w gustownych pekaesach z wózkiem pełnym konserw składa komuś życzenia... A! To do mnie! "Jasne, dzięki, oby przynajmniej nie był gorszy, tak, tobie też, nara!" Obok ktoś wesoło opowiada jeszcze o wigilii i o tym, jak to zabijał karpie młotkiem... zaraz, przecież to... "A! Cześć! To co, robimy w tym tygodniu próbę? No, to spoko. Co? Tak, myślę nad tekstem do tego nowego kawałka. Roboczy tytuł - 'Empatia Grzechotnika'. No to fajnie, że ci się podoba!"
Ale po wsłuchaniu się głębiej, na przykład już w kolejce do kasy, zauważa się jednak myślenie perspektywiczne, by nie powiedzieć: wizjonerskie!
- Słyszała pani, że Focus mają u nas zbudować?
- O Boże! Naprawdę!
- Taktaktakdrogapani! I Galerię!
Więc jednak będzie pięknie!! Trzeba będzie tylko wyburzyć dworzec PKS pod Galerię i fabrykę konserw pod Focus (tej ostatniej jakoś mi zresztą nie żal)...
- A co to budują tam koło kościoła - zagadnąłem, obawiając się, że jednak ktoś mógłby dostrzec moje komiksowe "dymki" nad głową, i na wszelki wypadek zniżając się do poziomu plebsu... - Tam gdzie ten skwerek z huśtawkami wyburzyli? Też jakiś sklep dużej sieci?
- To supermarket tej nowej sieci, wie pan, "Widły I Pochodnie" - wyjaśniła nie patrząca w tej chwili na mnie pani z przodu, wykładająca już na taśmę ze swojego wózka te wszystkie mrożone, gnijące, wędzone, surowe, pocięte w plasterki, zmielone (i tak dalej) zwłoki w foliowych woreczkach, tudzież płytę DVD z pokasływaniami JP2, dodawaną gratis w zestawie z którąś z przeterminowanych wędlin. - Przy każdej parafii takie sklepy mają pobudować! Zapotrzebowanie społeczne na to jest! A i inne debilwocjonalia kupić tam pan mógł będziesz! I takie ładne pocztówki już zaadresowane do wybranych zboczeńców, jak te Dody, Seneszyny, Biedronie i inne Tuski, z takim ładnym napisem "Nie potszebójemy tó takich!", nawet podpisywać się nie trzeba... O! Patrz pan! A tu mi na parkingu dali prospekt lokalny na naszą gminę, ze zdjęciami tych popaprańców, co tu w naszym terenie mieszkają...
W tym momencie spojrzała na mnie i zdębiała; dopiero teraz dotarło do niej, że już od dłuższego czasu tylko jej monolog zakłócał panującą wokół martwą i pełną napięcia ciszę...
Nawet kasjerka naszej kolejki gdzieś zniknęła, a taśma podajnika zakupów bezmyślnie jeździła w kółko wydając zgrzytliwy dźwięk; towary wyładowane przez babę z wózka podskakiwały na styku taśmociągu i blaszanego blatu kasy...
Wszyscy mieli w rękach takie prospekty i milcząc wpatrywali się we mnie...
Mniejsza zresztą o to. Tak czy inaczej, na pewno będzie to dobry rok! Życzę Wam Wszystkim szczęścia, zdrowia, błogosławieństwa Bożego, pomyślności, rodzinnej atmosfery, i ewentualnie w tzw. "bonusie" czegoś extra, jak na przykład wygrania głównej nagrody w kumulacji toto-lotka, urodzenia się dziecka-geniusza z szansą na osiągnięcie IQ w okolicach 300 (i trzema głowami), czy prezentu z nieba w postaci asteroidy wielkości stanu Texas na kursie kolizyjnym!
I pieniędzy!
(A)


  03-01-2008, 07:30:00

· Uff... Już po wszystkim....
2007 Mikołajów pierdolnęło w kąt brody, worki, laski i dzwonki. Pewno walą teraz gdzieś w barach gorzałę i browary, a ci co piją do lustra, dziwią się skąd nagle po drugiej stronie ten Rudolf Czerwononosy...
Czas posumowań...
U nas zniknął jeden chłopiec z podwórka. Zostało trzech i to jest chyba ostatnie takie trio... Ale za to muzyka bardziej zwarta, nowe pomysły, materiał na nową płytę gotowy, a co niektórzy mówią:
-Wreszcie przestaliście się ścigać...
Ostatni koncert w roku - Panxterka w Krakowie - pozdrowienia dla Kalego i zespołu Tripis. Kali niedawno widział jeden z naszych najgorszych występów i bardzo mu się spodobało... Stąd zaproszenie...
Co w minionym roku wywarło największe wrażenie? Dla mnie solówki Florka "Gleby". Podobne rzeczy wyczyniał na koncertach Arek w czasach kiedy jeszcze nie grał na basie. Zawsze wtedy bałem się, że sobie coś zrobi...
A co do modnego ruchu "Fuck Christmas" to ja w ogóle tych karpii nie załuję. Nie muszą chodzić do pracy, sąsiadom mówić "Dzień dobry", o urlop się prosić. W zeszłą sobotę sam czterech takich wykończyłem...Tylko dziecko zdziwione pytało: Tato, po co ci młotek?
Pływając zaś w temacie ich wytrzeszczonych oczu, to proponuję wizytę na jakimkolwiek oddziale chirurgicznym i spojrzenie na to jak ludzie zdychają...
Ale przecież o świętach mowa... W Rydułtowach jest piękna, żywa szopka. Dzieci osiołkowi dają buzi... Sam podziwiałem gołębie, bażanty, kicające króliki, mieniącego się kolorami (sorry za dwuznaczności) pawia... Tuż obok na podwórku proboszcza stała przykryta folią motorówka...
A wszystko to po to, żebyśmy byli lepsi. A jeśli tacy będziemy spotka nas za to nagroda i wejdziemy brzez bramy Królestwa Niebieskiego by uścisnąć dłoń Jimiego Hendrixa. I oby to nastapiło jak najpóżniej...
Czego i sobie i Wam w roku 2008 nie życzę...
(S)




  27-12-2007, 11:04:42

· Mroki teraz zapadają, panie, wczesną bardzo porą. Taki czas, panie, przesilenie zimowe czy coś takiego. Rozpaczliwie poszukuje się w takie dni, a właściwie wieczory takie, pocieszenia jakiegoś, prawda... Więc gdyby w terminie tym świąt jakichś hucznych nie było, trzeba byłoby je wymyślić, panie; na szczęście już się to stało! Wszystko już na szczęście wymyślili - taki otwieracz do konserw weź pan na ten przykład! No co pan, to tylko taka figura retoryczna była... Ale jak już pan to wyciągnąłeś, to zaraz, mam tu jakąś puszkę... Firma Pandora, w środku kotlet zmielony ze zgniłych ideałów... Może być dobre. Podzielimy się jak opłatkiem albo karpiem. I będzie dobrze, panie. Wszyscy tak robią w końcu; i zaśpiewa się tę czy inną kolędę, czy pierwszą brygadę, wódeczką się podleje... Rodzinna atmosfera zapanuje, prąd się z gestem zmarnuje na te wszystkie lampki, łańcuchy, grilandy, gwiazdki - bo przecież jak to, ja mam mieć dom gorzej udekorowany niż ten kretyn sąsiad?! Nie no, panie, bez urazy... Daj pan jeszcze kęsa tej mielonki z konserwy... Zjemy, a puszkę się wyrzuci, przez okno najlepiej, śmietniki i tak już przepełnione: butelki, potargane opakowania po prezentach, wnętrzności i zewnętrzności mordowanych w domu, ku uciesze dzieci - niech się uczą! - ryb, drobne resztki jedzenia, większe resztki jedzenia, całe porcje ... Niech się marnuje, co tam, mamy ten gest! Zresztą te bezdomne darmozjady przeszukujące śmietniki i tak wszystko wyżrą. I psy, koty i szczury... Niech znają naszą, chrześcijańską łaskę! Bo to w końcu nam, nie im, Bóg się urodził dwa tysiące siedem czy osiem lat temu! I umarł po to, byśmy to właśnie my mogli żyć wiecznie! Tak, wiem... Ale brat mojego dziadka naprawdę żył prawie sto lat! Weź pan, zjemy to do końca... A słyszał pan, że niektórzy to w świetle prawa profanacje różne wyczyniają? Taka Seneszyn to podobno nawet w internacie pisała, żeby się nie przejmować świątecznymi tradycjami! Naprawdę ma pan widły? To się doskonale składa, ja mam gdzieś w piwnicy pochodnie, tylko czy aby nie zamokły...
Skąd mam tę puszkę? Nie wiem, wie pan, nie pamiętam... Chyba w kościele dawali.
(A)

  25-12-2007, 16:18:20

· Są już pierwsze oznaki nadchodzących Krwawych Świąt Bożego Narodzenia. Zaobserwowałem takowe oznaki podczas wizyty w wielkopowierzchniowym sklepie ze wszystkim, w którym chciałem kupić niewiele (głównie warzywa i wino, w związku z podobno cudowną mocą "diety śródziemnomorskiej")... Jedną z tych oznak były jak zwykle smutne i zmęczone twarze uwijających się przy półkach i kasach pracowników, głównie płci żeńskiej, udekorowne nakryciami głowy mającymi zapewne kojarzyć się z czapką Świętego Mikołaja (którego śmierć kilka lat temu tak zmartwiła pana prezydenta Busha), zupełnie jakby pracodawca pomyślał, że samo zamęczanie pracowników to mało, warto by ich jeszcze ośmieszyć. A inną oznaką była plastikowa przeźroczysta wanna, w której upchnięte jedne na drugich tłoczyły się cierpiące żywe stworzenia typu karp bodajże. Chyba były w promocji, bo ustawiła się do nich długa kolejka debili uważających, że rzekoma rocznica urodzin pana Syna Bożego (który zbawił świat, że tak dodam, na wypadek gdyby nie wszyscy zauważyli), wymaga uczczenia nie tylko za pomocą w sumie dość powszechnego zjadania zwłok świń i innych ssaków tudzież drobiu (ze szczególnym naciskiem na wędzone wieprzowe tyłki, które przed dokonaniem mordu służą świniom do wydalania, a potem ludziom za przysmak, mamo, jeszcze plasterek poproszę!), ale także czegoś extra, czyli w tym wypadku sadystycznego poznęcania się nad rybami, nie co dzień nadarza się taka okazja. Zmęczona pani w czapce Świętego Mikołaja wyciągała z wody żywe zwierzęta, rzucała je na wagę, po czym pakowała do foliowych woreczków i wręczała szczęśliwym klientom. Cóż, jeżeli zdarza się, że świąteczne życzenia się naprawdę spełniają, nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć, aby przynajmniej kilkorgu spośród nabywców podczas wigilijnej kolacji spora ość utknęła w przełyku; niech charczą, czerwienieją i z wytrzeszczonymi oczami rozpaczliwie próbują złapać powietrze. Smacznego karpia!
A potem ci, którzy przeżyją i będą wystarczająco trzeźwi, udadzą się do swojego lokalnego kościółka na Pasterkę, by przywitać Dzieciątko, czy coś w tym stylu.
Natomiast niektórzy (mam nadzieję, że dość liczni), jeszcze kilka dni wcześniej mogą w duchu uczczenia Świąt spotkać się w Krakowie na "Panxterce", czego i Wam, i sobie rzecz jasna życzę! (A)

  09-12-2007, 21:06:42

· Premier wygłosił expose, cokolwiek by to nie znaczyło. Według jednych było ładne, według innych brzydkie; wszyscy przyznali, że ciut za długie. Były premier wkraplał sobie w tym czasie krople do nosa i ziewał. Obecny prezydent był w Gruzji. Ogólnie mają się zmniejszyć podatki i deficyt budżetowy, a wzrosnąć mają płace i świadczenie socjalne. Czyli w sumie super - aż dziw, że nikt dotąd na to nie wpadł (chociaż były pan prezydent Wałęsa swego czasu obiecywał obniżenie cen o 10, 20, 50 a nawet o 100 %, co - gdyby sie udało - mogłoby także nieco poprawić sytuację domowych budżetów). Wszystko zgodnie z przedwyborczymi obietnicami - oprócz podpisywania Karty Praw Podstawowych, bo to w końcu budzi zastrzeżenia hierarchów.
Ponieważ więc sytuacja polityczna tak jakby się unormowała, większość ludzi wraca do interesowania się codziennymi, przyziemnymi sprawami... W bezpośrednim sąsiedztwie mojego miejsca zamieszkania, taką przyciągającą uwagę plebsu sprawą jest budowa nowego ronda. Jak wiadomo, ronda są bardzo modne, tak że nie powinna dziwić budowa nowego, nawet jeśli odbywa się pośrodku prostego dotąd odcinka drogi. Rano więc przedzieram się w drodze do warzywniaka przez tłum sąsiadów stojących na skraju tej drogowej inwestycji i podziwiających... Część wspomina sobie pewnie dawne dobre, to znaczy złe, czasy, w których co krok coś się budowało (choć wtedy nie były to - jak dziś - żadne ronda, banki czy super-hiper-markety, a jakieś przebrzydłe komunistyczne osiedla mieszkaniowe, szkoły i fabryki), często przy udziale tych dziś już emerytami będących obserwowaczy... Część także komentuje i wie lepiej: "Ja to bym tam dalej to przekopał! Łuk byłby większy! A tak to tiry się nie będą mieścić, i za dwa miesiące znowu będa przebudowywać!". "Czego się pan spodziewał? W zarządzie miasta wciąż jeszcze jest ten sam komunistyczny beton!". "To asfalt, panie, asfalt!". "Widział pan kiedyś na tej ulicy tira?!" I dalej wyzywać się od oszołomów, komuchów, durni i - taki regionalizm - ciulów. A gdy już się w końcu przedarłem, przechodząc przez błoto zastępujące na razie chodnik, okazuje się, że tir z rzodkiewkami nie dojechał przez te roboty drogowe.
W końcu pojawia sie też jedna całkiem niemalże pozytywna informacja: odbyło się losowanie grup eliminacji do Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2010-ym roku; wylosowaliśy fajna grupę - w sumie tylko ostatnio coraz lepiej grający Polacy mogą nam ewentualnie zagroźić, ale sądzę, że bez większych problemów damy sobie z nimi radę!
Czego i Wam, rzecz jasna, szczerze życzę! (A)

  25-11-2007, 22:05:41

· Informujemy - jeśli kogoś to zainteresuje - że w dziale "linki" dodaliśmy link (jakżeby inaczej! :) ) do strony http://www.punk-mp3.prv.pl , na której znaleźć można wiele unikatowych nagrań polskiego punk-rocka. Między innymi jest tam (oczywiście za zgodą zespołu) do pobrania nasza "pośmiertna" (a jednocześnie "przed-zmartwychwstaniowa") składankowa płyta "Pierwsze i Ostatnie", a także koncert "Lublin 1988", który chyba jednak odbył się w maju 1989-go, na auli Katolickiego Uniwerytetu Lubelskiego zresztą, z tego co pamiętam, to z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej za plecami :) Polecamy zarówno nasze nagrania, jak i całą zawartość tej strony!

(szczegóły techniczne w temacie na "forum")

  19-11-2007, 21:52:11

· Dziś na ulice stolicy wyjadą czołgi. Wyjdą żołnierze, w dodatku w mundurach z różnych epok. Będą inscenizacje walk. Będzie Uroczysta Zmiana Warty (na Wisłę?), trybuna horrorowa z Kaczkami i Komorowskim, najważniejsze klechy w kraju każą swoim służącym wyciągnąć z szaf i odprasować najładniejsze kiecki... To wszystko dlatego, że 89 lat temu Polska odzyskała niepodległość. To smutne, że - jak alarmują media - coraz mniej wśród młodzieży i ogólnie: społeczeństwa, występuje postaw patriotycznych... Chlubnym wyjątkiem są wygoleni na łyso panowie chętnie zamawiający po pięć piw, niemniej to nie wystarczy. Sam zaobserwowałem w mojej okolicy zaledwie kilka okien, które jakieś głupki uznały za stosowne udekorować naszą flagą, której kolor - jak swego czasu zapewniał Lech Janerka - "jest złożony: kolor górny jest kolorem białym, kolor dolny, to kolor czerwony"... Dlatego władze słusznie starają się zachęcić szarych zjadaczy chleba i uwędzonych świńskich tyłków do zaintersowania. Można dziś będzie dotknąć czołgu, zrobić sobie zdjęcie z żołnierzem za którym panny z sznurem, powspominać, jak to nasi czasami rozbebeszali bagnetami brzuchy nienaszych, co w nielicznych przypadkach kończyło się zwycięstwem, czyli było chwalebne. Będzie muzyka, relacje w TV i błogosławieństwo Boże, bo nawet jeśli Bóg nie jest tak do końca Polakiem, to przyjnajmniej matka jego syna jest Królową Polski.
A ponieważ Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek, chciałbym wyjaśnić tym młodym zdegenerowanym, którzy według sondaży nie przywiązują w większości większej wagi do tych świętych patriotycznych wartości, iż powinni być dumni z tego, że są Polakami (jeśli są! - najlepiej pogrzebać w papierach ojców i dziadków, cholera wie, czy nie jesteś potomkiem pieprzonych przechrztów, bo jeśli tak to sory, ale nie damy pluć sobie w twarz... prędzej czy później wyjdzie to na jaw i w try miga pod domem pojawią ci się zamawiający po pięć piw, patriotycznie nastawieni panowie...). Dlaczego powinni być dumni? Hmm... Pomyślmy... O! Może dlatego, że gdyby nie byli Polakami, a na ten przykład Szwedami, musieliby się nauczyć mówić po szwedzku! Albo dlatego, że Mypolacy zawsze byli moralnie lepsi od drani z innych krajów, a takie rzeczy jak przewrót majowy, Bereza Kartuska, aneksja Śląska Cieszyńskiego czy pogrom kielecki nigdy nie miały tu miejsca! Albo dlatego, że tu się urodzili i tu prawdopodobnie umrą, że sparafrazuję Dezertera (na drugim miejscu pod względem prawdopodobieństwa jest perspektywa wyzionięcia nieistniejącego ducha gdzieś na Wyspach Brytyjskich)... No i z tysiąca innych powodów, które jakoś chwilowo nie chcą mi się przypomnieć...
I na koniec zaapelować chciałbym do tych, którzy mogą żywić pewne (jak najbardziej słuszne zresztą) podejrzenia, iż nie jestem tu zupełnie szczery, a nawet - o ja niedobry! - robię sobie jaja z rzeczy tak podniosłej jak Święto Narodowe: nie bierzcie sobie tego do serca; przyznaję bez bicia, że gdybym przypadkowo urodził się jakieś niecałe sto kilometrów na południe i miałbym szczęście być prawowitym Czechem, sam pewnie czułbym się patriotą i kochałbym swój kraj... Chociaż nie mogę być tego - jak i innych rzeczy w tym post-modernistycznym świecie - na 100% pewnym... Czego i Wam szczerze w to piękne, pochmurne, niedzielne i podniosłe południe życzę! (A)

  11-11-2007, 12:04:49

· Można powoli odetchnąć z ulgą – zaczęły się wreszcie szare, zimne, wietrzne i deszczowe dni, co dla alergików jest bardzo miłe, zwłaszcza jeśli ktoś ma alergię na tłumy baranów tłoczące się na ławeczkach na rynku, w piwnych ogródkach, na chodnikach, przed wystawami sklepów... To znaczy tłumy dalej się tłoczą, ale jakby z nieco mniejszym przekonaniem, no i nie mają już takich zadowolonych pysków, poza tym przez zacinający śnieg z deszczem mniej je widać.
- Ale się, pani, zimno zrobiło! No co to za pogoda?!
- A żeby pani wiedziała! A ja jeszcze ten kożuszek mam od zeszłego roku nie poczyszczony... A płaszcz jeszcze też nowy chciałam kupić, bo ten stary to już niemodny... Tyle zakupów jeszcze porobić trzeba, a tu takie błoto, pani droga, a te kozaczki to ciepłe niby, ale jak tu się pokazać...
Albo w wersji młodzieżowej:
- Te!
- A?
- Chujnia, nie?
- No...
Smutek i ponurość w tłumie panują. Klechy w dodatku niedługo zarządzą tłumowi Wielki Post (czy coś w tym stylu), tak że już zupełnie się podłamie i nie pozostanie mu nic innego, niż westchnąć, że niezadbane są wyroki Boskie, dać na tacę, urżnąć się w trupa, albo zaciągnąć na misję do Afganistanu. W kinach Katyń.
Gdyby wylądował tu teraz kosmita, który przed wejściem w atmosferę zdążył zapoznać się co nieco z sytuacją na naszej planecie, pomyślałby, że - biorąc pod uwagę ilość chorób, wojen, głodu, przemocy, seriali, centrów handlowych, prawicowych ideei i innych klęsk żywiołowych - ludzie ci i tak zachowują się nieprzyzwoicie radośnie. Ale czy to wiadomo, co to za jedni ci kosmici? Zieloni to w końcu teraz prawie jak czerwoni... Na msze w każdym razie nie chodzą.
Najbardziej zdołowani są zaś zwolennicy pospolitej rzeczy o numerze cztery, którym nie udała się odnowa moralna, i teraz – moralnie bardziej przestarzali - smutni w jesiennym deszczu mokną, obiecując sobie, że kiedyś wezmą wszystkich za mordy. Niestety na razie górą PO (po rumuńsku “dupa”).
- Jeszcze się za tych komuchów weźmiemy! - obiecuje pani stojąca tuż przede mną do pani tuż przed nią. - Mój to cały czas powtarza.
- Taktak. Święte słowa! A po wiela mocie te bombony w pazłotku? – (to ostatnie to już do sklepowej...)
- Żeby jeszcze ta pogoda się poprawiła! Bo ja jeszcze ten kożuszek mam od zeszłego roku nie poczyszczony... A płaszcz...
Na zewnątrz w nasuniętych na głowy kapturkach w deszczu mokli, kopali w murek i pluli pod nogi dwaj hip-hopowcy...
- Te!
- A?
- Chujnia, nie?
- No..
Ani oni, ani conserwatywny punk z sąsiedniego bloku, wściekle zrywający ze ściany warzywniaka plakat kandydata Platformy, nie zauważyli rozbitego latającego talerza leżącego w pobliskich krzakach... Mały, smutny kosmita w zadumie patrzał na swój dymiący, co i raz iskrzący i zamoczony pojazd; przez chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się. Bezradnie wzruszył ramionami, ja zrobiłem to samo. Ruszyłem w swoją stronę i – po przedarciu się pod prąd przez groźnie wyglądający, ponury pochód dzieci w deszczu zmierzających do kina na Katyń - z niekłamaną przyjemnością wdychałem to czyste, chłodne powietrze...
Czego i Wam zresztą szczerze życzę! (A)


  07-11-2007, 10:09:02

· Były wybory - skończyły się bez zwycięstwa jakichś szczególnie dobrych, ale za to z przegraną całej bandy szczególnie złych. Czyli ogólnie swego rodzaju sukces.
Zwolennicy durni spod znaku skrajnej prawicy - jeszcze do niedawna nawet nobilitowanej tytułem wicepremiera dla najdłuższego z nich – nagle musieli odłożyć widły i zgasić pochodnie; nawet obszczekiwania w komentarzach na forach internetowych jakby im się nieco odechciało... Jeden bliźniak szuka winnych, drugi – ten z żoną – obraził się na wszystkich, nie pokazuje się, i rzecz jasna ani myśli gratulować zwycięzcom. Rozkłada na dywanie największego pokoju w Pałacu Prezydenckim armie ołowianych żołnierzyków i kolumny plastikowych czołgów, które przywracają porządek w wyimaginowanym kraju między nogami krzeseł, stołów i foteli...
No i klechy mają problem, co zawsze przecież cieszy. Nie żeby istniała szansa na to, iż nowy rząd wreszcie weźmie się za kontrolowanie finansów Kościoła, czy też żeby ktoś głośno i wyraźnie poinformował brzuchatych panów w czarnych sukienkach (czarne wyszczupla!), że wnioski wynikające z głoszonych przez nich bajek niekoniecznie muszą być zapisane w państwowym prawodawstwie... Konkordat, czyli umowa międzypaństwowa między Polską a kilkoma ulicami w Rzymie, rządzonymi przez przebranego za bałwanka Niemca i bandę międzynarodowych klechów, pod strażą armii złożonej ze Szwajcarów (aż się dziwię, że nie ma jeszcze traktatu regulującego stosunki Polski z Disneylandem), jest raczej niezagrożony. Ale jednak „rewolucja moralna” proponowana przez PiS stała się raczej obiektem żartów, no i tele-radio-szczekaczka Tadeusza Ryzyka straci niewątpliwie swoją pozycję... Być może stopniowo coraz rzadziej posiadający wiedzę wszelaką Ojcowie (a co z celibatem?) będą zapraszani do pogromów telewizyjnych w roli ekspertów od wszystkiego? No, jest też możliwe, że za bardzo daję się ponieść marzeniom...
Niemniej nie jest tak całkiem najgorzej – zaczęła się szara, pochmurna i deszczowa jesień, a zawsze to lepsze od słonecznego lata. Na czas jakiś znikną gołe pępki, włochate łydki facetów w krótkich spodenkach, rodzinne biesiady w plastikowych, wystawionych na chodniki przyknajpianych „ogródkach piwnych”. To wiele.
Minusem jest to, iż ludzie – nie wiedzieć czemu sądzący, że szaro-bura jesień powinna ich wpędzać w depresję – popadną w jesienne przygnębienie, i w zaciszach swoich domów oddawać się być może będą prokreacji, zupełnie jakby nieświadomi byli faktu istnienia ogromnej ilości sierot, czy też faktu potwornego przeludnienia naszej planety.
Pracujący w Rzymie Niemiec przebrany za bałwanka zaapelował ostatnio o niesprzedawanie w aptekach środków antykoncepcyjnych, więc sprawa przeludnienia nadal pozostaje rozwojowa... Na szczęście nie zaapelował o zakaz sprzedawania pistoletów, granatów, karabinów, czołgów, bombowców, miotaczy ognia, myśliwców, rakiet i lotniskowców, co jednak pozwala żywić nadzieję na ustabilizowanie obecnego, i tak zbyt dużego tempa przyrostu naturalnego... No i wsparł zarazę AIDS, która rozpowszechnia się głównie z powodu nieużywania prezerwatyw... Hmm... więc jednak zmieniam zdanie – papież jako jeden z niewielu podejmuje rozsądne działania mające na celu zahamowanie wzrostu ilości rojących się na Ziemi ludzi... Czemu się w końcu nie dziwię – papieże są nieomylni, jak głosi dogmat!
Czego i Wam szczerze życzę w to piękne, ponure, niemal listopadowe popołudnie! (A)

  30-10-2007, 13:25:05

· - Przyszedłem! - powiedziałem zgodnie z prawdą na portierni.
- Jezu! To znowu on! - powiedziała pani za szybką, powoli wzniosła oczy ku niebu (to znaczy sufitowi bądź sufitu), po czym spojrzała na mnie i warknęła: - Znowu pan przyszedł?
Głupia. Przecież to było zapowiedziane.
Kazała mi czekać.
Przycupnąłem skromnie gdzieś na końcu rzędu krzeseł, w myśl zasady, którą kiedyś wymyśliłem, że ostatni będą pierwszymi. Obserwowałem tych, którzy przechodzili przez wąskie gardło portierni pewnym krokiem, jak gdyby byli domownikami (więc pewnie nimi byli): dwaj zakonnicy (dominikanin i franciszkanin, mający wystąpić w debacie na temat dopuszczalności antykoncepcji – są z różnych zakonów, żeby nie było, że dopuszcza się do głosu tylko przedstawicieli jednej opcji), pospiesznie przechodzący były basista Waglewskiego, wchodzący nonszalanckim, szerokim łukiem Kurski, szczekający coś do telefonu...
Dużo by wymieniać, gdyż imię ich Legion, jak to się mówiło za moich czasów.
Przez cały czas działał zawieszony pod sufitem plazmowy zapewne ekran, w obrębie którego przemawiał jeden z dwóch szefów frakcji, która zdecydowanie wygrała za tydzień wybory i zrobi porządek z wszystkimi typami dopuszczającymi się profanacji wartości z dużej litery:
- „Zło! Korupcja! Nihilizm!Rzekome autorytety! Post-komuna! Oligarchia! Tusk!”...
- Przepraszam, ale... - zacząłem, zwracając się do pani za szybką portierni, chcąc zapytać, czy i kiedy zostanę zauważony.
- JA PANU NIE PRZERYWAŁEM!!! - wydarł się na mnie typ z ekranu, więc usiadłem i spuściłem głowę, pozwalając typowi na powrót do przerwanej z mojego powodu perory...
- Opór nie ma sensu – powiedział przygarbiony, łysiejący facet z dużym nosem, którego ochroniarze właśnie wyprowadzili z wnętrza i brutalnie wypchnęli za barierki; pani z portierni nawet nie podniosła oczu znad komórki, na której wystukiwała esemesa do koleżanki, o zakupach. - Wolne?
Kiwnąłem głową, więc usiadł na krześle obok mnie. Trzymał sporą podróżną torbę.
- Wyrzucili? - zapytałem grzecznie.
- No – przytaknął. - I tak dziwne, że mnie w ogóle wpuścili. Zdaje się, że wzięli mnie za jakiegoś piłkarza i myśleli, że zadedykuję wczorajsze zwycięstwo nad Kazachstanem Prezesowi... A pan? Pana nie wpuszczają?
- „My mamy rację! Nasza opcja zwycięży! Jeśli wygrają inni, zapanuje zło!”... - ani na chwilę nie przerywał typ przyszłego zwycięzcy.
- A, wie pan – westchnąłem. - Przybyłem z przesłaniem dla ludzkości, mam dobrą nowinę, ogłosić ją chciałem tak jakoś publicznie... Rozumie pan?
- Tak, to paranoja. Wszyscy to mamy... Tak czy inaczej, nie wróżę sukcesu. Nie ma zapotrzebowania na takie rzeczy.
- A pan z daleka? - zapytałem, żeby podtrzymać konwersację. - I co pana tu sprowadziło?
- Ze Śląska przyjechałem. Nie wiem czy pan wie, ale dzisiaj Siódmy Dzień Papieski...
- Naprawdę? A cóż to takiego?
- No właśnie, wszędzie o tym mówią, ale pokazują tylko jakieś pingwiny i gościa w białej sukience, co to zmarł podczas pracy we Włoszech. A o samej papiesce ani słowa! - powiedział facet ze Śląska i wskazał ruchem głowy na trzymaną na kolanach torbę, która... jakby się trochę poruszała. - Chciałem ją w końcu pokazać światu, sama zresztą też bardzo o tym marzyła.
Zaintrygował mnie.
- Co pan tam ma? - zapytałem.
Uśmiechnął się tajemniczo i powoli otworzył torbę... Wewnątrz była piękna, dorodna, spoglądająca na mnie wielkimi, dobrymi oczami papieska. Najładniejsza, jaką w życiu widziałem, a mam już trochę tych lat na koncie!
- I nie chcieli pokazać?!
- Gdzie tam, panie! Jak się zorientowali, że nie mam na imię Jacek i nie jestem kapitanem reprezentacji, to od razu „spieprzaj dziadu!”, nawet na nią spojrzeć nie chcieli... Widzi pan, jak jej teraz smutno?
Rzeczywiście była smutna. Biedactwo.
- „ZOMO! Układ! Kontrfaktyczne argumenty! Ludzie marnej reputacji! Wrogowie Narodu! Kłanianie się Niemcom!”... - zagrzmiał głośniej niż dotąd polityczny samiec Alfa z ekranu.
Papieska schowała się we wnętrzu torby i – przykro stwierdzić – słychać było, jak puszcza pawia. Mój rozmówca ze Śląska bardzo się zmartwił, czym prędzej zamknął torbę i wstał.
- Ja się już chyba pożegnam – rzekł z przepraszającym uśmiechem. - To w ogóle nie był dobry pomysł, żeby tu przyjeżdżać. Pan zostaje?
Zastanowiłem się... Na co jeszcze mogę tu liczyć? Było napisane, że przybędę w chwale, że wszyscy na mnie będą oczekiwać... ale właśnie: było napisane! A tu przecież nikt już niczego nie czyta, chyba że gazety albo jakieś głupoty w internecie... Więc może jednak nie mam tu czego szukać? Tym bardziej, że od kiedy przyszedłem, nijak nie mogę się połączyć ze zwierzchnością w celu otrzymania konkretnych instrukcji - nic tylko: „nie ma takiego numeru”, „abonent jest poza zasięgiem” lub co najwyżej: „Boga nie ma. Proszę zostawić wiadomość”. Jak to mówią - z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach... Lub na ikonach...
Tak więc wstałem, by razem z świeżo poznanym kolegą ze Śląska wyjść i może nawet zaprosić go na parę kieliszków dobrej, wytrawnej wody. I tak niczego już tu nie wysiedzę.
- „My wiemy, kto za tym stoi! My wiemy, kto jest winny! My ich rozliczymy! My nie widzieliśmy, ale mamy dowody! Z nami jest prawo i sprawiedliwość!!!!” ( J )

  15-10-2007, 08:23:32

· Kolumny młodzieży gimnazjalnej równym krokiem, pod nadzorem nauczycieli i innych klechów, ciągną ulicą w pełnym umundurowaniu. Cel – kino. Cel nadrzędny – patriotyzm. Poważna sprawa...
- Który się zaśmiał?! - grzmi brzuchaty facet w czarnej kiecce, a młodzi spuszczają wzrok. Nikt się nie przyznaje.
A potem wszystkie te przyszłości narodu znikają w czeluściach wejść do kina. Wszędzie dookoła wiszą ponure plakaty reklamujące - a raczej nakazujące oddanie czci – pierwszy film w dziejach, który został arcydziełem na mocy narodowego dogmatu, jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć.
Większość dziewczynek i co niektórzy wrażliwsi chłopcy wyjdą zapłakani i roztrzęsieni, jednak tylko niewielki procent tej dzieciarni odniesie trwałe urazy psychiczne. Za to nienawiść do Rosjan, i tak już istniejąca, zostanie – zgodnie z planem – znacznie nasilona w świadomości znacznej części populacji. Dziesiąta muza pełni ważną rolę w kształtowaniu politycznie poprawnej świadomości Narodu. W systemach totalitarnych, rzecz jasna.
Film należy oglądać w pozycji „na baczność”, zaś krytycy nie maja prawa wypowiadać się krytycznie o filmie tak doniosłym i doskonałym!
Przed wyjściem kręci się ekipa Telewizji Publicznej:
- Jan Pospieszalski prosto spod kina „Wolność”, dobry wieczór państwu. Mamy tu pierwszego widza, który właśnie wyszedł z tego stojącego za mną budynku. Pan (spojrzenie w kartkę)... pan Jezus Chrystus. Właśnie, właśnie, panie Jezusie, jak wrażenia po obejrzeniu tego Dzieła?
- Najważniejsze jest wybaczanie i nadstawianie drugiego policzka...
- Dobra, to się wytnie – mówi prowadzący i daje znak, by przestać kręcić.
- ... miłość dla bliźniego, nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni... - nadaje dalej długowłosy młodzieniec, ale na znak operatora kamery, z cienia wychodzi dwóch smutnych panów w skórzanych płaszczach, łapie delikwenta pod ramiona i odprowadza w stronę najbliższego Punktu Naprawy Krucyfiksów. - ... jeszcze jedno! Nie widzieliście gdzieś kota z radiem?!
- To wariat. Z nimi nie warto rozmawiać... - mruczy Pospieszalski pod nosem i już razem z ekipą podchodzi do roztrzęsionej, zapłakanej i zasmarkanej dziewczynki z objawami szoku pourazowego...
Nieco dalej ktoś z kolumny domalowuje do widniejącego na murze napisu „jeb.ć pogan!” słowa: „i ruskich!”, a nadzorująca młodzież kobieta przebrana za pingwina głaszcze artystę po główce i delikatnym ruchem popycha, by nie hamował przemarszu.
Po drugiej stronie ulicy w przeciwnym kierunku ciągnie kolejna kolumna. To dzieci z podstawówki. Idą na Shreka. Czego i Wam, rzecz jasna, życzę! (A)


  18-09-2007, 08:26:49

· Pop-kultura i polityka. Takie zestawienie przyszło mi do głowy. Zaobserwowałem w dniach ostatnich telewizor, i odkryłem dwie perełki – po jednej na każdy z przywołanych tematów. W pop-kulturze któraś stacja rozpoczęła emisję czwartej edycji reality-show z cyklu „Big Brother”. W polityce średniowieczna brać łaskawie przyznała, że nie potrafi rządzić, zarządziła nowe wybory i ogłosiła, że ta porażka to wspaniały sukces, i teraz każdy porządny człowiek powinien zagłosować na nich, by po nowych wyborach czwarta edycja RP pod rządami Wielkich (?) Braci wreszcie zrobiła porządek... Zaobserwowałem też wspólny mianownik: i jedno i drugie produkowane i reżyserowane jest przez cwanych i inteligentnych ludzi, jednak już realizowane przez idiotów, a adresowane do szerokich rzesz debili. I chyba się podoba.
Pożałowania godne stwory będące podobno typowymi przedstawicielami młodego pokolenia prezentują odruchy stadne na poziomie gibonów, używając jednak przy tym mowy (w miarę) wiązanej, na poziomie sześciolatków. Modne panienki, modni kolesie, brudni i źli.
Pożałowania godne, wciśnięte w „jednolite stroje” - czyli w mniej lub bardziej modne garnitury – darmozjady (typowi przedstawiciele podgatunku niższego od gibonów, czyli polityków) prezentują odruchy stadne na poziomie nabuzowanych przez ADHD ludzkich nastolatków i ryczą, wystosowują odezwy, zwołują konferencje prasowe (nierzadko multimedialne), odbywają pospieszne trasy koncertowe po różnych stacjach telewizyjnych, opluwają i oczerniają przeciwników...
I jedni i drudzy osiągną cel: bezkrytyczni odbiorcy lubujący się w odbieraniu tego typu treści będą zachwyceni; dosłownie zgłupieją ze szczęścia (o ile to jeszcze będzie możliwe). Panie z BB opowiadają sobie, ku uciesze widzów, o przełykaniu, panowie z RP4 rozdają wirtualna kasę biednym i obiecują rozliczyć bogatych.
Jak tu ich nie kochać?
Tak:
Olać to wszystko, nie oglądać telewizji, na spacer iść do lasu, zaciągnąć się świeżym powietrzem i - po wypluciu czerwonego mikro-pajączka zassanego razem z nicią babiego lata – skupić się na osiąganiu wewnętrznego spokoju, jak jakaś Dalaj-Lama, czy inny łysy gość owinięty pomarańczowym prześcieradłem...
- UPR i Korwin-Mikke to zbawienie dla Polski! To szansa dla wolności i kontrrewolucji! - mówi sąsiad z bloku obok, młody punk z baczkami; kupił całą torbę konserw i blokuje mi wejście do warzywniaka.
Uśmiecham się grzecznie, mrucząc mantrę.
- Słyszała pani, że Hojarska do sądu wystąpiła, bo nie ma sierści na biuście? - mówią babcie emerytki już wewnątrz sklepu...
A ja kontroluję oddech i myślę o mędrcach z Tybetu zwanych „yeti”, czy jakoś tak... może nieco błądzę, bo chcę w końcu kupić tę cholerną rzodkiewkę i iść ją jeść, a na drodze stają mi jeszcze dwie pieprzone (bez, kur.a, wątpienia) nastolatki, komentujące jakiś pop-kulturowy program...
- O jaaa! Ale spoko jest, ej, ten kolo z bigbradera, czad, jaka schiza, co?
- Bez ściemy, lala, a te suczki, jazda, wypasione, dają, dają, co nie?
Trudno zachować wewnętrzną harmonię, którą tak zalecają te wszystkie dalaj-pandy czy inne dalaj-jaki; ale trzeba odpowiednio oddychać i kontemplować... Właściwie myśleć i właściwie użytkować energię... Właściwie...
A właściwie to ja pierd.lę! Dajcie sprzedajcie mi wreszcie tę moją rzodkiewkę i idźcie w cholerę! I w końcu wracam do domu z tą pieprzoną rzodkiewką, włączam telewizor, oglądam debili w Big Brother i w kampanii wyborczej, i wiem, że tym razem i tak pójdę zagłosować na „mniejsze zło”, bo idee i mantry są piękne, ale niestety w życiu codziennym to, czy u koryta są więksi czy mniejsi hipokryci może mieć znaczenie, objawiające się na przykład krzyżami w szkołach i urzędach, klechami w telewizorach i ...
Bo świat jest, niestety, porąbany jak paczka ziobrowych gwoździ! Czego Wam, ani sobie, tym razem szczerze nie życzę! (A)

  13-09-2007, 08:51:16

· W KWESTIACH FORMALNYCH, WYSOKA IZBO!
To znaczy chciałem tylko zwrócić uwagę na rzecz wręcz niebywałą jak na nasz zespół - w "galerii" pojawiło się kilka nowych zdjęć (z koncertu w Krzeszowicach, przysłanych nam przez organizatorów, serdeczne dzięki!). Mają wartość dokumentalną, zwłaszcza dla badaczy tempa postępowania procesu łysienia u osób w podeszłym wieku:). Do działu "teksty" pozwoliłem sobie też dodać cztery nowe teksty (BRUDNY I ZŁY, POD LATARNIAMI, NIE ZDARZA SIĘ i ŚWIĘTY OD ZARAZ) - wprawdzie utwory te nie zostały jeszcze nagrane, ale ponieważ już wykonujemy je na koncertach, wypada, żeby ewentualnie zainteresowani mogli sobie sprawdzić o czym to właściwie jest:) W najbliższym czasie można się też spodziewać "przewietrzenia" "forum dyskusyjnego", czyli zrzucenia do "archiwum" większej części od dawna nie używanych tematów. (A)

  03-09-2007, 09:18:00

· Gmach Telewizji Polskiej na ulicy Woronicza. Tłoczący się i biegający w różnych kierunkach po korytarzach tłum na chwilę się rozstępuje i pochyla głowy: przez drzwi wejściowe wchodzi klecha. Uśmiecha się miło do wszystkich. Macha do niego drugi, siedzący przy oknie w wygodnym fotelu i wskazujący na pusty fotel obok...
- A! Witam Eminencję, witam! Ładna sutanna, nowa?
- Nieee... gdzie tam! Taka tam stara kiecka, już w zeszłym roku w “Warto Rozmawiać” w niej byłem... Trochę mi ją moja gosposia tu w pasie poszerzyła, bo Pan przydał mi ostatnio nieco tłuszczyku tu i ówdzie. A Eminencja to też dziś do “Wiadomości” będzie się nagrywał?
- Nie, dziś nie. Jakiś na “dwójce” program. Dyskusja o sytuacji na świecie, o Karaibach czy coś. W każdym razie chcieli Dominikanina. A kolega?
- No ja właśnie w “Wiadomościach” będę coś komentował... Chyba o elektrowni jodowej na Litwie...
- Może “jądrowej”?
- Możliwe. Niezbadane są wyroki Pańskie. A Eminencja to widzę obznajomiony.
- No, nieraz już się, prawda, robiło za eksperta. Zaraz po tej chałturze nagrywam w Trwam program dla dzieci. “JP2 i poprzednicy”, taki edukacyjny. Będzie o JP1, P6 i tak dalej... A, właśnie! Nie pamięta może kolega, jak się naprawdę nazywał J23?
- Zaraz... Mikulski chyba... Nie! Kloss... Nie, też nie... No, w każdym razie Janek chyba...
- Taa... tyle wiedzy człowiek zdobył, że czasami ciężko sobie przypomnieć...
Otwierają się drzwi od studia, pani w słuchawkach na uszach i ze skryptem w dłoniach podchodzi z szacunkiem do dostojnych gości i prosi jednego z nich... Nagrywamy!
No i włącz wieczorem telewizor. No włącz.
Czego i Wam zresztą życzę! (A)

  28-08-2007, 12:13:48

· - No i zobacz pani, jak to tego Ziobrę i Leppera te komunisty atakują! A oni przecież mają dowody, że są niewinni! I na tych komunistów też mają dowody, ze kradli i Boga w sercu nie mają, Żydy jedne!
Ledwo co wróciłem z zagranicy i - po odespaniu ciężkiej nocy w zatłoczonym pociągu relacji Praha – Bohumin, i stwierdzeniu, że w domu nie ma ani jednej rzodkiewki – stałem spokojnie w kolejce za babami, to znaczy za rzodkiewkami; i serem z podpuszczką mikrobiologiczną, jeśli będzie... „Jenou klid!” - pomyślałem z przyzwyczajenia w obcym języku. Baby spojrzały na mnie krzywo. Pewnie swoim przenikliwym wzrokiem dojrzały, że też należę do tych, co Boga w sercu, mózgu, wątrobie czy w jakimkolwiek innym organie nie mają (i w dodatku z własnej woli wpisali się na Internetową Listę Ateistów i Agnostyków - http://lista.racjonalista.pl/?s=poczatek ). Rzecz jasna mam to w d..., ale to chyba nie organ. Potem w domu, zajadając rzodkiewkę, z ciężkim westchnieniem oddałem się masochistycznej orgii poprzez włączenie telewizora... „Błogosławieni, którzy wierzą we mnie!”, „Błogosławieni, którzy nie widzieli dowodów, ale uwierzyli!” - czy coś w tym stylu mówił gówniarz w okularach i w wysokiej randze, a psy łańcuchowe skakały sobie do gardeł ku uciesze drobiu. Obecna opcja jest taka, że wybory będą. No i dobrze w sumie, być może, bo gdzie dwa rąbią, tam trzeci korzysta, co może i tym razem się potwierdzić, z korzyścią dla naszych. Płynąca z głośnika przy ekranie ilość słów dotyczących nagrań, nagrywania, taśm i materiałów dźwiękowych, i ich wykorzystania w polityce, sprawiła, że z mniejszym załamaniem przyjąłem informację, iż z przyczyn obiektywnych, technicznych i tak dalej, trzeba będzie po raz kolejny odwlec rozpoczęcie nagrywania nowej płyty zespołu profanacja... Nagrywanie teraz czegokolwiek byłoby przecież wpisaniem się w kanon postępowań tego układu. Poczekajmy z miesiąc, dwa, trzy...
Potem nastał dzień wielki i podniosły! Piętnasty sierpnia! Środa! Rocznica Cudu Nad Wisłą, czyli wniebowstąpienia Matki Boskiej (na złość bolszewikom, którzy na ten widok rzucili się do ucieczki, niektórzy wpadając na miny i wykonując nieco mniejsze, niższe wniebowstąpienia, z szybkim powrotem na ziemię w zdecydowanie gorszej formie)! Odbyły się msze i obchody, w stolicy zaprezentowano potęgę militarną, czołgi, samoloty i helikoptery (broniące strefy powietrznej przed kolejnymi wniebowstąpieniami, bo to już byłoby bałwochwalstwo, a jedno w sumie wystarczy) narobiły „larma”, publiczność była zachwycona i wszyscy chłopcy i młodzieńcy od razu zatęsknili za mundurem, a panny sznurem. Było też czterdziestu francuskich żołnierzy, w sumie czemu nie...
Dziś rano idąc do pracy mijałem warzywniak i pomyślałem, że może kupię jakiegoś zeltra z lodówki, bo ze czterdzieści stopni zapowiadają...
- No i zobacz pani, jak to tego Ziobrę i Leppera te komunisty atakują! A oni przecież mają dowody, że są niewinni! I na tych komunistów też mają dowody, ze kradli i Boga w sercu nie mają, Żydy jedne! - mówiła jedna baba drugiej babie, ale tym razem obie ubrane były w panterki, w czerwone berety, z zarzuconymi na ramiona czołgami, samolotami i tarczami antyrakietowymi... Zrezygnowałem z zakupów i przyspieszyłem kroku, mając tylko nadzieję, że to jakiś senny koszmar, z którego już niedługo – być może – się obudzę, czego i Wam, rzecz jasna, życzę! (A)

  16-08-2007, 09:31:15

· Będą nowe wybory. Albo nie będą. Koalicja się rozpadła. Albo się nie rozpadła. Jest dobrze. Albo źle. Rządzenie za pomocą siania zamętu i niepewności to ulubiona metoda miłościwie (albo niemiłościwie) nam panujących. Mocnym pacnięciem łapą w stół pan premier i ten drugi udowodnili, kto jest najważniejszy, więc reszta pospólstwa może się spokojnie udać na wakacje. Ulubionym sposobem wypoczynku jest wylegiwanie się w tłoku na zagranicznej plaży. Im tłoczniej, tym lepiej (podobnie uważają foki, co tylko potwierdza już niemal oficjalne stanowisko rządu, że człowiek nie pochodzi od małpy). Nie ma co siedzieć w domu, bo i tak przez wakacje nie puszczają nowych odcinków "M jak miłość". Trzeba zregenerować siły przed kolejnymi odcinkami tego i innych seriali, przed występami kolejnych durni w kolejnych modnych programach rozrywkowych, przed następnymi cyrkami z udziałem Rydzyka i innych facetów w sukienkach, z udziałem ex- lub wcale nie ex-koalicjantów, ekipy rządzącej i opozycji. Przed nowymi wyborami, które - jeśli dobry Drób pozwoli - być może odbędą się na jesieni... Tak więc, przed przyłączeniem się do ogólnej wyjazdowej tendencji (i podróżą na południe, w celu badania zachowań narodu tak ogłupionego, że ok. 70% z jego członków to ateiści; tak nieświadomego swojej ułomności, że mimo tego żyjącego sobie spokojnie i bez zbędnych stresów i dylematów!), i życzeniem wszystkim cieplutkiego piaseczku pod dupami, zaśpiewam słowa wakacyjnej piosenki (na razie szerzej nie znanej, niemniej ze dwa razy publicznie już wykonywanej):

"Zjada rano chleb powszedni - brudny i zły
W dzień podobny do poprzednich - brudny i zły
Myje twarz przed lustrem krzywi - daremny trud
Pani psyche i pan fizys to zło i brud
Zjada po to, by wydalać - brudny i zły
Jak za oknem pies sąsiada - brudny i zły
Klęczy, by wyżebrać przyszłość i wiecznie żyć
Gdy nadejdzie Jezus Chrystus - brudny i zły

Tym bardziej ja
Tym bardziej ty

Maską pudru, kremu, szminki przykrywa twarz
Wkłada halki, bluzki, szpilki - brudna i zła
Chce wieczorem pić szampana, chce iść na bal
Tańczyć do białego rana - brudna i zła
Kiedy rano spojrzy w oczy szarego dnia
Co w oparach fizjologii wyjrzy na świat?
Nie subtelna nimfa słodka, nie famme fatale
Lecz ciężarna Matka Polka - brudna i zła

Tym bardziej ty
Tym bardziej ja"

(oczywiście usiłujemy nucić na melodię "Kaczuszek" lub "Boże, coś Polskę")

Ładnej pogody i cieplutkiego piaseczku pod dupami życzę szczerze, w jak najbardziej dobrej wierze! (A)

  27-07-2007, 10:53:05

· Z PAMIĘTNIKA KACYKA
(rzecz dzieje się w czwartym świecie)

„Dziś znowu mały kacyk. To przez te ziółka na spirytusie, które wieczorem zaparzyła mi mama i musiałem je wypić. „Nie mlaskaj tak!” - powiedziała przy tym. Nie cierpię, gdy tak do mnie mówi. Kiedyś wszyscy tak do mnie mówili, ale teraz, kiedy już rządzę tym plemieniem, to się boją. A mama dalej mnie upomina! Jak tak można! Jeśli to się powtórzy, przestanę przekazywać na jej konto te wszystkie banany, paciorki i świecidełka, które otrzymuję z racji pełnienia funkcji. Ale mniejsza o to. Głaszczę sobie czarnego kota i myślę, czym dzisiaj mógłbym rozbawić moich poddanych. Niedawno ich postraszyłem, że mam listę pięciuset z nich, którzy współpracowali z agendami sąsiednich plemion i z siepaczami poprzednich kacyków. Ale się pobali! Umlaskałem się niemal do łez, potem jednak temat mi się znudził. Oczywiście nikt nie miałby śmiałości dociekać, czy kłamałem, czy też tylko się wygłupiałem. Parę dni temu rozeszła się wieść, że główny szaman coś tam nagadał na moje alter-ego i jego żonę (dopóki psychiatrzy nie poradzą czegoś na to rozdwojenie jaźni, muszę się takimi rzeczami interesować): że niby to alter-ego zdradziło na rzecz nielubianego plemienia z pejsami, a żona jest czarownicą, czyli stanowi dla szamana nieuczciwą konkurencję... Szum się z tego zrobił, tam-tamy na usługach pejsatych i czerwonych bębniły na wszystkie strony świata, że ja to wszystko toleruję... A przecież szaman jest przydatny i nie mogę mu za bardzo podskakiwać, nawet gdybym umiał... No więc wykopałem na pysk z mojego marionetkowego zarządu plemienia jednego z podczaszych, że niby nakradł bananów i paciorków, no i już tam-tamy zaczęły stukać tylko o tym. Głupi ci moi poddani. Zresztą gdyby było inaczej, już dawno wyleciałbym na pysk, razem z moim alter-ego. Na szczęście, drogi pamiętniczku, jest jak jest, i za pomocą intryg, zastraszania, mącenia, jątrzenia, rzucania bezpodstawnych oskarżeń, pomawiania, mlaskania, pokasływania i blefowania, idę pełną parą ku objęciu rządów twardej łapki. Ten cały wielki świat, z którego przyjeżdżają do nas różni konsule i misjonarze, który pęka ze śmiechu opisując nasze plemię jako kuriozum na skalę światową, z tą swoją demokracją i prawami człowieka, palcem przecież i tak nie kiwnie, by mi przeszkodzić. A paciorki i inne świecidełka i tak będzie mi przysyłał, bo pozwoliłem mu zainstalować u nas wyrzutnie tych ziejących z tyłu ogniem żelaznych cygar, co to z hukiem wylatują w niebo i tak denerwują drani z sąsiedniego wielkiego plemienia...
A teraz, drogi pamiętniczku, zeskoczę z fotela i poczłapię do półki, na której stoją teczki z hakami na moich poddanych, i na chybił-trafił wyciągnę jakąś, żeby zrobić kolejne zamieszanie, bo nudno tu dziś jakoś...”
To fragment większej całości odnalezionych przez nas zapisków. Całość próbowaliśmy przekazać do Ministerstwa Spraw Zagranicznych (jako cenne studium mentalności chorych na rządzę władzy kacyków pewnych „republik bananowych”), jednak pani minister z szalonym wzrokiem, gdy zapytaliśmy, czy na coś jej się to przyda, wygłosiła swoją życiową mantrę: „nie wiem!”... Ostatecznie przekazaliśmy to do Ministerstwa Agitacji Narodowej, a pan Giertych, po upewnieniu się, czy przypadkiem nie jesteśmy „popaprańcami z LiD'u”, wziął te papiery chętnie i od razu uwierzył, że to kolejne fragmenty wielkiego dorobku Super Wieszcza Sienkiewicza, jak „Łysek z pokładu Idy” i inne dzieła (na przykład te, w których Zamoyski rozdawał „Nederlandy”). Po czym wsiedliśmy w EuroCity relacji Warszawa – Włoszczowa, we Włoszczowej przesiedliśmy się na metro, które opuściliśmy na stacji Metro-Chełmek, a tam nieopodal odbywał się zlot zdegenerowanej młodzieży punk rockowej, w którym - w sposób nieuprawniony ze względu na nasz wiek - na swój sposób wzięliśmy udział... Czego i Wam, drogie pamiętniczki, rzecz jasna życzę! (A)

  16-07-2007, 08:30:43

· Mamy listę 500 agentów wśród polskich zespołów tzw. sceny niezależnej, a także wśród rzekomych szarych przedstawicieli punków, rastamanów, hardcore'owców i innych wielbicieli niezależnych przebojów spod znaku ska, czy punka siedemdziesiąt ileś!!! Wiemy, kto stał za inicjatywą zorganizowania koncertu w Nowym Targu, którego celem było zebranie funduszy na zlecenie zabicia Romana G. (chociaż oficjalnie prawie nikt nic nie wie)!!! Mamy swoich zakonserwowa... zakonspirowanych ludzi w Instytucie Paranoi Narodowej i pianę w kącikach ust!! Znamy dane różnych kolaborantów, dezerterów i innych magistrów z wyciętą przysadką mózgową, którzy lewicują, anarchiują, wspierają Moskwę i kłamliwie twierdzą, że nietolerancja jest cechą głupców! Na razie nie możemy tej listy ujawnić, ani przedstawić żadnych konkretnych dowodów, ale drżyjcie! Nie znacie dnia ani godziny... chyba że macie przy sobie kalendarze i zegarki...
Ktoś mógłby powiedzieć, że to bzdura i absurd; w najlepszym razie dezinformacja mająca na celu wprowadzenie zamieszania i atmosfery zastraszenia...
Niemniej takie właśnie mamy czasy, w których na wiatr rzuca się oskarżenia, w których manipuluje się nastrojami i opiniami coraz głupszego społeczeństwa, i za pomocą prostych sztuczek rodem z arsenałów totalitarnych służb przyprawia się ludziom gęby (ale po zlikwidowaniu Gombrowicza już nikt nie będzie się mógł w tym połapać, i o to zresztą między innymi chodzi...). Jeden przykład, związany z przywołanym tu już wcześniej wydarzeniem, czyli odwołanym koncertem „antygiertychowskim” - w mediach pojawiła się informacja, iż kilku nauczycieli chciało zorganizować punk rockowy koncert pod hasłem „Giertych won!”, ktoś z władz miasta się nie zgodził, zrobiła się afera... Odbiór społeczny całego wydarzenia jest taki, że oto władza boi się krytyki i wprowadza cenzurę, z drugiej jednak strony widać jasno, jakie te punki prymitywne i nietolerancyjne, że aż namawiają nauczycieli do obrażania swojego zwierzchnika, bo przecież hasło „Giertych won!” obraża poczucie dobrego smaku ludzi na pewnym poziomie niezależnie od poglądów politycznych, podobnie jak chamskie „Giertych do wora, wór do jeziora!” z manifestacji Inicjatywy Uczniowskiej sprzed kilku miesięcy, ale tamtych można jeszcze usprawiedliwić, bo to dzieci... A teraz garść faktów: tak naprawdę koncert miał nosić nazwę „Gier-tych dość!”... Niby niewielka różnica, prawda? Niemniej istotna, bowiem ta prawdziwa nazwa zawiera w sobie po pierwsze grę słów (lub chociaż sylab:), a po drugie krytykę poczynań pana ministra, bez chamstwa i wulgarności. Mała manipulacyjka mediów nieprawdaż? No i koncert organizowali ludzie od lat związani z punk rockiem, którzy niejako przy okazji są (czy już raczej „byli”?) nauczycielami, a nie nauczyciele, którzy nagle dali się zmanipulować mrocznym, nieprawomyślnym siłom... Tak czy inaczej jest w tym pewien pozytywny przekaz: w końcu media zauważyły, że punk rock nie przestał się buntować (mam nadzieję) w momencie upadku komuny w 1989-ym roku, no i może wreszcie nie tylko zespoły promujące satanizm – według organizacji zwalczającej wszystkie sekty poza katolicyzmem – będą miały zakaz publicznego występowania... a nic tak dobrze nie robi, jak małe prześladowanko ze strony sił zbliżonych do władzy...
Dodać muszę, że organizatorzy popełnili przynajmniej jeden zasadniczy, z żadnej strony niemożliwy do wytłumaczenia błąd, czyli nie zaprosili do udziału w koncercie zespołu profanacja. Miejmy nadzieję, że w przyszłości będą pamiętać, że...
Mamy mocne, zawarte w znajdujących się w naszym posiadaniu aktach, argumenty, o których wspomniałem na początku. Ich ujawnienie mogłoby przynieść 500 rzekomym autorytetom z kręgów sceny niezależnej mnóstwo kłopotów, więc sądzę, iż za pomocą tego małego „miękkiego” szantażu uda nam w końcu zapewnić naszemu zespołowi objęcie właściwej pozycji w panteonie najlepiej opłacanych „gwiazd” punk rocka... Tego wymaga demokracja, taka jest historyczna konieczność i wola przodków, którzy niejedną kroplę przelewali w mrocznych czasach niewoli! (A)


  19-06-2007, 08:18:33

· - „Mówi ten, który świadcz... świercz... śwircz...siieeee...” - wystękał klecha do mikrofonu i znowu upadł: najpierw na kolana, potem na twarz; i zachrapał.
Ludzie jeszcze przez chwilę stoją i patrzą, czy może poderwie się znów i jednak da radę pociągnąć dalej, przecież tak niewiele już podobno zostało... Ale nie, śpi słodko, zwinięty w kłębek na deskach ołtarza ustawionego przed budynkiem Ratusza. Urzędnicy i petenci wchodzą do budynku przez okno na parterze, do którego podstawiono zmyślnie zmajstrowany pomost ze schodkami – bożocielski ołtarz zastawia drzwi i nikt nie ma śmiałości nawet myśleć o zdemontowaniu go, choć to już tyle dni minęło od święta... dopóki stoi, czy chociażby - jak teraz - śpi na nim ksiądz proboszcz... No i te kwiaty, którymi całą tę szopkę udekorowano w czwartek rano, też za ładnie już nie pachną, no i te osy i muchy...
Dookoła trwa codzienna krzątanina, ludzie biegają jak pogięci za zakupami i interesami, samochody jeżdżą i smrodzą, psy sadzą kupy, upał jak jasna cholera, choć na wschodzie zbiera się na burzę...
Ale przed ołtarzem grupka wiernych – jednak nie aż tak upartych jak bohaterski proboszcz, bo zmieniających się co kilka godzin – ciągle kibicuje: babcie przepuszczają przez pomarszczone dłonie paciorki różańców, policjanci pilnują nie wiedząc za bardzo czego, a trzyosobowy aktyw przyparafialnej bojówki tutejszej unii Młodzieży Wszechpolskiej, Dzieci Maryji i CP/DP stoi na baczność w mundurkach i trzyma dumny sztandar...
Nagle babcie przestają mamrotać swoje zdrowaśki, a ruch przed ratuszem znowu jakby zamiera... Klecha podnosi się z mętnym wzrokiem i napiętymi żyłami na skroniach, staje na chwiejących się nogach, zerka w książkę leżącą na podstawce przy mikrofonie (otwartą już na ostatniej stronie) i kontynuuje:
- „ ... który świadczy o tym: Tak, przyjdę wkrótce. Amen, przyjdź, panie Jezu!”
- Brawoooo! - zawołał i zaklaskał jakiś przechodzący obok nietrzeźwy mężczyzna. - Przyjdź! Przyjdźcie do mnie wszyscy! Syn mi się, kurwa, urodził! Stawiam wieczorem w ogródku pod „Strusiem”!!!
- Ciii! - syknęły babcie, a bojówka już chciała spuścić pijakowi łomot, tylko że nie mogli zostawić sztandaru...
- O co tu chodzi? - zapytałem cichutko, bo akurat wszedłem na plac, z pęczkiem rzodkiewki w reklamówce i odbitym na powielaczu egzemplarzem „Idioty” Dostojewskiego konspiracyjnie zaszytym w nogawce spodni.
- Pan nie stąd? - zdziwiła się dziewczyna, która padła przypadkową ofiarą mojego pytania.
- Geograficznie stąd – odrzekłem szczerze. - Ale ideowo z odległej o jakieś dwieście lat przyszłości. Wie pani: ateista, humanista, realista, te rzeczy...
Ufny i pełen przyjaźni wzrok interlokutorki zapewnił mnie bezinteresownie, że nic nie zrozumiała, po czym jej wymalowane na tłusto usta wyjaśniły mi zastaną sytuację:
- Ksiądz proboszcz w Boże Ciało, tuż po kazaniu, ogłosił „strajk włoski”.
- A! - zdało mi się, że rozumiem. - Nie chce pracować w niedziele i święta?
- Gdzie tam, ale z pana jajcarz! - zaśmiała się dziewczyna i zatrzepotała pomalowanymi paluchami w sandałach, aż prawie zwymiotowałem. - Przeciwko temu, że tego Religi nie ma na świadectwach, i że pedalstwo się szerzy, i żeby tę małpę Seneszyn zaskarżyć tak, żeby się w łazience zastrzeliła... Długo wymieniał intencje... No i powiedział, że teraz będzie czytał Pismo Święte od początku do końca, i że mamy słuchać w tych wszystkich intencjach... Nawet tak wytrwaliśmy niektórzy po parę godzin... Ja to nawet aż do na kwadrans przed „Tańcem z Gwiazdami”... Wie pan, jaka ta książka o tej Biblii jest gruba?! No coś okropnego! Tak że dopiero teraz może uda mu się skończyć... Święty człowiek!
- Mo-żesz! Mo-żesz! Mo-żesz! - skandował tłum, a klecha słaniając się próbował wyrecytować ostatnie słowa tej grubej, niezbyt mądrej, zbyt bełkotliwej i zdecydowanie przereklamowanej księgi...
Odszedłem zniesmaczony, poza tym bałem się, że od tego wszystkiego popsuje mi się rzodkiewka. Gdy już opuszczałem plac, dobiegło do mnie coś w rodzaju:
- „laska paralesusa łąbędzie z wami wszystkimi”... - (pierdolnął piorun; duszno jak jasna cholera; przyda się tutaj porządna burza.) - „ ... Amen”.
(A)



  12-06-2007, 08:32:30

· Z cyklu „Cytaty na wiosnę średniowiecza w czasach triumfu debilizmu i bezrefleksyjności”: „Powiedzieć, iż rzeczywistość objawia się w pewien sposób, nie znaczy, że możemy ją poznać albo że pewnego dnia ją poznamy. Ale nawet gdybyśmy mieli jej nie poznać nigdy, rzeczy działyby się tak, a nie inaczej. Nawet ktoś, kto twierdziłby, iż rzeczy dzieją się dziś tak, a jutro inaczej, to znaczy, że świat jest dziwaczny, chaotyczny, zmienny i przechodzi od jednego prawa do drugiego, lekceważąc metafizyków i kosmologów, ktoś taki musiałby uznać, że kapryśna zmienność świata stanowi właśnie sposób dziania się rzeczy. A więc warto nadal próbować opisać tę cholerną rzeczywistość” - tak pisał Umberto Eco. Niemniej dla większości ludzi sprawy rysują się o wiele prościej; rzeczywistość to to, co widzą na ulicy i w domu, i w telewizji. Pojęcia takie jak „metafizycy”, „kosmologowie”, a także „humanizm” i „dziedzictwo Oświecenia”, nic dla nich nie znaczą, i są z tego dumni. Wydaje im się, iż świat i rzeczywistość to produkty stworzone po to, by mogli je zrozumieć, kupić, pokazać sąsiadowi i wykorzystać do czegokolwiek. Niegdyś, nawet kilka lat temu, istniało jeszcze coś takiego jak filozofia. Niektórzy ludzie kupowali książki. Niektórzy zastanawiali się jeszcze nad zasadami, powodami i skutkami istnienia świata. Jeden na dziesięciu lub dwudziestu potrafił powiedzieć kilka w miarę rozsądnych zdań na temat podstawowych dylematów moralnych, na przykład tych zawartych w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego... Dzisiejszy przeciętny człowiek czasami tylko zadziwi się, ileż to teraz funkcji można upchnąć w takim małym telefonie, żeby tylko tak drogo nie trzeba było za to płacić tym złodziejom! Jeśli zaś chodzi o obraz rzeczywistości przekazywany do głów średnio tym zainteresowanego ogółu, jest to brunatna odstręczająca papka zniechęcająca do wychodzenia resztką myśli poza ogólnodostępne multimedialne gry i zabawy dla plebsu... Kapuściński donosił, Miodek współpracował, Kuroń rozmawiał z ubekami, więc pamiętaj, szeregowy mieszkańcu erpecztery, nie próbuj darzyć szacunkiem tych, którzy od małych gnojków będących u władzy nie dostali licencji na bycie autorytetami. Media rządowe epatują patriotyzmem, martyrologią, katoholictwem i nampolactwem;, a tok-szoły z udziałem wyselekcjonowanych przedstawicieli tłuszczy przekonują, że w naszej trzeciej rzeszy nie istnieje problem nietolerancji wobec mniejszości narodowych, podobniej jak w czwartej erpe nie istniał problem nietolerancji wobec mniejszości seksualnych (bądź odwrotnie) ... Masz już dość? Znudziło cię lizusostwo Pospieszalskiego i ujadanie Kurskiego? No i dobrze, masz tu nowy serial, będą w nim zabawnie podskakiwać i popierdywać, to powinno cię zadowolić.
I znowu pan Umberto Eco: „Różnica między reżimem w stylu faszystowskim i reżimem medialnym polega na tym, że w czasach faszyzmu ludzie wiedzieli, iż gazety i radio podają wyłącznie wiadomości zgodne z dyrektywami władz i że nie wolno słuchać Radia Londyn, bo grozi to więzieniem. Właśnie dlatego za rządów faszystowskich ludzie nie wierzyli gazetom i radiu, słuchali po cichu Radia Londyn i ufali tylko wiadomościom rozpowszechnianym szeptem, z ust do ust, często złośliwym. Natomiast w reżimie medialnym, w którym – powiedzmy – dziesięć procent ludności ma dostęp do prasy opozycyjnej, a cała reszta jest informowana przez pozostającą pod kontrolą telewizję, z jednej strony panuje przekonanie, że wolno się nie zgadzać, z drugiej zaś „efekt rzeczywistości” wywołany wiadomością telewizyjną sprawia, że wie się tylko to i wierzy tylko w to, co podaje telewizja”.
Za tępy jestem, by próbować jakoś bardziej rzeczowo opisać tę cholerną, wciąż bardziej mnie przerażaśmieszającą rzeczywistość, a zbyt wielu wrzeszczących slogany i wyglądających jak wycięci z szablonów lub wypchnięci z takich samych konserw (a konserwanty szkodzą!) młodzieńców nazywa się buntownikami różnej maści, bym mógł zidentyfikować się z jakąś „subkulturą”... Więc cóż pozostaje... upatruję resztek racji w popełnianiu profanacji, by przez chwilę choć nadzieję mieć, że efektem tych wyczynów będzie zmierzch ery kretynów, choć – rzecz jasna – to nie zdarza się... (A)

  29-05-2007, 08:10:58

· WIOSENNA DYGRESJA

Zapomnieliśmy napalić w piecu. Zapomnieliśmy usiąść przy stole i podzielić się chlebem. Zapomnieliśmy wystawić do okna pierzyny, by się przewietrzyły. Zapomnieliśmy zapatrzeć się na zarys gór na horyzoncie, na ścianę wieczornego lasu. Zamiast tego oglądamy tańce z gwiazdami i wysyłamy, odbieramy, wysyłamy, odbieramy imajle i esemesy. Zapomnieliśmy przed snem usiąść na brzegu łóżka z książką i nagle zdziwić się, że już prawie północ, i pieczołowicie założyć zakładkę na ostatniej przeczytanej stronie, i zasypiając zastanawiać się nad losami i myślami bohaterów, zamiast tego przełączamy kanał za kanałem nie widząc i nie słysząc, oglądamy strony www, wpisujemy złośliwe komentarze i zasypiamy w ubraniu. Zapomnieliśmy z ulgą zakończyć pracę po ośmiu godzinach, obetrzeć pot z czoła i iść do łaźni, by zmyć z siebie pot i kurz, i warstwy smarów, i wyjść z fabryki czyści, chociaż zmęczeni, a zamiast tego jesteśmy merytoryczni, transparentni, wciśnięci w jakieś gówniane garnitury czy bluzeczki, uśmiechnięci i zasypani papierami i treścią komputerowych wydruków. Zapomnieliśmy tęsknić za nienazwanym i bać się głośno skandujących ludzi w paramilitarnych strojach, zamiast tego sprawdzamy stan konta i terminy spłat debetu. Przemykając ulicami rozmawiamy przez telefony, słuchamy empetrójek z ajpodów i ukradkiem spoglądamy na wyeksponowane nogi, zadki, mięśnie i pępki; sprawdzamy, czy nasze też przyciągają odpowiednią uwagę. Zapomnieliśmy przeczytać wiersz i spróbować samemu jakiś napisać. Jesteśmy tak cholernie szybcy, sprawni, nowocześni i skomputeryzowani, że nie więcej w nas człowieczeństwa niż w szczurach czy grzechotnikach... Drrrrryń!!!
Budzik zrywa na nogi z pleców, koc na ziemię, wyłączyć budzik, włączyć telewizor, komputer, kuchenkę, wykasować poranną porcję spamów. Jeść i wydalać, ubierać się. Co nowego w pudełku? Usuwanie symboli wrogiej okupacji (kiedy wyjdzie ustawa o usuwaniu symboli krwawej okupacji Galilei przez Rzymian?!), prawica, lewica, naładować komórkę, wyrzucić śmieci po drodze. Miałeś jakiś dziwny sen? Miałaś niejasne wrażenie, że coś nie tak? To przez stres, przez kofeinę, to przez alkohol, to...
Zapomnieliśmy przez co. (A)


  08-05-2007, 08:10:16

· Z cyklu: „Kolejny Martwy Humanista”, cytat z książki Kurta Vonneguta „Człowiek Bez Ojczyzny”:
„Przez przypadek zostałem honorowym prezydentem Amerykańskiego Stowarzyszenia Humanistów, objąłem to zasadniczo bezfunkcyjne stanowisko po zmarłym, wspaniałym pisarzu science fiction Isaacu Asimovie. Kilka lat temu przemawiałem podczas ceremonii żałobnej za Isaaca i w pewnym momencie powiedziałem:Isaac jest teraz w niebie. To była najśmieszniejsza rzecz, jaką mogłem powiedzieć humanistom. Tarzali się ze śmiechu. Kilka minut minęło, zanim powróciła powaga. I jeśli kiedyś umrę – Boże broń – mam nadzieję, że powiesz: Kurt jest teraz w niebie. To mój ulubiony żart.”
Kurt Vonnegut jest teraz w niebie.
Zdarza się.
Czy wiecie, że w jego książkach nie było złych postaci?
Chciałem tu napisać dużo, dużo, dużo, dużo więcej, posługując się cytatami, z których wiele na stałe mam zapisane w głowie przynajmniej od dwudziestu czterech lat, od kiedy... Ale jakoś przeszła mi ochota... Może kiedy indziej i gdzie indziej...
Nie stało się w końcu nic specjalnie ważnego. Ludzie z gatunku tych, od których lepszych potrafiłbym wystrugać z banana, nadal prą do przodu, lansując swoje politycznie poprawne pomysły. Młodzież o ilorazie inteligencji poniżej poziomu naszych bliskich kuzynów – goryli, orangutanów, szympansów i gibbonów – nie wie nic, i z powodzeniem narzuca swe przesłanie całemu światu... I na domiar złego robi się piękna, świecąca słońcem wiosna. Ćwierkają ptaszki...
„Jeden z nich spytał Billy'ego Pilgrima:
-It-it?”
(A)

  13-04-2007, 08:08:31

· Nadchodzi wiosna, a właściwie już przyszła, także ta ideologiczna. Wreszcie Słuszność i Dobro triumfują w naszym coraz piękniejszym, coraz bardziej zideologizowanym i faszystowskim, rozbrzmiewającym wiosennym ćwierkaniem wron, katolickim i fundamenetalistycznym kraju. Media coraz skuteczniej, za pomocą zgrabnej demagogii ośmieszają tych, którzy wciąż mają czelność protestować przeciwko koncepcji wpisania do Konstytucji konieczności ochrony życia od momentu, w którym sperma wtryśnięta do pochwy szczęśliwie dostarcza jeden zwycięski plemnik w objęcia komórki jajowej i ją zapładnia, a wtedy rodzi się godność i świętość życia człowieka, choć zewnętrzne okoliczności mogłyby temu przeczyć ( - A mówiłeś, kur.a, że będziesz uważał, debilu! - mówi Przyszła Matka Polka smarując chlebek masłem i kładąc na to plasterki pokrojonych i wędzonych pośladków zabitej świni; prawdziwy rarytas! - No co, tak mi się wymskło. - mówi Polak Katolik rozglądając się za kolejnym piwem, żrąc kanapki i udając, że musi już iść na sumę). I odbywa się wzruszanie przechodniów i oglądaczy mediów za pomocą plastikowych modeli kilkumiesięcznych płodów, słodko ssących kciuk, pomniejszonych do rozmiarów kilkutygodniowej zygoty, która w rzeczywistości „w tym wieku” wygląda jak impresjonistyczny obraz morskiego konika po przejściu przez przewód pokarmowy rekina... Słowem będzie pięknie i kolorowo ... zaraz, nie, to się źle kojarzy... może: zielono? Też nie, to przywodzi na myśl tych pedałów ekologów... No więc po prostu będzie pięknie. Może nawet uda się powiesić tego wrednego Owsiaka, co to zbiera podejrzane pieniądze na ochronę życia dzieci już po wyjściu z piz ... po wyjściu z obszaru zainteresowania naszej ideologii; i powiesić tych pseudo-nauczycieli, którzy się nie odcięli od komunistycznej przeszłości, i Żakowskiego, i Szczukę, i Seneszyn, i Urbana, i Monikę Olejniczak, i ... Żeby tylko w końcu, w ramach ofensywy na rzecz Ochrony Życia, udało się przywrócić karę śmierci! Potem zrobi się wielkie narodowe ognisko ku czci Wartości, i zamanifestuje nasz Triumf Woli... Będzie ceremonia niszczenia zakazanych ustawą symboli PRL-u. Już to widzę: transmisja w mediach, ciężarówki dowożą wprost ze zlikwidowanych księgarni i bibliotek opał... Jakaś kartka odrywa się ze stosu i wpada w zakres widzenia jednej z kamer... : „W czasie kiedy spotkali się Dwayne Hoover i Kilgore Trout, ich kraj był zdecydowanie najbogatszym i najpotężniejszym krajem na całej planecie. Miał najwięcej żywności, minerałów i maszyn i terroryzował inne narody grożąc, że wystrzeli wielkie rakiety albo zrzuci coś z samolotów. Większość pozostałych krajów posiadała guzik z pętelką. Wiele z nich nie nadawało się już nawet do zamieszkania. Miały za dużo ludności i za mało przestrzeni. Sprzedały wszystko, co mogły, i nie miały już nic do jedzenia, a mimo to ludzie nadal pieprzyli się bez przerwy. Z tego pieprzenia się powstawały dzieci. Wiele ludzi na zdewastowanej planecie było komunistami. Według ich teorii to, co jeszcze pozostało z planety, powinno być rozdzielone mniej więcej równo między ludzi, których przecież nikt nie pytał, czy chcą na tej zdewastowanej planecie zamieszkać. Tymczasem nieustannie przybywały nowe dzieci – krzyczące, wierzgające, domagające się mleka. W pewnych okolicach ludzie naprawdę usiłowali jeść glinę lub ssali żwir, podczas gdy o kilka metrów od nich rodziły się dzieci. I tak dalej. Kraj Hoovera i Trouta, gdzie jeszcze nadal było wszystkiego dużo, sprzeciwiał się komunizmowi. Nie uważał, że Ziemianie, którzy mają dużo, powinni dzielić się z innymi, jeżeli nie maja na to ochoty, a większość jej nie miała. Więc nie musieli.”*
- No co to filmujesz?! - wrzeszczy wygolony na łyso pan z Ochrony do kamerzysty „zdejmującego” tę cudem ocalałą ze stosu kartkę. - Pojebało cię?! Weźcie to wrzućcie do ognia!
I będziemy dumni z naszej czystości, z naszego prawa i tej, no, sprawiedliwości. Z naszej jesieni średniowiecza! Na złość i na przekór niememu przerażeniu bardziej – tfu! - cywilizowanych ludów oglądających tę transmisję za granicą. Ludów głupich. Ludów odrzucających nasze wartości. Ludów do których, miast czucia i wiary, wciąż silniej przemawia podłe mędrca szkiełko i oko. Ludów... Niech w końcu nadejdzie ta wiosna!
A poważniej... no cóż, jak śpiewa (a przynajmniej ma zamiar) pewien podstarzały piosenkarz punk-rockowy: „To zdarza się tak rzadko, że aż nie zdarza się!” - będziemy mieli taką wiosnę, na jaką sobie zasłużymy, czego tym razem dla odmiany nikomu nie życzę... (A)
_________________________________
* - Kurt Vonnegut, Jr. Śniadanie Mistrzów, 1973, przekład Lecha Jęczmyka.

  30-03-2007, 10:00:54

· OŚWIADCZENIE LUSTRACYJNE


Ponieważ urodziłem się prawie cztery lata przed określonym w ustawie terminem 1-go sierpnia 1972-go roku, a czasami zdarza mi się występować publicznie na scenie, a także pisać jakieś teksty, m.in. na tej ogólnodostępnej stronie internetowej, a ostatnio raz nawet do prasy niezależnej, być może także podpadam pod obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego. Lepiej na zimne dmuchać - głupie prawo, ale prawo, jak to głosi jakaś łacińska sentencja. Więc do dzieła:
Uprzejmie donoszę... (źle to zabrzmiało, jeszcze raz...)
Informuję... (hmmm...)
Oświadczam niniejszym (tak chyba dobrze...), iż nigdy nie współpracowałem z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa, a przynajmniej nie w sposób, do którego mógłbym się przyznać (bo w końcu obiecałem oficerowi prowadzącemu, że nic nie powiem). Niemniej nie mogę z czystym sumieniem oświadczyć, że posiadam czyste sumienie. Ale po kolei... Jest 22 lipca 1975-go roku, piaskownica przed blokiem w którym od kilku miesięcy mieszkam z rodziną, po przeprowadzce z miasta R., upalne południe. Właśnie za pomocą wiaderka i łopatki udało mi się, po trzech rozsypanych próbach, postawić babę z piasku. Nieznana mi wówczas, młodsza ode mnie dziewczynka kopniakiem niszczy moje dzieło, po czym przywala mi swoją łopatką. Wybucham płaczem. Dostaję mocniej, więc drąc się wniebogłosy biegnę do domu. Wpadam na pana sąsiada z pierwszego piętra, który pyta, co się stało. Składam szczegółową relację i z satysfakcją, choć pochlipujący i zasmarkany, obserwuję, jak pan stosuje wobec mojej prześladowczyni słowną reprymendę. Teraz ona biegnie z płaczem do domu. Dodajmy, że sąsiad był funkcjonariuszem ORMO.
Z przeżyć w latach późniejszych, spokoju mojemu patriotycznemu sumieniu nie daje też podejrzenie, iż istnieje spore prawdopodobieństwo utrzymywania przeze mnie stałej współpracy poprzez cykliczne i czynne uczestnictwo w czymś, co nazywano „sakramentem spowiedzi” - czyniłem to od mniej więcej połowy drugiej, do mniej więcej połowy ósmej klasy szkoły podstawowej, czyli do momentu, gdy zacząłem samodzielnie myśleć i dałem sobie spokój z podobnymi bzdurami. Według dzisiejszej wiedzy propagowanej przez polityków bawiących się w historyków, statystycznie rzecz biorąc bardziej prawdopodobne jest to, że wysłuchujący moich szczerych zeznań klecha siedzący wewnątrz śmiesznej budki był współpracownikiem bezpieki, niż że był duchownym we współpracę taką nieuwikłanym...
Ach! Wymieniać by i wymieniać! Czasy jednak były jakie były, i nie łatwo było zachować moralną czystość niczem lelija. Nie to co dziś – wystarczy nauczyć się kilku wyświechtanych haseł, wziąć w dłoń odpowiedni transparent lub szturmówkę, i już się jest słusznym i „po linii”, zaś deklarowanie uwielbienia dla momentu, w którym wtryśnięty w spermie do pochwy plemnik dotrze do celu i złączy się z komórką jajową (czyli dla „poczęcia") stawia nas na wyżynach moralności... Cóż, na swe usprawiedliwienie mam jedynie to, że wówczas ani nie wiedziałem, gdzie można by nawiązać kontakt w takim małym mieście jak nasze, ani w najczarniejszych snach nie podejrzewałem, jakich durni na piedestał może wynieść po kilkunastu latach zmiana ustroju...
Mam nadzieję, iż powyższe oświadczenie spełnia wymogi ustawy, i pozwoli mi na błogi spokój w związku z miłą świadomością spełnienia obywatelskiego obowiązku.
Wasz szczerze oddany Arkadiusz Józef Bąk (pseudonim operacyjny: „Łopatka”).
(A)


  16-03-2007, 08:19:49

· Z cyklu Cytat Na Wieczór W Kraju Rządzonym Przez Cymbałów: „Bardzo kocham zacnego wojaka Szwejka i opisując jego losy czasu wojny światowej, mam nadzieję, że wy wszyscy będziecie sympatyzowali z tym skromnym, nieznanym bohaterem. On nie podpalił świątyni bogini w Efezie, jak to uczynił ten cymbał Herostrates, aby się dostać do gazet i do czytanek szkolnych. To wiele” (Jaroslav Hašek, wstęp do książki „Przygody Dobrego Wojaka Szwejka”)...
A poranki w tym samym kraju spędzam często w kolejce do warzywniaka. Bułka, rzodkiewki, żółty ser z jedynej firmy, która gwarantuje, iż podpuszczka użyta do jego produkcji jest mikrobiologiczna, półtoralitrowy zelter, jakiś szczypiorek... Tyle tylko chcę, otrzymuję jednak więcej, bowiem kapitalizm obsypuje nas dobrami, a nawet złami, materialnymi i innymi w naddatku, bo ma gest. W tym wypadku otrzymuję program publicystyczny bez potrzeby włączania telewizora, live. Zaproszeni do studia (tzn. kolejki) eksperci, to: Emerytka z piątego i jej miotający odchodami jamnik ze wstążeczką na szyi, pan Emeryt z bloku obok (były ORMO-wiec, obecnie katolicki, świecki aktywista), dwudziestoletnia Laska z bloku po prawej (różowo-fioletowa, mini, pępek na widoku, koszmarne tipsy, wszystko co trzeba), podobnie małoletni Punk z ósmego ze swoimi angielskimi pekaesami, w kaszkiecie, kurtce Lonsdale, spodniach w kratkę, glanach i z pewną ilością znaczków i naszywek reklamujących to co trzeba, żeby być punkiem, słowem: stuprocentowy skinhead. No i ja, niemal czterdziestoletni przygarbiony ślusarz remontowy z syndromem Tourette'a.
- Ale co by nie mówili, ten Ziobro to jest dobry minister! - zagaja Emerytka. - On to tych przestępców za mordę bierze, i tak powinno być!
- Zero tolerancji! - ryzykuje Laska patrząc dokoła płochliwie; po zorientowaniu się, że nie strzeliła gafy, śmieje się szczebiotliwie, a jamnik Emerytki podlewa skrzynkę z czerwoną kapustą.
- I tę korupcję niszczy u lekarzy! Sam wdziałem, jak w telewizji jeden lekarz to w kajdankach szedł! - rozszerzył dyskusję Emeryt, niepomny na fakt, iż sam co pół roku kupuje w papierniczym po pięćdziesiąt kopert na rzecz swoich wątrób, nerek, prostat, serc, mózgów i tak dalej. - Nareszcie ktoś się wziął za tych Żydów!
- Żydzi i czerwoni tym wszystkim rządzą! – przytaknął Punk. - Lewaki, pedały, kurwa, jak ja ich nie cierpię!! My punki nie lubimy polityków, ale już lepszy Kaczyński niż te komuchy z Platformy!
- Bo ludzie Boga w sercu nie mają – dodała Emerytka uwiązując jamnika, bo już kolejka posunęła się na tyle, by nasza grupa wejść mogła do wnętrza sklepu. - PiS przynajmniej bierze za mordy tych wszystkich Islamistów, ateistów i pedofilów!
- I tych agentów KGB z WSI ujawnili! – przebił Emeryt.
- I ujawnili, że biskupi też donosili! - najwyraźniej rozkręciła się Laska, jednak widząc spojrzenia Emerytów, dodała: - To znaczy ci niewierzący...
- Widzi pani, jak płonie świątynia w Efezie? - zapytałem ekspedientkę, gdy już podawała mi ser i warzywa.
- Eee?!
- A nie, nic nic. To ile to razem? Trzy dwadzieścia?
I opuściłem sklep z ulgą, niemniej po drodze uśmiechając się grzecznie do moich kochanych sąsiadów nadal pogrążonych w kontemplacji efektownej rzeczywistości, gdyż z natury jestem uprzejmy, a z domu dobrze wychowany... a poza tym, że znowu posłużę się cytatem, tym razem z Kurta Vonnegutta: „Niektórzy z was pewnie wiedzą, że nie jestem ani chrześcijaninem, ani żydem, ani buddystą, ani wyznawcą żadnej innej oficjalnej religii. Jestem humanistą, co po części oznacza, że staram się porządnie zachowywać bez jakiegokolwiek oczekiwania nagród czy kar po śmierci.”
Czego i Wam, rzecz jasna, życzę! (A)



  21-02-2007, 08:29:38

· Zmiany kulturowe należy śledzić na bieżąco, by nie utracić poczucia ich ciągłości. Utrata tego poczucia może wywołać szok, chociaż na szczęście zdrowa większość konsumentów kolorowych dóbr nowoczesnej tzw. kultury zdaje się być skutecznie uodporniona na jakiekolwiek przeciążenia w sferze intelektualnej. Przyjmują za dobrą monetę to, co mówią Aktualne Autorytety Moralne i Intelektualne...
Miałem ostatnio pewne opóźnienia w odbiorze dwa plus słusznego przekazu, bo to i skoki narciarskie, i piłka ręczna, i inne sprawy... Ale dzisiaj, to znaczy wczoraj, włączyłem telewizor na paśmie oficjalnym i... Program musiał być najwidoczniej nudny, bo – mam nadzieję – zasnąłem...
Surrealistyczny sen: w telewizorze oglądam idący w tzw. paśmie najwyższej oglądalności program publicystyczny, który prowadzi pan obecnie robiący za Autorytet (ten nieogolony, nie ten drugi bez butów; ani trzeci, były basowy VooVoo). Tematem jest wyższość białej rasy i religii katolickiej nad prymitywizmem innych ras i wyznań, które mogą nas za kilka lat zalać, porąbać siekierami i zgwałcić, bądź na odwrót. Zaproszono pana, który przeszedł na Islam i napisał kilka książek i sprawnie, według sprawdzonych zasad zadaniowej publicystyki został obśmiany jako dziwoląg, przy okazji wytknięto mu, że kiedyś działał w środowiskach anarchistycznych (zaprzeczał, ale co on tam może wiedzieć). Przywołano też postać Kameruńczyka – pisarza, który rozsiewał wirusa wśród niewinnych katolickich dziewcząt przypadkowo i w dobrej wierze z nim śpiących, jako przestrogę, do czego może prowadzić tolerowanie Czarnych (i pisarzy, chociaż to akurat nie było zasygnalizowane dosłownie – może dlatego, że Autorytet Prowadzący w młodości sam coś tam napisał, w gatunku SF zresztą; kiedyś czytałem i bardzo mi się podobało). Na koniec kabaret odgrywa zabawny skecz, w którym lekarz Murzyn wypisuje pacjentowi receptę na plemienne zaklęcie zamiast na lekarstwo, do odczytania w aptece, publiczność w studio zaśmiewa się do rozpuku!
Czekałem, aż obudzę się zlany zimnym potem i po kilku głębszych oddechach uświadomię sobie, że to tylko mi się śniło...
Nadal czekam...
Co to?! Budzik? Już szósta...? Nie... to coś za oknem... czwarta?
A z na pozór innej beczki: niedawno zmarł pan Ryszard Kapuściński. Nieodwołalnie, jak się okazuje, niestety... (A)

  06-02-2007, 08:15:14

· PUNKT NAPRAWY KRUCYFIKSÓW Sp. z o.o.

Z finansowanego przez Unię (tfu!) Europejską cyklu: „I Ty Załóż Swoją Pierwszą Firmę!”, który ma przybliżyć masom wciąż dla wielu mało uchwytne rozkosze kapitalizmu, dziś odcinek: „Znajdź Swoją Niszę Na Rynku!”. Wielu z Was zadaje sobie pytanie: jakie oczekiwania będzie miał wobec naszej przedsiębiorczości Rynek w najbliższej przyszłości? Sprzedaż jakich towarów, czy też świadczenie jakich usług będzie czymś najbardziej pożądanym? Otóż konsultanci naszego programu mają dla Was wspaniałą sugestię! Słuchajcie uważnie! Pomyślcie sami: jakie największe zło nastąpić może prawie niechybnie? Przed czym ostrzegają i czego boją się Elity Rządzące i Aktualne Autorytety? Właśnie – ataku zgniłej europejskiej laicyzacji, fali profanacji i ateizacji! Nie od dziś wiadomo, że zdecydowana większość społeczeństw cywilizowanej Europy zwariowała i nie potępia ateizmu, równości i tolerancji, i wręcz nie praktykuje ksenofobii, homofobii; i popełnia wiele innych głupot... To może dotrzeć i do nas (tfu-tfu!) niestety, chociaż my oczywiście pozostajemy niemal jedyni (może poza kilkoma krajami rządzonymi przez fundamentalistów religijnych, ale cóż to za religie...) mądrzy i wiedzący co i jak... No więc kiedy przenikną do nas te zgniłe poglądy... do czego wtedy dochodzić niechybnie będzie? Dochodzić będzie do aktów profanacji! Tak więc oto nasza rada: czas już pomyśleć o otwieraniu – zwłaszcza przy kościołach i innych budynkach administracji publicznej – Punktów Naprawy Krucyfiksów!! Nie pozwólmy zniszczyć symboli naszej Wiary terrorystom, cyklistom, pedałom, czy nawet małym dziewczynkom z okładek płyt pewnych (tfu!) zespołów punk rockowych! Tak niewiele przecież trzeba, by rozpocząć działalność naszej firmy: wynajęcie niewielkiego lokalu, zakup młotka lub kilku, i paru paczek gwoździ. W największych miastach i najmniejszych wsiach może zajść konieczność zatrudnienia pracowników.
Wizja niedalekiej przyszłości:
Duży, oszklony, nowoczesny pawilon z wielkim szyldem o treści: „Punkt Naprawy Krucyfiksów”. Długa, wijąca się kolejka petentów z pakunkami pod pachami. Przez tłum przedziera się facet w śmiesznej kolorowej sukience i czapeczce, na pierwszy rzut oka arcybiskup. Na okrzyki oburzenia, że: „Wasza Eminencja tu nie stał, do kurwy nędzy!” odpowiada kojącym: „Ciało Chrystusa!”. Wchodzi do budynku, za biurkiem siedzi pracownik wyglądający wypisz-wymaluj jak Jan Kobuszewski ze starego skeczu kabaretu Egida o hydraulikach...
- Co jest?! - pyta pan majster.
- Oj synu! - załamuje ręce klecha. - A co ma być?! Jest interes do zrobienia! Znowu mi zszedł na dół! Chodzi i ględzi o miłosierdziu, nadstawianiu drugiego policzka, o błogosławionych pokornych...
- Ten co w zeszłym tygodniu? Dwumetrowiec znad ołtarza?
- Nie, na szczęście tym razem ten z bocznej nawy. Ze sześćdziesiąt centymetrów..
- Jasiuuu!!! - krzyczy pan majster w kierunku zaplecza.
- Co jest, panie majster? - odpowiada niewidoczny Gołas zza kotary.
- Weźmiesz młotek, gwoździe i tego młodego dobermana, i pójdziesz do Bazyliki...
A potem budzę się zlany zimnym potem, czego i wam, rzecz jasna akurat jak najbardziej szczerze, życzę! (A)

  31-01-2007, 08:27:31

· Z cyklu „Lektury Na Zimę Stulecia”, dziś przytoczmy słowa wręcz fundamentalne dla wyznawców jednej z religii (ponieważ nasz kraj jest rzecz jasna neutralny światopoglądowo, nikogo nie można przymuszać, by brał to na poważnie, proponuję jednak wyobrazić sobie, że w pierwszym rzędzie krzeseł w jakiejś dużej sali zasiedli nasi znani już na świecie Bracia i ich świta, wicepremierzy, ministrowie, panowie z służb mających zrobić porządek i tak dalej, za nimi cała masa pomniejszych funkcjonariuszy, aż po szary tłum elektoratu... na mównicę wtedy wychodzi – wyobraźmy sobie – niepozorny ktoś i czyta poniższe słowa...) - „Ale wam, którzy słuchacie, powiadam: miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą. Błogosławcie tym, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was krzywdzą. Temu, kto cię uderzy w policzek, nadstaw i drugi, a temu, kto ci zabiera płaszcz, i sukni nie odmawiaj. Każdemu, kto cię prosi, daj, a od tego, kto bierze, co twoje, nie żądaj zwrotu...” - (w tym momencie jeden z braci nachyla się w bok, nie odwracając oczu od mówcy i starając się w miarę dobrze wyglądać przed kamerami, i kątem ust szepcze do Gosiewskiego: 'sprawdź no mi zaraz, co to za dziad napisał, i znajdź na niego kwity', a wicepremier Giertych patrzy coraz bardziej spod byka, robi się czerwony na twarzy i nerwowo zaciska pięści...) - „ ... A jak chcecie, aby ludzie wam czynili, czyńcie tak samo i wy. A jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, na jakąż wdzięczność zasługujecie? Wszak i grzesznicy miłują tych, którzy ich miłują. Jeśli bowiem dobrze czynicie tym, którzy wam dobrze czynią, na jaką wdzięczność zasługujecie? Wszak i grzesznicy tak samo czynią...” - (drugi z Braci, ten jeszcze ważniejszy, już się wierci i mruczy do pierwszego: 'to prowokacja mediów!', z drugiego rzędu blady z wściekłości Kurski upatruje w tym ręki Tuska i Michnika, robi się ogólne zamieszanie, bo już w dalszych rzędach podnoszą się wyznawcy Radia Maryja i funkcjonariusze Młodzieży Wszechpolskiej i krzyczą 'hańba!', rwetes niesłychany, TVN24 przerywa program biznesowy, by dać bezpośrednią relację, a na dole ekranu na czerwonym pasku idzie streszczenie tego, co działo się dotąd, głosu mówcy prawie nie słychać, pojawiają się pierwsi antyterroryści, gdy nagle do Braci przedziera się spocony i zadyszany Gosiewski i szepcze coś na ucho jednemu i drugiemu, a obaj w zdumieniu unoszą brwi... Siedzący obok podsłuchali i przekazują dalej, i dalej... sala powoli ucichła, tak, że donośnie zabrzmiało zakończenie rozdziału wygłaszanego przez mówcę...) - „ ... Kto zaś słucha, a nie czyni, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu, i uderzyły weń wody, i wnet runął, a upadek domu owego był zupełny.”
('My kurwa naprawdę w to właśnie wierzymy?' - z niedowierzaniem zapyta brat brata...)
Czego i wam życzę, choć jeszcze do niedawna nigdy bym siebie o to nie podejrzewał. (A)

  15-01-2007, 08:30:52

· Abyśmy żyli (a żyjemy) w ciekawych czasach, alleluja!!!
Abyśmy zdrowi byli i wybaczyli tym co donosili.
"Taśmy prawdy", "praca za seks" przy tym to nic, to jak wiadro pomyj dla wieprza, jejecznica dla atlety...
Obrazek z telewizora. Ceremonia powołania metropolity Warszawy, przyszłej głowy kościoła... I chociaż szkoda starego człowieka, roztrzęsionego, z trudem powstrzymującego łzy, chociaż tak na prawdę nic do niego nie mamy, to jednak ?!...
Wiemy, że arcybiskup musiał donosić, żeby wyjeżdżać. Ale czy musiał wyjeżdzać? Mój ojciec nie wyjeżdżał...
No i tak uczciliśmy 20-lecie posługi kapłańskiej wobec SB.
Sytuacja powagą przerosła hierarchów. Krążyli wokół kloaki udając, że zapachu nie czują. Kto wie ile jeszcze by tak krążyli gdyby B 16-ty nie podjął za nich decyzji i nie spuścił wody...
A jeśli się nie zgadzacie to wynajmujcie autobusy i na Watykan! (S)


  11-01-2007, 16:58:09

· Kończy się rok, zimno ... Przydałaby się czapeczka...
A skoro już poruszamy się po tym temacie, to nie da się zauważyć, że o jednego drania mniej. Rozstanie z tym światem zawdzięcza mu ok. 200 tysięcy ofiar, nie tylko tych 148 z wioski Dudżail. Trzeba obiektywnie przyznać, że czapeczka mu się należała. Sprawiedliwość zatriumfowała na skutek żywotnego zainteresowania Stanów iracką ropą. Lepiej było nie drażnić Big Brothera. Żyło by się wtedy w spokoju i ze sto lat, choćby pustynny piach przykrywał i milion ofiar.
Zostawmy żarliwe dysputy moralistom, a kto czyta teraz ten tekst, niech sam skończy zdanie: "Obchodzi mnie to wszystko jak..............." Dosiego roku życzy wszystkim żywym zespół Profanacja. Pamiętajcie, najtańsza na kaca jest polopiryna. A w Nowym Roku nowa płyta o tytule "Nie Zdarza Się" (S)

  30-12-2006, 20:45:00

· WESOŁEGO ALLELUJA!
Każdego napełnia wzniosłością i wzrusza nastrój tych dni, dni poprzedzających Święta Przesilenia Zimowego (jak tradycja to tradycja – od wieków pogańskie ludy zamieszkujące Europę świętowały w okresie zimowego przesilenia; później, gdy mniej lub bardziej przymusowo chrystianizowano te ziemie, nie chcąc zbyt gwałtownie zmieniać zwyczajów ludności „zagospodarowano” tę datę wymyślając jedynie inny pretekst do świętowania), więc nawet ja postanowiłem zacząć przygotowania... Rano wyszedłem do warzywniaka, by uzupełnić zapas rzodkiewek i ogórków. Była kolejka (widocznie wielu wykazało się podobną gapowatością i zapomniało o rzodkiewkach). Stanąłem na końcu, jeszcze na zewnątrz sklepu, starając się ignorować wściekle mnie opieprzającego kundla uwiązanego do barierki, który wcześniej podlał ziemniaki wystawione w skrzyni na widok przechodniów.
- Mam już. Cztery duże, powinny starczyć – powiedziała pani emerytka przede mną do pani emerytki przed nią, a stojąca przed nimi młoda matka z makijażem, tipsami, gumą w ustach i wszystkim co trzeba, łącznie z kopiącym w drzwi sklepu potomstwem na przedłużeniu ręki, odwróciła się i wtrąciła:
- Mój Seba to dziesięć wczoraj przyniósł, co nie, bycze takie, kurna, do Nowego Roku starczy chyba, ja pierdziulę, no nie kop, kretynie, w te drzwi, bo się spocisz!
- A u pani to kto zabija? - zapytała środkowa pani.
- No ja, kurna, sama muszę. Mój Seba to się wykręca, że obrzydzenie ma do tego – zaśmiała się młoda matka, nie bacząc, że potomstwo zaczęło tym razem kopać kundla, co mi akurat było na rękę, bo bydlę teraz już nie na mnie się wydzierało.
- Ja to do samej Wigilii trzymam, sumienia nie mam – powiedziała emerytka przede mną. - W południe syn przyjeżdża z Reichu z synową i wnukami, to pozabija.
- Jak mój Stachu żył, to zabijał! - z sentymentem westchnęła druga emerytka. - Teraz to pana Nowaka po sąsiedzku proszę, on zawsze przyjdzie, wiecie, kiedyś to nawet w Milicji był... On tyle potrafi!
Pozostałe panie zakaszlały znacząco, jakby o czymś sobie przypomniały, i zapanowała krępująca cisza urozmaicana jedynie rzężeniem dziecka i warczeniem kundla, który w tak zwanym międzyczasie zerwał się z uwięzi i po pięknym wyskoku zatopił zęby w gardle pociechy młodej matki. Na szczęście z warzywniaka wyszła grupka małolatów w kapturach doszytych do zbyt obszernych spodni, klnąc jak wół do karety i otwierając dopiero co zakupione puszki z piwem, i kolejka przemieściła się do wnętrza; nawet dla mnie znalazło się miejsce pod przytulnym blaszanym dachem, musiałem tylko dyskretnie odkopnąć walczącą parę, by nie wtaszczyła się do sklepu.
Wracając do domu mijałem podejrzanie wyglądających typów stojących przy zaimprowizowanym z brezentu i kilku rurek basenie. Nawet nie chciałem zaglądać, co się kłębi w tej mętnej wodzie. Ryba to symbol zmartwychwstania; dla mnie też symbol koszmarów z dzieciństwa, gdy wstając w nocy przed Wigilią widziałem tatę stojącego w drzwiach łazienki z nożem, siekierą, młotkiem w ręku, w kałuży krwi, obok drgających jeszcze bezgłowych rybich zwłok, gdy potem usilnie starałem się sobie wmówić, że to tylko mi się śniło...
- Zabijamy na miejscu – szepnął do mnie typ stojący przy basenie i porozumiewawczo mrugnął okiem. - Gratis!
- Aaaaaaaaaaa! - krzyknąłem, rzuciłem w psychopatę reklamówką z rzodkiewką i uciekłem do domu, bijąc chyba przy tym rekord świata i okolic w sprincie. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i dysząc ciężko pomyślałem, że pieprzę cały ten ich świąteczny nastrój. Niech się wszyscy ode mnie odczepią z tymi swoimi chorymi tradycjami!!!
Reasumując: w imieniu zespołu profanacja składam wszystkim zainteresowanym serdeczne i wbrew pozorom szczere życzenia udanych i wesołych świąt, a także, przy okazji niejako, Nowego Roku!
I nie mogę jakoś się powstrzymać od ponownego przytoczenia fragmentu tekstu autorstwa Lecha Janerki:
„Wesołych Swiąt! Od krwi zaś czystych rąk życzy karp...
Zbaw go Boże, zbaw!” (A)

  21-12-2006, 08:21:04

· Mikołaj nic mi nie przyniósł...
Problem istnienia bądź nieistnienia pewnych form ulotnych, jak Św.Mikołaj właśnie, a także Czerwony Kapturek, Krasnoludki, święci Ich Troje (tata, syn i gołębica), Smok Wawelski, Potwór z Loch Ness i wiele innych, jest jedną z zasadniczych spraw zaprzątujących głowy ludzi; no, może nie wszystkich, w każdym razie na pewno plebsu, w tym części katolików...
Osobiście najbardziej mi żal Mikołaja. Chociaż nie lubiłem wujka, który się za niego przebierał kiedy byłem mały, to gdy zakładał czerwony strój z siwą brodą, od razu czułem się dumny z tego, iż przez cały rok byłem grzeczny i dostanę swoje blaszane autko, pomarańczę, jabłko i orzechy. I czekoladę, o ile byłem wyjątkowo grzeczny. Niestety, z wiekiem nabyłem sceptycyzmu. To pewnie dlatego w tym roku, tak jak w przynajmniej dziesięciu poprzednich, niczego nie dostałem. A może... zaraz! Może nie byłem grzeczny? Z drugiej strony jednak w każdą Wigilię Dzieciątko (zapewne świeżo po wykluciu, jescze ślepe być może) coś tam mi podrzuca, akurat wtedy gdy nie patrzę, a dopiero potem idzie “płakać z zimna, bo nie dała mu matula sukienki” (!?)... Ostatnio dostałem książkę Salmana Rushdie.
Natomiast (skoro już jesteśmy przy bajkach) drgnęło ostatnimi czasy w kwestii smoków, a to za sprawą rodziny panującej w Lidze Polskich Rodzin, gdyż pan profesor G. swym autorytetem wyciągnął na naukowe gremia opisywanego przez Marco Polo chińskiego smoka i naszego o nazwisku Wawelski, oraz tego szkockiego z jeziora, czym obalił lansowane przez żydokomunę bzdury, jakoby dinozaury żyły przed milionami lat. Obalił też ewolucję za pomocą amerykańskiego koszykarza (a może piłkarza), którego wygląd dowodzi, że neandertalczycy żyją wśród nam współczesnych (swoją drogą, po co było szukać tak daleko? “Cudze chwalicie, swego nie znacie” - jak głosi nasze, narodowe przysłowie). Nie podważając naukowego autorytetu, założyć można chyba w ciemno (bo jakżeby zresztą inaczej), że i pan profesor, i jego potomstwo, i potomstwo potomstwa, bez zastrzeżeń wierzą, iż wilk naprawdę zjadł Czerwonego Kapturka i jego babcię, a myśliwy (członek ONR-u) wyciągnął je całe i zdrowe z brzucha bestii; no i co roku z uciechą siadają na kolanach Świętego Mikołaja i cieszą się z ładnych prezentów. Ku przestrodze polecałbym lekturę pewnego opowiadania Rolanda Topora, w którym Mikołaj obmacywał siedzącego mu na kolanach chłopczyka, a potem poszedł na górę i zgwałcił tatę...
Otwarta natomiast nadal pozostaje kwestia Krasnoludków. (A)


  06-12-2006, 10:40:49

· Jak widać w dziale powyżej ("profanacja"), nastąpiła dość znacząca zmiana składu zespołu. Po wielu owocnych latach współpracy, rozstaliśmy się z gitarzystą basowym, Maciejem Janem Kucharskim. Przyczyną były różnice w poglądach na kwestie artystyczne. Na pewno jest to dotkliwa strata, gdyż linie basowe grane przez Macieja, od momentu, kiedy przystąpił do profanacji (a było to w roku 1989), nadały muzyce zespołu specyficznego, od razu rozpoznawalnego charakteru, przez wielu były także uważane za najbardziej wartościowy element naszej twórczości. Wyrażam w tym miejscu podziękowanie za te wszystkie lata, pełne muzyczych, i pozamuzycznych przeżyć. A teraz... cóż: z optymizmem, bo jakżeby inaczej, patrzymy w przyszłość, no i bierzemy się do roboty w nowym, trzyosobowym składzie. "Po owocach ich poznacie" (A)

  20-11-2006, 08:22:22

· Jesień, kurna, jak zimno! Mokro! Ktoś mniej kulturalny rzec mógłby, że chujnia. I wybory jeszcze, samorządowe, nadciągają, i wpychają w mój i tak niezbyt poukładany umysł zamęt! Jedni mi płacą, żebym plakaty rozwieszał, inni, żebym te same plakaty zrywał... W rezultacie siedzę w domu i zarabiam podwójnie... Gdzie tu sens; no i którzy godni są zaufania? Jedni to „Nasze Miasto Dla Nas”, inni: „Wasze Miasto Dla Was”... A skąd wiedzieć, czy przypadkiem wszyscy to nie: „Wasze Miasto Dla Nas”? I w dodatku na jaką cholerę komuś potrzebne miasto?! Kto z kim się blokuje? Kto jest czerwony, kto czarny, a kto brunatny? A jeśli nawet bym to ustalił, to którzy mają rację?
- Ci twoi czerwoni nic tylko kradli! - krzyczy pan sąsiad z trzeciego, z czarną kudłatą Funią na końcu smyczy, pod warzywniakiem, na pana sąsiada z szóstego, z burym przyziemnym jamnikiem Astorem.
- A ci twoi czarni to co, dają?! Jeszcze gorsi złodzieje! Zakłamani hipokryci, faszyści!
A obaj emeryci po szkołach, kopalniach, żonach, dzieciach, wnukach; a teraz zeszli na psy po bułki pod warzywniak. Przystanąłem, bo – pomyślałem – posłucham starszych, może coś zrozumiem.
- Komuniści zabili więcej ludzi na świecie niż faszyści, lewakutyjedenpartyjniakuzawszony!
- Prawdziwi komuniści nie zabili nikogo, to ci twoi, co służą burżujom, są zbrodniarzami, piłsudczykohitlerowcomussoliniowcutępy!
- Żyd!
- Po pierwsze nie jestem Żydem, a po drugie ty jesteś antysemitą!
A pieski w tym czasie, po wypróżnieniu się i wzajemnym, pełnym szacunku obwąchaniu sobie odbytów, zaczynają inwestować w prokreację. Panowie sąsiedzi zbliżają się do stanów zawałowych – ten czerwony aż poczerniał, ten czarny zrobił się czerwony.
Wszedłem do warzywniaka, kupiłem ostatnie pięć bułek i poszedłem do domu, bo miałem jeszcze mnóstwo plakatów do rozwieszenia i zerwania. Panowie kłócili się nadal. Dopiero gdy dotarło do nich, że nigdzie już nie dostaną świeżego pieczywa, zawarli rozejm w celu wymyślenia spójnej wspólnej wersji wydarzeń dla żon, żeby uniknąć wojny domowej i represji, po czym spojrzeli w dół i musieli zająć się rozwiązaniem kwestii nieszczęśliwej, zaklinowanej w sobie psiarni.
Już wiem! Zastanowię się na kogo zagłosować na dzień przed wyborczą niedzielą, w Święto Narodowe, 11-go Listopada. Na zewnątrz będzie padać i wiać, wszystko będzie pozamykane, w telewizji państwowe i kościółkowe obchody w ramach ciszy przedwyborczej... Cóż innego pozostanie mi do roboty?
- Jeronie, jo żech na nich głosowoł – mówił kilkanaście lat temu niejaki Ginter S., zaraz po zmianie ustroju, kiedy bycie robotnikiem dopiero zaczynało być czymś wstydliwym, gdy naprawialiśmy tokarkę typu „Poręba” w Rybnickiej Fabryce Maszyn (rozsypał się norton, wyciągaliśmy więc cały suport razem ze szpindlami, by się do niego dostać; wcześniej rozmontowaliśmy gitarę) – a teroz żałuja. Co im szkodził ten Dwudziesty Drugi Lipca?! To ci było świento narodowe! Hyc, klara daje, po pietnostym i jest za co pić, festyny, piwo, gorzołka, muzyka, dziołchy, tańce i co ino! A terozki?! Te gizdy przeciepały to na listopad! Przed wypłatom, śnieg suje, piździ... Dobre, trzym ta keta, kran jedzie...
Teraz, gdy Ginter być może już obchodził swoje święto pierwszego dnia tego miesiąca, wspominam te słowa i myślę, że jednak gość nie miał racji... Osobiście nienawidzę festynów, lata, uszczęśliwionej ciepłem i byciem w kupie hołoty, więc już wolę ten listopad. Spokojnie sobie pomyślę i może coś zadecyduję... Pociesza fakt, że w końcu, czy zrobię tak czy inaczej, nie będzie to miało żadnego znaczenia... Czego i Wam życzę! (A)




  10-11-2006, 08:18:54

· Złota polska jesień blaski roztacza za oknami – błękitne niebo, żółte, brązowe i czerwone liście, promienie słoneczne rozgrzewające w ciągu dnia mroźne z rana powietrze, cały ten jesienny zestaw sprawiający, iż niektórym ludziom wydaje się, że życie jest jednak piękne. Oczywiście prędzej czy później nadejdą szarugi, zacinające deszcze i doroczna, sponsorowana przez firmy farmaceutyczne, panika przed ptasią grypą... Nadejdzie jesienna deprecha, równoważona stopniowo przez przedświąteczną głupawkę z Mikołajami, dzwoneczkami grającymi „always coca-cola!” i choinkami. Ale póki co jest ładnie, co może trochę łagodzić brunatną rzeczywistość serwowaną nam przez Braci Orędzie Kaczyńskich i ich świtę... Nawet w piękne złotopolskojesieniowe popołudnia potrafią zamieniać się w ponurych zakapturzonych mnichów-inkwizytorów, a dookoła nich robi się ciemno i płoną pochodnie, a spoceni półnadzy niewolnicy mrucząc jakieś requiem i znosząc drewno, budują stosy... Niedługo – kto wie – być może okaże się, że sam JP2 był agentem i donosił odpowiednim służbom o planach Wszechmogącego, jego Syna i tej samicy gołębia, która też gdzieś się tam w Niebieskich gronach decyzyjnych plącze. Kiedy już wszyscy pokłócą się ze wszystkimi, każdy każdego będzie się bał i nienawidził jednocześnie, kiedy ludzie będą, jak za dawnych czasów, przemykać chyłkiem pod ścianami budynków, i rządy twardej łapki zatriumfują, może ktoś wreszcie zainteresuje się innymi sprawami... Na przykład tymi setkami tysięcy, o ile nie milionami ludzi, którzy stale i uporczywie współpracują ze służbami socjalnymi, niegodziwcy. I samym funkcjonowanie tych służb. I tym, ile tragedii ludzkich jest spowodowanych niedofinansowaniem lub niewłaściwym podziałem środków wewnątrz tych działających chyba w najgłębszym ukryciu struktur. Czy też dopiero Piąta Rzeczpospolita będzie się budować pod hasłem kontroli i ulepszania Służb (i spraw) Socjalnych? A na razie, rzecz jasna, złota polska jesień przesuwa nam przed oczami kolejne uciekające z kraju, uczepione końcówek swoich z odwłoka wysnutych nitek, mikroskopijne czerwone pajączki... (A)

  23-10-2006, 08:16:54

· W niedzielę już szósty, bodajże, Dzień Papieski! Jak co roku nie potrafię przejść obojętnie obok tego jakże doniosłego faktu. Obecnie więcej już wiemy o tym miłym gatunku. Osobiście nawet, jak już wspomniałem, mam jedną oswojoną papieskę, która do niedawna naprawdę dobrze się u mnie czuła, o czym zaświadczyła na piśmie, które to pismo przedłożyłem protestującym pod moim blokiem obrońcom praw niesitniejących zwierząt, grubemu panu księdzu z pobliskiej parafii, i przesłałem do odpowiedniej kurii. Z okazji nadchodzącego święta wysprzątałem mojej papiesce jej kącik – zmieniłem piasek w kuwecie, pozbierałem walające się tu i tam dogmaty, wyczyściłem tronik piotrowy, gazety wymieniłem na świeże. Niemniej wszystko to niewiele dało – od jakiegoś czasu siedzi w kącie skulona i smutna. Narzeka na nieustanny ni to szum, ni to szelest, jaki słyszy wokół... Nie wiem, jak jej pomóc. Wiedza na temat skomplikowanej konstrukcji psychicznej papiesek jest wciąż jeszcze obca naszym, w większości zresztą wywodzącym się z Układu, weterynarzom. Początkowo podejrzewałem, że być może w taki specyficzny sposób odbiera “promieniowanie tła”, które nam, a przynajmniej naszym fizykom, może tak wiele powiedzieć o początku Wszechświata... Ale czemu w takim razie to się nasila? Owo szuranie, jak twierdzi, staje się nie do zniesienia, kiedy oglądamy telewizję, zwłaszcza programy publicystyczne lub społeczno-polityczne. Wczoraj wieczorem o mało nie zemdlała, kiedy pan premier albo pan prezydent, na tle tłumu podległych mu badaczy i wielbicieli nampolaków, ogłosił, że znika mu problem bezrobocia. Kiedy potem pan spiker osłaniając koloratkę trzymaną w dłoni kartką powiedział, że zamiast zapowiadanego reportażu o życiu w popegeerowskiej wsi na Lubelszczyźnie, zobaczymy dyskusję ekspertów na temat “Sukcesy IV RP – tak czy tak?”, biedna papieska zawyła ze swego kąta i padła na grzbiet. Myślałem, że zdechła, ale w końcu się ocknęła, tylko narzekała na zupełnie nieznośne natężenie tego szurania. Powtórzyło się to podczas orędzia drugiego z grubasków, kiedy mówił, że bieda nie jest już problemem i jesteśmy na drodze do jutra...
I dopiero wtedy do mnie dotarło, co to za coraz głośniejszy dźwięk, który musi znosić moje biedne zwierzątko – to odgłos zamiatania, na który my w drodze ewolucji zdążyliśmy się już uodpornić. Odgłos zamiatania najważniejszych problemów pod dywan... Serce mi pęka, gdy patrzę, jak się męczy... Znowu odwlekają decyzję o przyspieszonych wyborach... Chyba wyślę ją do wujka Larsa do Szwecji...(A)


  13-10-2006, 09:11:29

· Wszedłem w posiadanie przerażających informacji. Gdybym wiedział jak to zrobić, niniejsze słowa byłyby podświetlone na czerwono. To będzie dla wielu wstrząs, ale twarde moralne zasady, którymi się kieruję, nie pozwalają mi milczeć... Otóż mamy dokumenty, które ponad wszelką wątpliwość dowodzą, że członkowie wszystkich, ale to zupełnie wszystkich, oprócz Profanacji, zespołów działających na szeroko rozumianej polskiej scenie niezależnej, współpracowali z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi!!! Ci starsi (m.in. Dezerter, KSU, P.Porno itd) współpracowali też z tajnymi służbami PRL-u!!! Dotyczy to absolutnie wszystkich (poza Profanacją, że powtórzę dla porządku) - od Apatii, Aliansu, Farben Lehre, po Strachy Na Lachy, Włochatego, Złodziei Rowerów; i całej masy innych, nawet Czcicieli Bobrzej Nory. Rzetelność tych dokumentów nie podlega najmniejszej wątpliwości - wszyscy oni współpracowali, inwigilowali i mącili na zlecenie Oficerów Prowadzących, których stopniami służbowymi i nazwiskami także, rzecz jasna, dysponujemy. Oczywiście dokumenty te są ściśle tajne i nie możemy ich nikomu pokazać, ani ich opublikować. Jasne jest także, że nikt nie ma moralnego prawa kwestionować tych rewelacji. Gdyby ktoś próbował, sam się tym samym przyzna do bycia agentem. I pedofilem. W związku z powyższym wzywamy wszystkie te zespoły do natychmiastowego zaprzestania działalności i samorozwiązania się!!! (możemy się zaopiekować co lepszym sprzętem nagłośnieniowym, no, od biedy możemy też przejąć paru obrotniejszych menadżerów i masy fanów) Pozostanie jedynym istniejącym zespołem na scenie niezależnej będzie dla nas trudne, ale dobro kraju musi stać na pierwszym miejscu!
(kurde, jak ja lubię tę IV RP !!!) (A)

  04-10-2006, 08:34:05

· Serfując w łikęd po telewizorze, i starając się unikać tego, od czego biorą mnie już mdłości (to oczywiście przez UKŁAD, w tym wypadku pokarmowy), natrafiłem na coś, co początkowo wziąłem za „Gwiezdne Wojny, cz.II – Atak Klonów”, ale ponieważ jednak pani Torbicka nieco się różni od Mistrza Yody, zrozumiałem, że muszę kombinować dalej... Okazało się otóż, że wybierali Miss Świata i Okolic, czy coś w tym stylu. Jurorzy mieli trudne zadanie z cyklu: „znajdź różnicę między obrazkami”. Oprawa wizualna (światła, gwiazdy estrady, Torbicka, mongoidalne twarze na widowni) niby profesjonalna, ale te wypowiedzi kandydatek... żenada... Szkoda, że nikt nie zgłosił się do mnie z korupcyjną propozycją podpowiedzenia temu czy innemu Szturmowcowi Imperium tekstu... Nie musiałbym się wysilać, bo najlepsze słowa, jakie w tym momencie można powiedzieć, to kwestia Krowy z mojego ulubionego serialu „Krowa i Kurczak”... Otóż Krowa podczas wyborów Królowej Piękności z cudowną emfazą mówi: „Gdybym wygrała, to byłabym szczęśliwa; mama i tata pewnie też się ucieszą. O!, i nauczyłabym inne krówki jak być piękną, i jak wygrywać konkursy piękności. A wkrótce wszyscy mieliby własne skutery, i mnóstwo majonezu! I powiedziałabym całemu światu, że nieważne jak bardzo jesteś brzydką, ponieważ każdy jest na swój sposób przepiękny! Dobrze mówię...? (szloch na widowni) I zakupiłabym łyżki do butów dla potrzebujących! I ocaliłabym głodujące fretki z Polski! A jako prezydent uwolniłabym Stany Zjednoczone od wszelkich zanieczyszczeń i zbędnych włosów!! Zamierzam spełnić wszystkie swoje obietnice!!! Uwaga!!! Nadchodzę!!!!!! ...” - Piękne, nieprawdaż?
Niestety różnice między bajką a rzeczywistością są oczywiście oczywiste – Krowa ma więcej uroku niż wszystkie te kandydujące na „miss” ekspozycje stomatologiczne razem wzięte, poza tym w rzeczywistym świecie nie spotyka się już Czerwonego Faceta (przeważnie z gołym tyłkiem), a w mojej ukochanej telenoweli jest on podstawową postacią... Za to podstawowe postaci naszej rzeczywistości są pozbawione wyobraźni i poczucia humoru, przez co bez przerwy się o coś obrażają, a ponadto właśnie z tego powodu – jak twierdzę – nie są w stanie zrobić niczego w miarę normalnego, co nie powodowałoby kłótni i eksplozji żółci wśród Polaków... Weźmy takiego Jacka Kurskiego – żadna przyzwoita kreskówka nie odważyłaby się zrobienie z czegoś tak okropnego choćby trzeciorzędnej postaci... Jedynie w tworzeniu absurdów rywalizacja między tymi mediami jest wyrównana... Pozwolę więc sobie zakończyć kolejnym cytatem z wyżej wzmiankowanej bajeczki: „Nie, nie jestem ślepy. Jestem czerwony. Czy to przestępstwo?!” (A)


  02-10-2006, 08:30:47

· "W hotelowym pokoju posłanki Beger skończył się rząd Jarosława Kaczyńskiego. I skończyły się rządy PiS.
By przeszła do partii Kaczyńskiego i przeciągnęła do PiS innych posłów Samoobrony, Begerową przekupywano stanowiskiem dla niej, pracą dla rodziny, miejscem na liście wyborczej, pieniędzmi, które miałby wyasygnować Sejm RP, by uciekinierów z Samoobrony chronić przed wekslami Leppera.
Tę ciemną operację, jakby żywcem wziętą ze świata gangsterów, przeprowadza minister Jarosława Kaczyńskiego, jego najbliższy współpracownik. Podszedł go podstępnie jego były koalicjant. Trafił swój na swego.
Nagranie pokazane w TVN daje niesłychany obraz korupcji politycznej. W jednej chwili moralistyczne frazesy braci Kaczyńskich o naprawie państwa pękły jak bańka mydlana. PiS dał pokaz obrzydliwego cynizmu, od którego Polska oniemiała.
Jarosław Kaczyński stracił jakikolwiek tytuł do rządzenia. Powinien natychmiast podać się do dymisji i zabrać ze sobą na śmietnik historii tę całą halastrę, z którą budował układ polityczny, by utrzymać się u władzy za wszelką cenę."
Tak pisze dzisiaj, całkiem zgrabnie zresztą, Gazeta Wyborcza.
Śledząc polityczne komentarze na temat tej sytuacji oraz orędzia Premiera, przypomina mi się zamierzchła historia, kiedy to mój kolega będąc już dużym chłopcem, wybaczcie, nazwę to po imieniu, zesrał się w gacie. Koledzy i koleżanki z klasy stanęli dookoła niego i wytykali go palcami, a on chyłkiem umykał. Sądzę, że gdyby stało się to dzisiaj, pewno stanąłby na środku, wypiął pierś i potrząsając prawicą powiedział: To był spisek!!!(S)

  27-09-2006, 22:26:34

· Lato ma się ku końcowi, ale zapowiada się złota polska jesień, pajączki na nitkach babiego lata pofruną na zachód, listowie kolorów złotawych nabierze... Rodacy trochę i tak ponarzekają, ale kampania przed wyborami samorządowymi zapewni społeczeństwu miłą rozrywkę. Chociaż z drugiej strony, biorąc pod uwagę poziom kretynizmu najchętniej oglądanych programów telewizyjnych, nawet ta polityczna tandeta osiąga już rangę “kultury wysokiej”, dostępnej tylko dla elit intelektualnych – bo, jak sądzę, ktoś oglądający programy typu “Chcę być piękna” czy “Taniec z gwiazdami”, nie jest w stanie wypowiedzieć, zapamiętać, a tym bardziej zrozumieć słowa tak skomplikowanego jak “samorządowe”. Niemniej politycy się nie zrażają i piszą (albo zlecają to “wykształciuchom”) swoje programy, manifesty i odezwy... Podejrzewam, że im polityk ważniejszy, tym ważniejsze i bardziej dalekosiężne ma plany... Do mnie wczoraj zadzwoniło pomyłkowo z Kancelarii Prezydenta, myśląc, że nazywam się Wiesław Górnicki (może mamy podobne numery, albo coś...) i pytało:
- Panie pułkowniku, a jak będzie lepiej brzmiało: “rozwiązanie parlamentu jest, drodzy rodacy, jedynym w zaistniałej sytuacji rozwiązaniem dającym Polsce szansę na stabilny rozwój”, czy: “podejmując tę najtrudniejszą w moim życiu decyzję, kieruję się wyłącznie dobrem Polski. Kolejne wybory pokazały, że system parlamentarny nie zdaje egzaminu”?...
Starając się zmienić głos (tak na wszelki wypadek), powiedziałem:
- Obie wersje są dobre, towarzysze, ale możecie jeszcze dorzucić coś o zaplutych karłach demokracji!
Po czym odłożyłem słuchawkę i zabrałem sie za uspokajanie mojej oswojonej papieski, która, jak wiadomo, ma bardzo czuły słuch i jest wrażliwa, więc przerażona kuliła się w kącie pokoju. Jutro zabiorę ją na spacer do lasu, o ile nie okaże się, że nasza lokalna komórka Zbrojnych Sił PiS-u przeprowadza akurat skomplikowane terenowe symulacyjne ćwiczenia w atakowaniu zgromadzenia komunistów i ekologów zagrzewających okrzykami rozjuszony tłum Talibów usiłujących spalić kukłę Benedykta... Tego moja papieska na pewno by nie zniosła. Za niecały miesiąc będzie kolejny Dzień Papieski, chyba z tej okazji kupię jej stopery do uszu i jakąś książeczkę z uspokajającymi obrazkami... (A)

  21-09-2006, 13:18:17

· Cześć wszystkim! Jestem Watz! Od dziś będę pisał do Was na stronie Profanacji. O wszystkim.
No więc posłuchajcie. Wczoraj mój młodszy brat kupował w sklepiku szkolnym soczek za 1,50 i trzy gumy po 20 groszy. Sprzedawał jakiś głąb, co się zastanawiał czy to będzie 2,10 czy 3,10. Mój brat go nabrał, powiedział, że to 3,10, zapłacił i odszedł. Trzeba reagować szybko i mieć plan.
Ja ich nabiorę jak u Woody Allena na pistolet z mydła. Ale nie będę taki głupi, żeby wyjść z nim na deszcz. W bankach nie lubią strzelanimy, wolą oddać kasę i gonić. Po krwawych jatkach ludziska opowiadają:
- Tu leżał ochroniasz, krew z roztrzaskanej głowy trysnęła na ścianę i ułóżyła się w obraz dłoni św. Mateusza...
- A tu leżała młoda kasjerka w ciąży... Jej nienarodzone dziecko wciąż wołało: Mamo! Mamo!
Do takiego banku ludzie potem nie przynoszą pieniędzy. Ja ich postraszę, oni oddadzą mi kasę i zacznie się gonitwa. Zapakuję dużą bańkę na plecy i zwiewam... Ale nie powiem Wam gdzie, taki głupi to ja nie jestem...
Pozdrawiam Wszystkich. Wasz Watz. Za kilka dni napiszę jak mi poszło.(W)

  09-09-2006, 10:52:56

· Za mało w nas rzeczy wzniosłych, duchowych i mistycznych, które przecież silniej mówić powinny niż mędrca szkiełko i oko! (to z jakiegoś wieszcza, nie przeczę, ale to z głębi serca, nie z chęci taniego plagiatowania tego czy innego z naszych wielkich narodowych syfilityków... - „miej stetoskop, patrzaj w serce!”, by być ścisłym w cytatach...) Bo gdy patrzę na to wszystko dookoła, tę przyziemność i marność, tych Eltonów Johnów całujących w Sopocie Lechów Wałęsów i apelujących o prawa gejów, tych Kwaśniewskich i Michników urażających uczucia Drobiu nad grobem zdrajcy (a to – przyznacie - głębiej niż przyziemne...), wtedy odczuwam potrzebę monumentalizmu i wiary w słowa pisane z dużych liter... Więc po raz kolejny sięgam do Księgi w czarnej okładce w poszukiwaniu pocieszenia... Nowy Testament pomijam, bo jego główny bohater mówił za dużo o wybaczaniu i miłości, a nie o to przecież chodzi, jak zapewnia ksiądz Isakowicz-Zalewski i Młodzież Wszechpolska; a także inni – w końcu w modzie jest „oko za oko” i Dziesięć Przykazań, a nie Kazanie Na Górze, więc to Mojżesz, nie Jezus, uważany być powinien za patrona polskiego chrześcijaństwa... Więc mam przed oczami Testament Stary – oczywiście znany na pamięć przez 95% społeczeństwa – i zaczynam się uspokajać i uwznioślać... Jest tu o tym, że mężczyzna nie będzie współżył z mężczyzną jak z kobietą, bo jest to obrzydliwością w oczach Pana, O.K., jesteśmy w domu. I tego nam trzeba! A jeśli nawet w swej słabości zgrzeszymy, jest prosty przepis, by to odkupić: ofiara z młodego cielca! A oto garść szczegółów dokładnie za Pismem Świętym: „ ... (namaszczony kapłan) położy swoją rękę na głowie cielca i zarżnie go przed Panem. Namaszczony kapłan weźmie nieco z krwi tego cielca i wniesie do Namiotu Zgromadzenia. Potem kapłan zanurzy swój palec we krwi i pokropi tą krwią siedem razy przed Panem przednią stronę zasłony świątyni. Następnie kapłan rozmaże nieco z tej krwi po rogach ołtarza kadzenia stojącego przed Panem w Namiocie Zgromadzenia, resztę zaś krwi cielca wyleje u podstawy ołtarza całopaleń, który jest u wejścia do Namiotu Zgromadzenia. Wszystek tłuszcz cielca ofiarowanego za grzech zdejmie z niego, to znaczy tłuszcz pokrywający wnętrzności i wszystek tłuszcz, który jest przy wnętrznościach, obie nerki wraz z tłuszczem, który jest na nich i który jest na polędwicach, a otrzewną na wątrobie zdejmie wraz z nerkami, tak jak się zdejmuje z wołu składanego na ofiarę pojednania, i spali je kapłan na ołtarzu całopaleń, skórę zaś cielca i całe jego mięso wraz z głową i nogami, jego wnętrzności i nieczystości, w ogóle całego cielca wyniesie się poza obóz na miejsce czyste, na wysypisko popiołu i spali go na drwach w ogniu; na wysypisku popiołu będzie spalony.” (III Mojż, 4, 4 – 12). Może to wydawać się trudne technicznie do wykonania, ale w końcu – Bóg tak chciał. Jeśli zaś jakiś niewierny pojawi się przy Tobie w czasie, gdy ciągnął w pocie czoła będziesz ulicą młodego cielca w celu przebłagania za grzechy, i nazwie Cię ów niewierny pierd...nym durniem, a na Twe biblijne wyjaśnienia wybuchnie śmiechem i powie, że te konkretne słowa, jak i cała reszta, to bełkot pisany przez ludzi, którzy dopiero co przestali być jaskiniowcami i w dodatku od zawsze byli narażeni na palące głowy promienie słońca, to bądź pewien, iż to jakiś komunista z układu. Nie przejmuj się tym, bo najważniejsze to zaznać wzniosłości i czegoś na kształt uczucia, jakie musiał odczuwać Mojżesz czy inny prorok stojący na jakiejkolwiek górze, po rozmowie z samym Stwórcą, owiewany wiatrem dziejów i mrużący oczy, by nawiewane drobinki piasku nie spowodowały swędzenia w nosie i pod powiekami... Bo przecież za mało w nas rzeczy wzniosłych, duchowych i mistycznych... (A)

  06-09-2006, 08:18:45

· W związku z tym, że ostatnio rośnie liczba zupełnie poważnych oskarżeń o urażanie, szarganie, obrażanie i zniesławianie, należy wzmóc ostrożność i samokontrolę, żeby przypadkiem komuś nie wymsknęło się coś w stylu "rada kaczka, gdy się śmieli, kiedy mogła udać człeka...", czy - nie daj Janie Pawle! - coś mniej literackiego. Obrażają się katolicy za urażanie katolickości, Prezydent za zniesławianie drobiu, Jacek Kurski zieje świętym oburzeniem na do pięt mu niedorastającego pisarzynę Grassa (zauważyliście? już w nazwisku ma "ss"!), że ma czelność być lubiany i przez niektórych honorowany. Słono zapłaci bezdomny z Dworca Centralnego (o ile uda się ustalić jego adres w celu wysłania mu wezwania) i rysownik z "Przekroju" za pomysł wtykania biało-czerwonych chorągiewek w psie kupy na swoim osiedlu (gdyby mieszkał na wsi, mógłby popełnić jeszcze gorsze przestępstwo profanując odchody kacze i kurskie - wtedy to już czapa jak nic!). Tak więc reasumując: zważajcie na słowa. Ja na ten przykład już od dawna milczę jak grób na tematy drażliwe, i po tym informacyjno-porządkowym wstępie przechodzę do meritum niniejszej "aktualności":

Pogoda piękna za oknami zapanowała, nieprawdaż? Niby trochę pada i czasami chłodek niewielki zapanuje, ale po fali upałów to - każdy chyba przyzna - miła i orzeźwiająca odmiana. (A)

  24-08-2006, 10:18:45

· Okres wakacyjny obfituje w klęski, jak na przykład brak deszczu, opady deszczu, albo dyskwalifikacja Roberta Kubicy. Jednak ludzie tak czy owak uparcie wypoczywają. Prezydent Niektórych Polaków pojechał na wczasy do Juraty, w towarzystwie najbliższej rodziny: żony, dzieci, wnuczki i premiera; nie wiadomo, czy ten ostatni wziął ze sobą kota (pewnie zależało to od tego, czy Prezydent wziął ze sobą słynnego Irasiada). Sam premier na pewno zasłużył na odpoczynek po gwałtownym przejęciu rządów, tłumaczonym potrzebą gwałtownego przyspieszenia prac Gabinetu – marionetkowy poprzednik za dużo czasu poświęcał rekreacji, za mało Rzeczypospolitej Czwartej (z prawej). Natomiast dla przykładu pan minister Maciarewicz już wcześniej był na wakacjach, więc teraz może zająć się likwidacją wsi, choć pewnie wolałby mieć więcej wspólnego z nabierającą coraz większego rozmachu ilustracją. A sama ilustracja (która już osiąga rozmiary co najmniej Panoramy Racławickiej) ostatnio zabłysnęła hasłem „delegat” - ksiądz prałat (czy jakoś tak) Jankowski ogłosił, że za dwa tygodnie ujawni, że to on był delegatem (czy jakoś tak)... Tego wszystkiego dowiedziałem się, pospiesznie przeglądając serwisy medialne po powrocie z wakacji w Republice Czeskiej, kraju zamieszkałym w większości przez zapewne bardzo głupich ludzi – wszystkie nasze autorytety moralne twierdzą bowiem, iż wiara w Boga jest koniecznym warunkiem ludzkiej egzystencji (słyszałem nawet, że to ona odróżnia człowieka od zwierzęcia), a tymczasem grubo ponad połowa Czechów to zadeklarowani ateiści, co jakoś w niczym nie przeszkadza im w wyglądaniu na życzliwych, spokojnych, wesołych i dość szczęśliwych ludzi... Oczywiście będą się za to smażyć w piekle. Na Bliskim Wschodzie, gdzie religia odgrywa bardzo dużą rolę, Izrael kontynuuje antyterrorystyczną akcję (wychodząc ze sprytnego założenia, że zabijając wszystkich Libańczyków, zlikwiduje także terrorystów), a Hezbollah co i raz stara się choć trochę odpłacić pięknym za nadobne. Poza tym wszyscy prawdziwi chrześcijanie cieszą się, że być może Fidel Castro jest śmiertelnie chory i nie mogą się doczekać, kiedy umrze. USA, kraj oparty na solidnych religijnych wartościach, oficjalnie przyznaje, że CIA w ubiegłych dziesięcioleciach podejmowało przynajmniej kilkadziesiąt nieudanych prób podstępnego zamordowania tego typa, więc fakt, iż siedemdziesięcioletni staruszek w końcu zachorował, jest oczywistym cudem potwierdzającym, że Bóg jest po tej samej stronie co zawsze. I za to między innymi Go nie lubię, ale proszę tego nie rozgłaszać, bo nie chciałbym być w tym tygodniu rażony gromem z jasnego nieba (niedługo mam urodziny – nota bene to także dzień urodzin Fidela; znak? - i chciałbym jeszcze zdążyć odpakować ew. prezenty). Potem albo się nawrócę, albo wyemigruję do południowych sąsiadów, więc albo zostanie mi odpuszczone, albo znajdę się poza Jego zasięgiem... Czego i Wam życzę:) (A)


  07-08-2006, 08:13:07

· Wdepnąwszy w kacze gówno, pędząc rankiem do roboty, odwróciłem się co pozwoliło mi zobaczyć dawno nie widzianego przyjaciela. Był tego dnia trzeżwy, co jednak nie oznaczało, że przestał pić. Najzwyczjniej był bez kasy. Po zdawkowej wymianie zdań zapytałem go co dzisiaj robi. Długo patrzył mi w oczy nic nie mówiąc.
........................................................................................................................................................................................................
W końcu odezwał się:
- Aaaa, pójdę do domu się położyć...

Jak ja zazdroszczę ludziom wolnym... Zwłaszcza w te upały... Jeszcze parę dni, a chyba zwariuję... (S)

  25-07-2006, 23:13:47

· Brat Prezydenta Niektórych Polaków, właściciel kota, mieszkający z matką bez ślubu, jak twierdzą niektórzy Niemcy (ale to kłamstwo, niektórzy Polacy chcą ich zamknąć za te oszczerstwa), wygłosił piękne ekspoze, jak to mówią, w dodatku z głowy. Będzie dobrze, jak się okazało. Będzie „coś w rodzaju autostrad”, i to dobrze być Polakiem (wierzę na słowo, choć wolałbym nie próbować). Ulubiona przez większość wyżej wzmiankowanej hołoty kukiełka Marcinkiewicz, z ludzką twarzą, która kilka miesięcy wcześniej mówiła równie piękne ekspoze, została odstawiona do ratusza w Warszawie, ale już niedługo jej sznurki znów będą pociągane, chyba że się odgryzie, bo jak sama stwierdziła za wieszczem: „dziwny jest ten świat”... Jeśli zaś o wyżej wzmiankowany świat chodzi, to dzieje się jak zwykle, to znaczy USA blokują przyjęcie kolejnych rezolucji ONZ, na przykład tych potępiających Izraelską masakrę cywilów w Libanie, bo każdy ma prawo bronić się przed terrorystami; Izrael odpowiada przecież tylko pięknym za nadobne... aż dziw, że większość krajów świata ewakuuje swoich obywateli jedynie z Libanu (w słynnym altruistycznym geście typu: „no sory, jesteście mili, ale radźcie sobie sami, my spadamy”)... Oczywiście charytatywne mordowanie przypadkowo dobranych arabskich mężczyzn, kobiet i dzieci, za pomocą najnowocześniejszego sprzętu wojskowego made in USA, w myśl zmodyfikowanej biblijnej zasady, która teraz najwidoczniej brzmi: „sto oczu i kilkadziesiąt innych części ciała za oko”, to sprytne likwidowanie terroryzmu w zarodku. To realizacja oficjalnie przyjętej polityki wprowadzania Dobra, którą popiera największy Brat naszych Braci, żandarm zza oceanu. Tu współczuję Braciom K. i całej ich bandzie – nie dziwne, że jak ognia unikają wypowiadania się na temat polityki międzynarodowej, bo jak pogodzić miłość do dwóch niepodważalnych autorytetów moralnych, Waszyngtonu i Watykanu, skoro ten pierwszy zdecydowanie popiera, a drugi zdecydowanie potępia działania Izraela? Tak czy inaczej ja osobiście na jakieś dwa tygodnie oddaję ziemię, tę ziemię, w Wasze ręce (o ile nie wybraliście jeszcze przebywania wśród Anglików, choć są tacy pompatyczni, czy jakichś innych mniej od naszej głupich nacji) i jadę „naładować akumulatory” do jeszcze w miarę normalnego kraju zaczynającego się na szczęście już kilkanaście kilometrów na południe od ponurej dziury, w której przyszło mi mieszkać... A na pocieszenie pozwolę sobie przypomnieć nasz opozycyjny hymn, pochodzący z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych, który już jakieś kilka centymetrów poniżej uczyniłem mottem jednego z moich poprzednich wPiSów, ku przestrodze:
„Kaczuszko, wiesz, maki są czerwone, ach! czerwone
A ty masz krótkie nóżki, jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko, wiesz, maki są czerwone tak jak róże
Kaczuszki są nieduże, i tak już w życiu jest!”
... co w wolnym tłumaczeniu na kastylijski brzmi: „No Pasaran, mother kwakers!”
Wiadomość z ostatniej chwili: Sejm RP ogłosił, że dziś rano, o godz. 7:30, z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości, w kaplicy sejmowej odbędzie się msza święta w intencji deszczu. Tak więc władza od razu bierze się za najpilniejsze sprawy i sygnalizuje metody przyszłych działań... (A)


  20-07-2006, 08:43:23

· Od długiego już czasu obserwuję u siebie dar przewidywania. Z chwilą zmiany lokatora Pałacu Prezydenckiego mówiłem wszystkim: Będzie wesoło! Sprawdziło się i teraz mamy jaja jak ziemniaki...
Aktualnie przewiduję następujący scenariusz: KULT JEDNOSTEK. Z kin wycofają "Atak klonów", "O dwóch takich" nawet nie wspominam... Nie będziemy kraść i kłamać, będziemy tylko łamać przykazania... Giertych i Lepper dosiądą się do stolika do brydża i zagrają o IV Rzeczypospolitą...
Ukoronowaniem kultu jednostek będzie MAUZOLEUM.
Oczyma wyobraźni widzę duży budynek bez drzwi. W oddali drugi, do którego wchodzimy i zjeżdżamy windą do tunelu. Wysiadamy i idziemy ciemnym korytarzem cały czas pod górę. Na końcu światło. Ten tunel prowadzi do budynku pierwszego. To symbol walki z komunizmem. Musimy go przejść...
Mauzoleum będzie darem całego narodu. Podziękowaniem za IV Rzeczypospolitą...
Niektórzy to nawet już podziękowali. Jest ich prawie 2 miliony. Najczęściej przebywają w Londynie...
(S)

  09-07-2006, 09:30:46

· W piątek pokłóciłem się z żoną. A wszystko przez Marcinkiewicza.
Ona:
-Taki przyjemny, ciepły wieczór, może wpadniemy do znajomych na grila?
Wkurzyłem się nie na żarty.
-Co? I ty w ten dzień chcesz smażyć kiełbasę, pić piwo, śmiać się i żartować? To ty nie wiesz, że premier właśnie podał się do dymisji?!
(S)

  09-07-2006, 08:32:06

· AMERICAN DREAM
Lato, kurde bele, wystękane przez babsztyle chcące wreszcie móc pokazać pępki i paluchy, i przez ich samców marzących o rozwalaniu się w plastikowych krzesłach w ogródkach piwnych, (najlepiej na rynku na festynie, w krótkich spodniach eksponujących włochate łydki); lato marzeń nadeszło jak cholera. Pięknie jest, kurna, pięknie. Pojawiły się tropikalne upały i pierwsze trąby powietrzne, niejako jako przypieczętowanie sojuszu z Wielkim Bratem Zza Oceanu – w końcu skoro już importujemy cud techniki sprzed kilkudziesięciu lat o nazwie F-16, to w offsecie możemy wziąć i to, żeby i jakaś nasza Dorotka mogła dać się ponieść, uciec przed groźną Czarownicą Ze Wschodu i bez wizy w końcu wylądować w Kansas... Globalne ocieplenie i nadciągające klęski klimatyczne także podkreślają naszą transoceaniczną przyjaźń z Wujkiem Samem... Zgubę naszej planecie przynieść bowiem mogą skutki rosnącej emisji do atmosfery szkodliwych gazów, jak też skutki niepohamowanego wzrostu ilości zamieszkujących Ziemię ludzi (przy utrzymaniu obecnej tendencji populacja planety będzie się podwajać co 40 lat, pociągając za sobą lawinowy wzrost zapotrzebowanie na energię, a więc jeszcze większą emisję spalin, jeszcze większą eksplorację resztek złóż naturalnych, jeszcze większe zachwianie naturalnej równowagi... itd.). „I jaka na to rada?” - głowią się specjaliści różnych nacji... A przecież my już wiemy! USA od lat skutecznie blokują przyjęcie układu z Kioto o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych, a nasi rządzący giganci intelektualni (wspierani przez jeszcze większych mędrców w sukienkach i śmiesznych czapeczkach, sterowanych z rzymskiego kuriozum turystycznego o nazwie „Watykan”) gromko wzywają wszystkich do niepohamowanej prokreacji. Niemniej jest zbyt pięknie, by się przejmować takimi drobiazgami. Jest upał, są festyny, są nowe promocje na kolorowe urządzonka z wieloma funkcjami, a w TV Tańce z Gwiazdami, Kontrowersyjne Dokumenty, Programy o Babach, Które Chcą Być Piękne, i masa innych nowości dla kompletnych imbecyli, które zdobywają lepsze noty niż poprzednie, dla kretynów. Pogrążonemu w błogiej głupawce społeczeństwu da się wmówić wszystko, łącznie z tym, że administracja USA kocha pokój, pragnie wprowadzać demokrację i nie ma na sumieniu żadnych faszystowskich zbrodni - tacy to ci nasi przyjaciele. Humanizm z roku na rok z coraz głośniejszym plaśnięciem bierze w pysk od tępego konsumpcjonizmu, który latem ubiera sandały, krótkie spodenki, kolorową koszulkę i idzie rwać kolejne laski na amerykański luz... „Wiesz, kurna, i normalnie siedziałem w takiej jakiejś... jak to się nazywa... bibliotece, i przed sobą miałem książkę, grubą, chyba ze czterdzieści stron... – opowiada stojący za mną w kolejce przed kasą nowoczesny młodzian w spodenkach nowoczesnej laseczce z pępkiem. - No i wiesz, musiałem to cholerstwo koniecznie przeczytać..” „Jaaa! - przejęła się laseczka. - Ale jazda!” Kupowałem pęczek rzodkiewek. Kątem oka zobaczyłem, że do sklepiku weszło całe stado rozpromienionego zdrowego społeczeństwa... „- no i w końcu, jak przeczytałem parę tych, jak to się nazywa... stron, wreszcie się obudziłem normalnie z tego kurna koszmaru!” - młodzian optymistycznie zakończył opowieść. Kiedy ekspedientka wręczyła mi rzodkiewki, zauważyłem zamaskowaną postać, która przy ścianie wycofywała się do wyjścia, rozciągając lont. Nagle ów tajemniczy ktoś zaczął nerwowo przeszukiwać kieszenie... „I jeszcze zapałki proszę” - poprosiłem sklepową, zanim wydała resztę... Musimy sobie pomagać. (A)



  04-07-2006, 08:12:08

· 14.06.2036
Gdzieś na Ziemiach Odzyskanych. 30-ta rocznica bitwy w Dortmundzie. Mała kuchnia w czteropiętrowym bloku, za oknem, na podwórku jest śmietnik, na którym Paryż kona...
Mniej więcej pięcioletni chłopiec, na krześle, brudne od gry w piłkę nogi nie dotykają podłogi.
Po drugiej stronie stołu stary mężczyzna, żółte od fajek palce, podkoszulka bez ramiączek.
Rozpoczyna się rozmowa:
-Dziadku, opowiedz mi jak to wtedy było ...
Głęboki oddech.
-A było to tak. Nasza drużyna, w boju zaprawiona, byle kogo się nie bali. Twarde chłopaki, obroną kierował Jacek Bąk w randze kapitana. Wtedy Niemcy na nich ruszyli (było ich chyba ze siedemnastu), wszyscy z nożami w zębach. Drużyna zaległa w okopach i co rusz do kontrataku, na bagnety. Najodważniejszy był starszy szeregowy Jeleń. Niewiele zabrakło, a sam by ich pokonał. Na samym przodzie niemieckiej falangi dwóch folksdeutchów, jeden z Gliwic, a drugi z Opola. Piekielnie dobrze wyszkoleni żołnierze... Na szczęście tyły zabezpieczał sierżant Baszczyński. Pierwsza połowa jak pod Verdun, na wyniszczenie. Druga jeszcze straszniejsza... Wtedy to, a była 75-ta minuta, plutonowy Sobolewski poległ śmiercią żołnierza. Niemcy szaleli... Nasz sztab nie próżnował (generał Listkiewicz ma za to dziś pomnik), podpułkownik Janas zmieniał czołgających się pod huraganowym ostrzałem... Tak bardzo chciałem wtedy im pomóc, wziąć w dłoń saperkę i ... Niemca. Jednak byłem wtedy uwięziony w obozie jenieckim, moja walka wcześniej się skończyła. Artyleria nie milkła, aż w końcu pocisk V-2 nadleciał i trafił w naszą bramkę... Przed telewizorami, w domach polskich i tureckich (tego dnia zawarliśmy sojusz) smutek i żal...
Stary mężczyzna zgina się w pół, jakby pod ciężarem, głowa opada mu na stół. Chłopiec wstaje, podchodzi i łapie go za rękę. Potrąca przy tym pustą butelkę, która roztrzaskuje się o ziemię.
CHWAŁA POLEGŁYM!

  20-06-2006, 18:36:55

· Istnieje pewna grupa ludzi, którzy uzależnieni są od czerpania przyjemności z bycia katowanym (we własnym mniemaniu) przez innych i z katowania tychże innych niejako w rewanżu. Uzależnienie to to katoholizm. Ktoholik jest delikatny i przeczulony na swoim punkcie bardziej od najbardziej zniewieściałych gejów, istniejących głównie w wyobraźni homofobów. Trzeba uważać, by krzywo nie spojrzeć, lub nie powiedzieć czegoś nie po jego myśli, bo to może potwornie urazić jego uczucia. Ostatnio katoholikom weszła w paradę pani Senyszyn, i lada dzień można się spodziewać ustawy zezwalającej na publiczne poćwiartowanie pani poseł-profesor. Więc jeśli przechodzisz obok otwartych drzwi kościoła i przez nieuwagę zapomniałeś paść krzyżem i odmówić różańca, a stojąca obok starsza pani najpierw krzyczy, potem mdleje, a już w następnej chwili dzwoni po policję, możesz być pewny, że właśnie uraziłeś uczucia katoholiczki. To nie żarty. Trzeba ważyć słowa i gesty, bo każdy, nawet sąsiad emeryt, który co rano za pomocą tylnej części trzmanego na smyczy pieska użyźnia oblicze ziemi, tej ziemi, może być dotknięty tą przypadłością. Na pocieszenie dodam, że w krajach rozwiniętych rzadziej się to spotyka, poza tym tam to się leczy. Logika dziejów wskazuje, że kiedyś i my się rozwiniemy, więc nie lękajcie się! (A).

  13-06-2006, 08:18:00

· „Nie chcemy zmarnować ani minuty zwłoki!” - powiedział pan Premier na zlocie PiS. Inni panowie, by nie tracić zwłok, obszczekali gorliwie Układ i Platformę, która oczywiście jest wszystkiemu winna (zastępując w tym dyżurnych Żydów, cyklistów i komunistów, co w sumie miło z jej strony, przynajmniej z mojego punktu widzenia:). Żonaty Brat oddał legitymację, zaznaczając, że to tak na niby, a ten drugi, jedyny w kraju człowiek któremu sfałszowano teczkę, powiedział wiernym: „Nie lękajcie się!”, chcąc się zapewne upodobnić do pewnego martwego już pana, który też tak kiedyś powiedział (bezskutecznie – tamten na przykład nie bał się publicznie pokazywać w sukience). A Marsz Równości za tydzień ma znowu ruszyć. Z przeciwnej strony, dosłownie i w przenośni, wyruszy Marsz Kultury i Tradycji (czy jakoś tak), który zaprezentuje tradycyjne wartości polskiej kultury, czyli ogolonych na łyso kretynów w glanach, wykrzykujących chamskie rymowanki i rwących się do walenia pałką, pięścią, łańcuchem, kamieniem. Może policja ich powstrzyma. Jeśli nie, pokojowo nastawieni ludzie płci obojga, chcący żyć tak jak ludzie w całym cywilizowanym świecie, w atmosferze poszanowania prawa do wyznawania każdego nie łamiącego prawa poglądu, mogą liczyć na rozbite głowy i siniaki, w najlżejszym wypadku. Polska kultura i tradycja to nie żarty. Piana już wylewa się z ust fanów i klonów pana Wierzejskiego, a hasło „Nie lękajcie się” do nich właśnie zdaje się być adresowane. Niemniej w najbliższym czasie wszystkie te sprawy, nawet problem ilustracji Kościoła, zbledną w związku z Mistrzostwami Świata. „Polskaaaa! Biało-czerwoni!!!” zagości w gardłach, eterze i umysłach, przynajmniej na te kilka dni nadziei, która – jak wiadomo – jest matką wynalazków, czego i Wam życzę! (A)

  05-06-2006, 08:26:51

· Pan prezydent założył okulary i czytając z kartki, łamaną polszczyzną podziękował panu papieżowi za wizytę, pan papież założył okulary i czytając z kartki, łamaną polszczyzną, podziękował panu prezydentowi za gościnność; pozdrowił wszystkich Polaków, czule (choć zabrzmiało to nieco inaczej). Mamy trwać w wierze. Wcześniej był cud - Bóg dał świadectwo swej obecności powodując, że (dziw nad dziwy!) deszcz przestał padać i pokazał się kawałek tęczy, w kolorach jednoznacznie popierających parady równości. Wcześniej zabił kilka tysięcy ludzi za pomocą trzęsienia ziemi w Azji, bo niezbadane są wyroki. Pewnie jeszcze kilka innych interesujących rzeczy działo się na świecie, jednak z powodu blokady informacji, niewiele nam o tym wiadomo. Trwajcie! (A)

  29-05-2006, 08:38:35

· Już za kilka dni do Polski z Włoch przyjeżdża Niemiec w śmiesznej czapeczce. Oczywiście w związku z tym zamyka się ruch uliczny w wielu miastach, wprowadza ograniczenia w handlu alkoholem, mobilizuje siły policyjne i przeprowadza rewizje w mieszkaniach wzdłuż trasy przejazdu pana Ratzingera. Od NATO wynajęto nawet specjalny samolot z systemem wczesnego ostrzegania. Powinno wystarczyć pieniędzy z budżetu, nawet po odjęciu tych, które pójdą na Świątynie Opatrzności Bożej, na nowe ministerstwa, na odbudowę spalonego kościoła w Gdańsku i na 130%-owe podwyżki dla lekarzy (których obojętność rządu na ich głodowe pensje zmusi być może w przyszłym tygodniu do odcinania w ramach akcji protestacyjnej nóg co trzeciemu pacjentowi). W górę serca! Niestety nasze miasto, Wodzisław Śląski, zostało niesprawiedliwie pominięte przy planowaniu trasy pielgrzymki. W związku z tym zapraszamy wszystkich chętnych w sobotę wieczorem, po obejrzeniu bezpośredniej transmisji z uroczystości (obowiązkowym), do klubu "Amber" na tyłach MOK-u, gdzie w zadumie, przy dźwiękach odpowiedniej do sytuacji muzyki, wspólnie z kolegami z Kędzierzyna Koźla (które to miasto także pominięto przy planowaniu pielgrzymki), z zespołu o jakże wymownej nazwie ADWENT, zastanowimy się nad naukami tego i poprzedniego pontyfikatu, cokolwiek by to słowo nie znaczyło. Przybądźcie. (A)

  23-05-2006, 08:45:00

· Nakryli nas, kurde. Rozgryźli. Rozdziobali, rzekłbym nawet... I żeby to chociaż kruki i wrony, byłoby literacko, a tak... Tak, Wierzejski śmiało odkrył i ogłosił prawdę: każdy, kto nie jest katolicko-narodowym prostakiem jest gejem, pedofilem, handlarzem narkotyków i lewackim ekstremistą. Mamy taką mafię, pewnie. Należy nas zwalczyć. Należy także zabronić rozpowszechniania książki i filmu o kocie Leonarda. Trzeba za to wprowadzić przymus czytania książki wyjaśniającej, że w tym filmie to same kłamstwa. Aż dziw bierze, że Watykan jeszcze nie ogłosił, iż to nieprawda, że w średniowieczu pewien ślepy mnich truł w pewnym klasztorze innych mnichów, co opisał Eco w "Imieniu Róży". I trzeba bronić czci Bolka i Lolka, to - jak się okazuje - też sprawa Honoru Narodowego. Ze swej strony apelowałbym, by w końcu jasno określić, jak to było z tą Myszką Miki znaną też jako Mickey Mouse - była mężczyzną, czy kobietą? A może...
Reasumując - żałość, niedowierzanie,pusty śmiech i czarna rozpacz. Tylko to przychodzi mi do głowy, gdy widzę twarze i słyszę słowa durni, którzy doszli w tym kraju do władzy. (A)

  17-05-2006, 08:21:23

· Nareszcie wiosna, koalicja i jasna perspektywa na przyszłość! Koalicja w jasnej perspektywie zaowocuje tanim i prawym państwem; i sprawiedliwym („ - No to co, panie Andrzejku, bierze pan tego wicepremierka? - Nie, panie Jareczku, wolę być zwykłym wiceministrem... - Co? A, tak... no to cóż, to zgłosi się pan... - Nie! No co ty, żartowałem! Jasne że biorę wicepremierka! A, przy okazji, mam jeszcze paru kumpli. Zróbcie mi tu dla nich jakieś nowe ministerstwa. - Dobra. Umowa stoi. Ale będziecie popierali lansowanie taniego państwa?” itd.), a wiosna zaowocuje kwieciem, grillami i paluchami z nóg i pępkami wystawianymi na widok publiczny, co – za wyjątkiem kwiecia – powinno być obrzydliwością w oczach Pana (ale niestety nie znalazłem w Piśmie potwierdzenia tej teorii, jedynie jakieś mądrości typu: „I zarżniesz tego barana, i weźmiesz nieco z jego krwi, i pomażesz nią małżowinę prawego ucha Aarona i małżowiny prawych uszu jego synów, i kciuki ich prawych rąk, i wielkie palce ich prawych nóg, a resztą krwi pokropisz ołtarz dookoła” [II Mojż. 29, 20] ). Prezydent Niektórych Polaków wręczył medale Drobiu Białego niektórym Polakom zaznaczając przy tym, że wprawdzie jego poprzednicy także te medale wręczali, ale tylko niektórzy z tych poprzednio obdarowanych na to ptactwo zasługiwali - reszta to byli komuniści i esbecy. Podczas gdy B-16 Ratzinger już grzeje silniki, Episkodiaskop Polski uchwalił na Łysej Górze, iż powoła specjalną komisję d/s programu Radyja Trwam, a poza tym pochwalił działalność w/w na gruncie ewangelizacji, bo każdemu świeczka bądź ogarek się należy. Wszystkie telewizje pokazywały na żywo, że siedziba Trwam trwa i ich nie wpuszcza, a TV Trwam pokazywała na żywo wozy transmisyjne wszystkich innych, czyli liberalnych i lewackich, polskojęzycznych („nie mylić z polskimi”) nie wpuszczanych mediów, filmowane zza płotu. W związku z długim weekendem i nawarstwieniem świąt nawet służba zdrowia zawiesiła protest i żądanie 30% więcej srebrników (wyskoczyli na Majorkę bądź polerowali swoje mercedesy), a nasi piłkarze pokazali, że słowa Wieszcza („Litwo, Ojczyzno moja...” itd.) są ważniejsze od doraźnych interesów. Tak więc przyszłość – jako się już rzekło – rysuje się jasno, przynajmniej do momentu, w którym Stany Zjednoczone zdecydują się na wprowadzanie Demokracji w Iranie, ale może nie nastąpi to przed jesienią, a na jesieni grzyby są przecież czymś najzupełniej naturalnym. (A)


  04-05-2006, 08:32:34

· Od pewnego czasu dochodziły do nas wiadomości, jakoby puszczano nasze utwory na antenie Radia Bis. My wieczni outsiderzy, 17 lat bez targetu, nisza w niszy, przyjmowaliśmy te wieści z niedowierzaniem. W końcu to poważne radio. Sprawdziliśmy. Puszczają. W soboty o godz. 20 rozpoczynają się godne polecenia audycje z muzyką jakiej gdzie indziej nie usłyszycie.
W zasadzie to nas to aż tak bardzo nie dziwi. Ludzie łaknący czegoś niebanalnego, wrażliwi, poszukujący w kosmosie życia, a na ziemi inteligencji, poznają się na nas od razu. Wchodzą na stronę, ściągają kawałki. Dostajemy od nich miłe i sympatyczne maile/listy, które pokazujemy żonom, kiedy te wyzywają nas od durniów. Żeby nie być gołosłownym, jeden z ostatnich:
"Wielce Szanowny Zespół Profanacja to na prawdę świetna kapela. Wierzcie mi, wiem to na pewno. Od siedemnastu lat gram tam na gitarze..." (S)

  18-04-2006, 21:36:27

· Dziś Wielki Piątek. Najpostniejszy dzień Wielkiego Postu. Ci z nas, którzy są post-punkami, post-komunistami i w dodatku wegetarianami, przyjmują ten fakt z wielką powagą i w religijnym uniesieniu, co nawet w tej chwili podkreślam poprzez krzyżowanie palców podczas pisania... Dziś Prawdziwi Polacy, czyli Prawdziwi Katolicy, jedzą malutko i na pewno nie mięso - no, najwyżej rybę; pewnie nawet pracownicy rzeźni (nawet ci z miejscowości Brzeszcze, którzy niedawno w reakcji na pokojową demonstrację obrońców praw zwierząt zaczęli – ot, żartownisie! - bezlitośnie bić zwierzęta tak, by młodzi pacyfistyczno-ekologiczni ekstremiści wyraźnie to widzieli i słyszeli) teraz w skupieniu kontemplują tajemnicę i sens tego Wielkiego Dnia. Potem będzie malowanie jajek i bieganie z dzikim rykiem po ulicach z wiadrami, żeby oblewać wodą dziewczyny, kobiety i co popadnie. A w rekompensacie za te dzisiejsze kulinarne wyrzeczenia, już w niedzielę rano na talerzach wylądują tony gorących świńskich tyłków i innych rarytasów, bo Bóg się narodził... W atmosferze politycznej Wielkanocnej szopki, kiedy to brat z bratem już nie dają rady i muszą się wesprzeć na wicepremierze Lepperze, początek wiosny zapowiada się wesoło. W dodatku najwyraźniej Watykan dał zielone światło dla oczyszczenia pola z Rydzyków, by B16 Ratzinger lądował w maju na jednolitym gruncie, co stawia w kłopotliwej sytuacji zarówno braci, jak i resztę hierarhii. Tak więc jeszcze przed Mundialem zapowiadają się igrzyska, co powinno cieszyć, bo śmiech to zdrowie, i nie samym chlebem człowiek żyje. Wesołego Wielkiego Piątku i następującego tuż po nim długiego weekendu! (A)

  14-04-2006, 08:25:15

· TOMEK SIKORA, czyli dbajmy o nasze "małe ojczyzny". Cieszmy się z sukcesów naszych radnych, burmistrzów i nie tylko. Oni z tego też się cieszą. U nas w mieście obserwowano ich radość podczas powitania srebrnego medalisty z Turynu, rodaka (są spory z Radlina czy z Wodzisławia) - Tomasza Sikory. My Tomka znamy, od lat biegał na swoich nartkach po okolicznych polach, a chwilę po mszy w kościele w Radlinie wykorzystaliśmy na przeprowadzenie krótkiego, wirtualnego wywiadu.
- Cześć Tomek! Gratualacje od zespołu !
- Dzięki, dzięki chłopaki.
- Przede wszystkim, Tomek, należało Ci się. Tyle lat, stary, napierasz, na przekór wszystkim, robisz swoje, nie ważne co inni mówią... Nie przymierzając, jak zespół Profanacja...
- No tak, ale ja mam talent, he, he... No dobra, nie rób takiej miny... Dobrzy jesteście, byłem na paru koncertach, a "Nie ma Paryża" to przeciesz wszyscy u nas znają...
- Skąd brałeś siły i motywację do tego co robisz?
- A czemu Wy gracie trzydzieści (?) lat?
- Dwadzieścia...
- No to dwadzieścia. Chodzi mi o to, że tego nie wytłumaczysz. To w tobie siedzi, czujesz taką potrzebę, dobrze Ci z tym, myślisz ciągle o tym...
I tu Tomek opowiadał przez jakieś pięć minut jak cudnie jest na nartach.
Po paru parsknięciach zorientował się, że go wypuściliśmy...
- Wy to się k... nigdy nie zmienicie! Każdego obśmiejecie! Do spowiedzi byście lepiej poszli! No dobra, żeby nie wyszło, że nie mam poczucia humoru. Chodźmy lepiej do baru, nie będziemy tu tak stać... Tylko nie piszcie tego, Ty, obiecaj mi, że nie napiszesz tego... (S)

  01-04-2006, 10:11:20

· Nareszcie zaczęła się tak wyczekiwana przez wszystkich wiosna! Coraz śmielej kiełkujące pierwsze przejawy faszystowskiej dyktatury napełniają powietrze specyficznym zapachem, ptaszki ćwierkają i padają martwe, a panowie w specjalnych kombinezonach pakują je do worków i wysyłają do przebadania. Podobnie postępuje się z przejawami wolnej sztuki, wolnego dziennikarstwa, czy miejscami typu "Le Madame". W tych wypadkach wynik badań jest oczywisty: zarażone wirusem lewackiego ekstremizmu, zapewne przy pomocy PO,
jak zapewnia wyglądający jak senator McCarthy poseł Gosiewski. W dodatku zbliża się rocznica śmierci księcia Monako Rainiera III oraz głowy jeszcze mniejszego państwa, z mniejszym numerem za pseudonimem. Wynajęto już aktorów do odegrania roli trzymających się za ręce kibiców Wisły i Cracowii. Cały ten wiosenny radosny nastrój podlewają wody wzbierających rzek, które być może zmyją wszelkie brudy pozostałe po poprzednich rzeczach pospolitych. Niech spływają ekolodzy, pacyfiści i demokraci! Chyba że jednak swoją barkę pozostawią na brzegu i uciekną w góry, gdzie zapuszczą brody w oczekiwaniu na poprawę klimatu... (A)

  31-03-2006, 08:52:12

· „Kaczuszko, wiesz, maki są czerwone, ach! czerwone
A ty masz krótkie nóżki, jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko, wiesz, maki są czerwone tak jak róże
Kaczuszki są nieduże, i tak już w życiu jest!”

- tak brzmiał refren popularnej w latach sześćdziesiątych piosenki, bynajmniej nie dla dzieci, wtedy dorośli tego słuchali (inny znany przebój głosił, że „Biedroneczki są w kropeczki i to chwalą sobie...”). A i teraz ta właśnie piosenka zyskać powinna popularność, potwierdzając starą prawdę, że kiedy tekst jest dobry, może też być i ponadczasowy, i nie raz jeszcze w nieznanej przyszłości olśnić swą aktualnością... Chciałem się dowiedzieć, co sądzi o tej piosence ktoś, kto głosował w niedawnych wyborach parlamentarnych na PiS, lub w wyborach prezydenckich na... PiS... Zacząłem wypytywać ludzi i uwierzycie? Nie znalazłem ani jednej takiej osoby! Co więcej, nikt z tych, których pytałem, nie mógł wskazać nikogo, o którym by wiedział, że tak głosował! Co jest – pomyślałem sobie – do jasnej cholery? Czy ludzie wstydzą się przyznać do swoich preferencji (wyborczych, żeby nie było...), czy też istnieje jakaś tajemnicza nacja wyborców-cieni, których nikt nigdy nie widział, ale którzy sterują naszą rzeczywistością? A może po prostu i ja, i wszyscy moi nawet dalsi znajomi, i ich dalsi znajomi, jesteśmy członkami sławetnego „układu”? Po przepuszczeniu się przez PiS-owski filtr „genetycznego patriotyzmu” (dziadek w PPS, ojciec w PZPR), stwierdziłem, że w rzeczy samej jest to prawdopodobne... W pewnym momencie mojego chodzenia „po ludziach” i wypytywania o to, czy ta piosenka przypadkiem nie obraża ich uczuć religijnych, ktoś zza rogu mijanego właśnie domu zrobił do mnie „psssyt!” i kiwnął, żebym poszedł za nim... Nic nie mówiąc poprowadził mnie przez jakieś korytarze i zapomniane przez lokalne katolicko-narodowe struktury zaułki, aż dotarliśmy na spory plac, na którym zgromadziło się już wielu ludzi... I co się okazało? To aktyw powstałego niedawno Ruchu Oporu ćwiczył chóralne wykonywanie tej zapamiętanej przeze mnie z dzieciństwa piosenki... Wybrali ją na swój hymn. Wzruszyłem się tą zbieżnością myśli. Poprosiłem, by przyjęli mnie do swego grona. I wiecie co? Zgodzili się! Powiem więcej: Was pewnie też przyjmą, czy raczej teraz już: przyjmiemy! Przyłączcie się! Pierwsze akcje bezpośrednie polegać będą na przypinaniu po niewidocznej stronie kołnierzy znaczków z ekstremistycznym symbolem „pacyfy” - będziemy na ulicach przed szkołami bądź kościołami podchodzić do dzieci bądź staruszek, na ułamek sekundy pokazywać im go i szybko uciekać... W dalszych planach tajne lekcje udzielania pierwszej pomocy. A także uczenie się na pamięć rozkładów jazdy autobusów i pociągów jadących do granicy z Czechami, na wypadek, gdyby czyjś umysł nagle gwałtownie potrzebował odpoczynku na świeżym powietrzu. Być może także rozpoczniemy drukowanie skierowanych do Władzy umoralniających ulotek (będziemy je rozrzucać przed wiejskimi kościołami); by mieć pewność, że nie urażą niczyich uczuć religijnych, zawrzemy w nich wyłącznie cytaty z Nowego Testamentu, na przykład: „A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego.” (Mat. 18, 15), lub: „Albowiem są trzebieńcy, którzy się takimi z żywota matki urodzili, są też trzebieńcy, którzy zostali wytrzebieni przez ludzi, są również trzebieńcy, którzy się wytrzebili sami dla Królestwa Niebios. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mat. 19, 12) – czego zresztą i Wam życzę, zupełnie szczerze, w dobrej wierze, nie chcąc – broń Boże – być podejrzany o jakąkolwiek profanację! (A)

  24-03-2006, 08:16:08

· Jeden z braci K. (ten bez żony), zafundowawszy sobie chwilę refleksji po miesiącach zapewne wyczerpującego wywoływania awantury za awanturą, rozejrzał się dookoła i ze zdumieniem stwierdził, iż w tym kraju nie da się rządzić, bo tyle tu awantur... Ale awantury nie tylko u nas. Świat tradycyjnie i niejako z definicji jest w nie obfity. Zainteresowała mnie awantura we Francji - kolebce lewicujących protestów. I tym razem dziesiątki tysięcy studentów wyszło na ulice protestując przeciwko zmianom w kodeksie pracy. Chcąc dowiedzieć się o tym więcej, czujnie nadstawiłem ucha, gdy w wiadomościach zapowiedziano: "teraz Francja"... Ale okazało się, że to nie o tym. Ważniejsze rzeczy dzieją się w tym dalekim kraju - otóż ma się rozpocząć proces w sprawie cudu, którego dopuścił się poprzedni papież na jakiejś zakonnicy. Cóż. Miejmy nadzieję, że zostanie uniewinniony. Natomiast w wiadomościach z naszego podwórka usłyszałem, że z powodu zbliżającej się wizyty obecnego papieża, należy pilnie uregulować prawnie możliwość rozmieszczania na dachach strzelców wyborowych... Nie znam się na tych katolickich rytuałach ani nie wnikam w ich sens, ale skoro jest jakiś problem z tymi strzelcami, to nie lepiej zgodnie z watykańską tradycyją - otruć? (A)

  17-03-2006, 08:30:31

· A oto przykład dlaczego przyglądając się poczynaniom polskich polityków, samorządowców, działaczy i in. Miśków, czujemy się jak byśmy byli na planie filmu "Planeta Małp".
Radni w miejscowości Kowale podjęli uchwałę o odmowie przyjęcia wysokiej dotacji unijnej na inwestycje w gminie. Zamiast tego zdecydowali o zaciągnięciu kredytu bankowego. Żeby nie dopuścić do decyzji radnych o zakręceniu wody w wodociągach (są studnie), wyłączeniu prądu (w telewizji sama zgroza) i Bóg wie czego jeszcze, proponujemy podzielić ich najbliższe działania na trzy etapy.
1. Znalezienie najbliższego blokowiska.
2. Wjazd windą lub wejście po schodach na co najmniej 6-te piętro.
3. Osobno, bądź razem trzymając się za ręce wyskoczenie przez okno.
(S)

  04-03-2006, 10:04:19

· No, to drodzy moi, nareszcie rozpoczyna się karnawał! Samba i inne kolorowe rytmy rozbrzmiewać będą przez najbliższe tygodnie, a pochody najdziwaczniejszych przebierańców i krotochwilne psikusy rozbawiać nas będą jedne za drugimi! Mieliśmy już przedsmak, takie małe prapremiery wskazujące jasno, że tegoroczny karnawał zdominowany będzie przez nieśmiertelnego ducha Monty Pythona – na ulicach Łodzi zaobserwowano pierwsze Modlące Się Patrole. Będa jaja; i wydmuszki – jajko to symbol zmartwychwstania, tak samo jak ryba, tylko później zaczyna śmierdzieć. A nawet jeśli będziemy trochę rozczarowani poziomem rozrywki, nie powinniśmy się obrażać, bo daleko nam przecież od przysłowiowej już, tak zwanej „moralności Kalego” (jak ktoś Kalemu wybudować Pałac Kultury i Nauki to być źle, jak Kali komuś Szpital Opatrzności Bożej, to być dobrze). Tym bardziej, że ostatnio często intencje Króla i jego świty, z Wielkim Bratem na czele, są mylnie odczytywane: na przykład ten ostatni, chcąc być nowoczesny nie tylko poprzez to, o czym nie wolno mówić, pochwalił nasze media dając do zrozumienia, że w Polsce już wszystkie media są szybkie. Ale to nie koniecznie musi być zasługa mediów – być może duchy, zwłaszcza te obmierzłej przeszłości, wyjątkowo łatwo dają się dziś wywoływać. A z okazji karnawału sam Kościół postanowił się zilustrować, zapewne żeby uciec od suchej prozy politycznego życia, a jeden ze wspomnianych w poprzednim zdaniu duchów przeszłości, zaopatrzony w tony tomów odpowiednich akt SB zstąpi i odmieni oblicze ziemi, tej ziemi. A potem – samba! - praworządni obywatele wypełnią drukowane już w gazetach zawiadomienia o popełnieniu przez tego czy owego Arka Bąka przestępstwa naruszenia Uczuć Religijnych i wyślą je do najbliższego prokuratora, a ten, by uniknąć rydzyka, przekaże to od razu do Ziobra... Wiele, naprawdę wiele będzie się działo, niemniej i tak na końcu, triumfalnie, w glorii pewnego zwycięstwa, na nasz kochany polski „szambodrom” wtoczy się ogromna platforma... albo nie, lepiej: przyczepa, zabudowana kolorowymi, czarno-fioletowymi dekoracjami z dykty i najprawdziwszej imitacji sztucznej skóry, a na niej będzie przystrojony tron, a na tronie siedem grubych poduszek, a na nich Król, z łapkami założonymi na brzuszku, a dookoła tronu chór babć w w beretach z takiej włochatej wełny na głowach. A tłum tłoczący się wzdłuż trasy przejazdu tego wieńczącego kondukt pojazdu w euforii krzyczał będzie: „Elvis!, Elvis!”i tańczył “kaczuszki”. A Król nawet nie drgnie. On będzie trwał.
- Może to tylko kukła? - zapytam któregoś ze stojących obok gapiów. - Wygląda jakby spał...
- Tęskni za fiordami - wyjaśni mi rozmówca wyglądający zupełnie jak John Cleese w swoich najlepszych czasach...
I potem albo się z ulgą obudzę, albo tylko po raz kolejny splunę kątem ust i powiem coś w stylu: „A żeby ich wszystkich...”
SAMBA! (A)

  01-03-2006, 08:20:05

· W związku z wypadkiem, jakiemu w styczniu uległ nasz perkusista Mirosław Bednorz (potrójne złamanie nogi), na najbliższych koncertach ponownie wystąpi z nami nasz poprzedni wieloletni perkusista, Kazimierz "Bonzo" Dudek.

  24-02-2006, 08:53:33

· Jarosław Kaczyński, "zniszczyć układ to nasze posłannictwo", wystąpienie w sejmie na okoliczność 100 dni nowego rządu:
" - Co to jest dobre państwo?
To państwo kierowane przez demokratycznie wybraną władzę, na podstawie prawa, poprzez prawo, skutecznie. To państwo, gdzie decyzje gospodarcze wynikają nie z nacisków różnych lobby, ale z programu gospodarczego. To państwo jest organizacją bezpieczeństwa - międzynarodowego, osobistego, socjalnego, bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i BEZPIECZEŃSTWA OBYWATELI PRZED NADUŻYCIAMI PAŃSTWA".
Już niedługo, My obywatele tego śmiesznego państwa będziemy się o to modlić w Świątyni Opatrzności Bożej, budowanej za państwowe pieniądze, pod naciskiem różnych lobby... (S)

  18-02-2006, 09:42:41

· Obok opisanych już tu i ówdzie form ulotnych i pierzastych, takich jak NADZIEJE, FAMY i KRONOPIE, tudzież bardziej słowiańskie w swej naturze PAPIESKI, czy meksykańskie AKSOLOTLE, świat pędzący na złamanie najlepiej nie naszych karków ujawnił istnienie jeszcze innych – nie wiedzieć czy nowo powstałych, czy też teraz dopiero odkrytych - stworów płochych i skrzętnie dotąd pragnących ukryć fakt swej egzystencji (choć, według pewnych ocen, szybko nabierających czegoś na kształt pewności siebie)... Żyjątka te to, rzecz jasna, NAMPOLAKI. NAMPOLAKI owe w ostatnich miesiącach, mimo rekordowych mrozów i opadów śniegu, masowo wyściubiają dziobki ponad ogólny poziom na tyle, by ten czy ów polityk mógł je w zaskoczeniu ogromnym zaobserwować i wyciągnąć na temat ich potrzeb i zwyczajów krótkie i fragmentaryczne, jednak ważne dla nauki wnioski... Te właśnie pierwsze informacje są mętne i chaotyczne, jednak my, zajmujący się systematyką gatunków żałosnych, skrzętnie je w odpowiednim rejestrze odnotowujemy. I tak zanotowaliśmy jak dotąd dwie być może ważne informacje na temat tych stworków, które przekazali nam politycy za pośrednictwem mediów. Pierwsza z ust starszego pana w czarnej sukience z białym kołnierzykiem: „NAMPOLAKOM nie potrzeba europejskiego relatywizmu moralnego”; druga z ust jednego z Bliźniaków: „NAMPOLAKOM potrzeba teraz rozliczenia się z przeszłością”.
To dość dziwne informacje. Nie wnoszą zbyt wiele do obrazu gatunku, ale można uznać, że bez ryzyka spłoszenia tych niewątpliwie miłych żyjątek możemy wychodząc rano do pracy zostawić im w widocznym miejscu jakąś marchewkę, kromkę ciemnego pieczywa, czy butelkę niegazowanej wody mineralnej. NAMPOLAKOM na pewno to nie zaszkodzi, a może w dowód wdzięczności przestaną nocami hałasować nam za oknami i w telewizorach jak pogięte... (A)

  13-02-2006, 08:21:17

· Pozwolę sobie zamieścić tu pewien opublikowany w internecie (a także np. w "Polityce") list otwarty, autorstwa pana Jerzego Friedigera, adresowany do pana posła Macieja Giertycha:

Drogi Panie Pośle!
Ostatnio słyszałem, w którymś z Pana licznych wywiadów, że dla Pana, praktykującego katolika, homoseksualizm jest odrazą, tak jak jest to napisane w 3 Ks. Mojżeszowej 18:22 i nie można tego ominąć. Dziękuję za wszystko, co Pan robi, by edukować ludzi w zakresie Prawa Boskiego. Dużo się dowiedziałem, słuchając Pana wypowiedzi, i staram się podzielić tą wiedzą z jak największą liczbą ludzi. Gdy ktoś usiłuje bronić homoseksualistów na przykład, przypominam mu po prostu, że 3 Ks. Moj. (18:22) mówi jasno, że jest to obrzydliwość i koniec rozmowy. Mimo tego potrzebuję Pana pomocy odnośnie kilku specyficznych praw, by móc je wprowadzać w czyn:
1. Gdy spalam byka na ołtarzu ofiarnym, wiem, że to powoduje woń, która jest Bogu przyjemna (3 Ks. Moj. 19). Problem jest z moimi sąsiadami. Mówią, że dla nich zapach ten nie jest przyjemny. Czy mam ich ignorować?
2. Chciałbym sprzedać swoją córkę jako niewolnicę, za karę, jak to opisuje 2 Ks. Moj. 21:7. W obecnych czasach, jaka byłaby, według Pana, najlepsza cena?
3. Wiem, że nie powinienem mieć kontaktu z kobietą podczas jej nieczystości miesięcznej (3 Ks. Moj. 15:19-24). Problem jest w tym, jak się tego dowiedzieć? Usiłowałem zapytać, ale one często były obrażone moim pytaniem.
4. Moja żona po wielu latach straciła upodobanie w moich oczach. Znienawidziłem ją, gdyż odkryłem w niej odrażającą cechę, gadulstwo. Wypisałem jej list rozwodowy (5 Ks. Moj. 24) i chcę ją odprawić, tylko nie wiem, jak go jej wręczyć. Osobiście, czy przez policję?
5. Mam jednego sąsiada, który uparcie chce pracować w dzień szabatu. W 2 Ks. Moj. 35:2 jest jasno powiedziane, że ma być skazany na śmierć. Czy moralnie zobowiązany jestem go zabić?
6. Jeden z moich przyjaciół twierdzi, że nawet, jeżeli jedzenie owoców morza jest obrzydliwością (3 Ks. Moj. 11:10), to, mimo wszystko, jest mniej obrzydliwe od homoseksualizmu. Nie zgadzam się z nim. Czy może Pan osądzić?
7. W 3 Ks. Moj. (21:20) jest powiedziane, że nie mogę się zbliżać do ołtarza Boga, jeżeli mam problem ze wzrokiem. Muszę zdradzić, że noszę okulary do czytania. Czy muszę mieć wzrok 20/20, czy też można negocjować?
8. Większość moich przyjaciół obcina sobie włosy, również w tzw. kołka, mimo że jest to jasno zabronione (3 Ks. Moj. 19:27). Jak oni maja umrzeć?
9. Wiem, że wg 3 Ks. Moj. (11:6-8), jeżeli dotknę skóry martwego wieprza, staję się nieczysty. Ale czy mogę nadal grać w piłkę nożna, jeżeli będę nosił rękawice?
10. Mój wujek nie respektuje 3 Ks. Moj. (19:19), ponieważ sieje dwie różne rośliny na tym samym polu. Jego żona zresztą również, ponieważ nosi ubrania z dwóch różnych materiałów (mieszaninę bawełny i poliestru). Ma również zwyczaj przeklinania. Czy naprawdę muszę zebrać całe miasto, by ich kamienować (3 Ks. Moj. 24:10-16)? Czy nie moglibyśmy ich po prostu spalić żywcem podczas prywatnego zebrania rodzinnego, jak to zrobiliśmy dla tych, którzy sypiają z ich rodziną? (3 Ks. Moj. 20:14)?

Wiem, że wnikliwie Pan przestudiował te tematy, i jestem pewien, że mi Pan pomoże. Dziękuję Panu raz jeszcze, za przypominanie nam, że słowo Boże jest wieczne i niezmienne.


Z poważaniem
Jerzy Friediger


Sądzę, że skoro list jest "otwarty", jego publikacja tutaj nie narusza praw autorskich, a treść tego listu - przyznacie - niezwykle, wręcz wzruszająco współgra z ekumenicznym duchem tej strony. (A)

  06-02-2006, 08:44:06

· Nowy Prezydent pojechał z pierwszą wizytą zagraniczną. Odwiedził pewnego Niemca pracującego na stałe we Włoszech, chodzącego w białej sukience i takiejż czapeczce, rządzącego paroma ulicami i kilkoma placami w Rzymie - terytorium to jest strzeżone przez żołnierzy w zbrojach i w spodniach w pomarańczowo-niebieskie pasy, z piórami u hełmów - a wszyscy są Szwajcarami. Z całego świata ludzie przyjeżdżają sobie to obejrzeć. Niemiec kilka dni temu opublikował swoje rozważania na temat miłości. Podobno napisał, że jej najwyższą formą jest miłość mężczyzny i kobiety. Nasz Nowy Prezydent rozmawiał ze swoim zwierzchnikiem o polskich problemach, o europejskich problemach i o problemach świata. Poruszono też problem narastającej w różnych środowiskach agresji przeciwko chrześcijaństwu (?). Niemiec został także oficjalnie zaproszony do odwiedzenia Polski. Nie znalazły natomiast potwierdzenia plotki, jakoby kolejnym krajem odwiedzonym przez naszego Nowego Prezydenta miał być Euro-Disneyland. Podobno jednak tym razem zdecydowano się na jakieś bardziej rzeczywiste państwo. (A)

  26-01-2006, 14:08:33

· Panie spod warzywniaka, obok niespodziewanego ataku zimy w zimie, mają jednak coraz więcej powodów do niepokoju, mimo pocieszającej dumy z posiadania poprawnych politycznie beretów na głowach... No bo popatrz pani, jak na tym świecie ludzie robią sie coraz głupsi! Aż dziw bierze, że tylko my tu w Polsce (to znaczy nie wszyscy, tylko takie jak my i ksiądz dobrodziej, rzecz jasna) jesteśmy taką krynicą mądrości! W Chile prezydentem została Michelle Bachelet - nie dość, że baba, to jeszcze ateistka i socjalistka, w dodatku rozwódka! Parlament Europejski potępia homofobię - tylko nasi dzielni chłopcy wystąpili przy tej okazji protestując i głosząc Prawdę i niewiedzieć czemu wszyscy patrzyli na nich jak na debili... Toż już nawet tuż obok nas, w Czechach, chcą wprowadzić legalizację związków homoseksualnych! Gdzie nie spojrzeć sodomia i gomoria - całą już niemal Ameryką Południową rządzą czerwoni, pedofile władają Europą! Jedynie Arabowie pozostają, jak my, wierni odwiecznym tradycjom, tyle że innym niż nasze, więc ich też nie lubimy... Całe szczęście, że przynajmniej naród u nas robi się coraz mądrzejszy, wnosząc choćby z tonów komentarzy na temat parad równości, z wyników sondaży i rosnącej renomy naszej kochanej radiostacji! Jak już dziś, droga pani, inni nie zaczną się od nas uczyć, to koniec świata niechybnie w try miga nadejdzie! (A)

  18-01-2006, 09:00:24

· Aleksander Małachowski, nieżyjący już niestety, apelował niegdyś z mównicy sejmowej o podjęcie kroków zmierzających do tego, by słowo "prawica" przestało oznaczać chorobę psychiczną. Przykro to stwierdzić, ale go nie posłuchano. Tak czy inaczej, ponieważ lewica była zła, nie potrafiła rządzić i jeszcze w dodatku podobno wchodziła w jakieś konszachty z Lepperem, Naród wybrał sprawną, zjednoczoną i moralnie nienaganną prawicę. Wynik wyborów sprawił, iż lewica w Sejmie reprezentowana jest śladowo, więc nie ma możliwości zakłócania prawej działalności większości. Jest pięknie, tak jak się zresztą spodziewaliśmy. Coraz większa liczba Polaków w sondażach popiera ten kierunek. Pozostaje mieć nadzieję, że za kilka lat relacje z uroczystości państwowych w Licheniu lub Toruniu nie będą podobne do tych tragicznych corocznych doniesień z Mekki, choć zapewne i tam będzie dochodzić do symbolicznego kamienowania Szatana (a także Żyda, komunisty, ateisty oraz takiego gościa, co to niby biega co niedzielę do kościoła, ale Nowakowa w zeszłym tygodniu widziała, jak mówił "dzień dobry" tej rozwódce spod piątki)... (A)

  13-01-2006, 08:45:32

· Czy słowa: "I ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta odziana w słońce; księżyc pod stopami jej, a na głowie jej korona z dwunastu gwiazd; A była brzemienna, i w bólach krzyczała. J ukazał się drugi znak na niebie: Oto ogromny rudy smok, mający siedem głów i dziesięć rogów, a na jego głowach siedem diademów; A ogon jego zmiótł trzecią część gwiazd niebieskich i strącił je na ziemię. I stanął smok przed niewiastą, która miała porodzić, aby skoro tylko porodzi, pożreć jej dziecię" to - A: fragment scenariusza filmu "Obcy 5", B: bełkot świra bądź kogoś, kto zjadł za dużo pewnego rodzaju grzybów, C: tłumaczenie tekstu z najnowszej płyty norweskiej grupy death-metalowej? (ciąg dalszy poniżej...)

  03-01-2006, 08:29:35

· (dotyczy powyższego)
Ha, ha! Oczywiście żartuję - wszyscy od razu poznali, że to Objawienie Św. Jana (12, 1-4); w kraju, w którym jest 95% katolików nie mogło być inaczej (niemniej ja bez wahania obstawiłbym "B"). A przytoczyłem te święte słowa po to, by uspokoić nieco na przykład te dwie panie, które dziś rano znów spotkały się pod warzywniakiem (jedna po bułeczki, druga odcedzić tłustego pieska) i w lament: "oj, pani kochana, co to się dzieje, świat się kończy!"... Spokojnie. To, że w zimie nagle zaczął sypać śnieg, to, że Zły Ruski zakręcił kurek Juszczence (podle żądając, by ten zaczął płacić za gaz jak inni), nawet to, że polityczna poprawność po dojściu do władzy braci K. kazała zdjąć z anteny pewną reklamę ("ja ci się ponawydurniam jeden z drugiiim!" - oczywista złośliwa aluzja), to jeszcze - wbrew pozorom - nie zapowiedzi końca świata. Natomiast jeśli zobaczą panie na niebie rodzące niewiasty w koronie i siedmiogłowe smoki (z dziesięcioma rogami?!), wtedy należy się zacząć niepokoić. Albo skontaktować z lekarzem lub farmaceutą. (A)

  03-01-2006, 08:28:54

· Kończy się rok, Bóg już się urodził, a król Lech zasiadł na tronie - spod półprzymkniętych powiek, znad zwałów podbródków tłoczących się na zbyt krótkiej szyi, spogląda chłodno na swych poddanych. A ci biegają w kółko w poszukiwaniu kolorowszych i bardziej zabawnych zabawek (bo przecież nie natchnienia, w czasach gdy muzę zapodaje się za pomocą MP3), i konsumują swą kolorowo opakowaną karmę. Król wzdycha, oblizuje się i powoli odwraca głowę bardziej w prawo... W oparach kadzideł i narodowo-cmentarno-martyrologicznej mgły z kościołów wychodzą procesje w wieku podeszłym i podszytym złością na ten kolorowy, nie szanujący wartości świat. Dołączają do nich młodzi z oaz tęsknoty za zojcadziadapradziadowością i inni, którym też jest łyso i to może boleć. Zacierają krzyże. Nucą coś na niezbyt wesołą melodię... Król uśmiecha się, unosi dłonie tak, jakby chciał przyklasnąć, w końcu jednak tylko przysłania usta i przykasłuje. Potem patrzy w kamerę, zmusza usta do wykrzywienia się kącikami w górę i życzy nam wszystkim Nowego Roku...
No to wypada się przyłączyć! Dosiego, cokolwiek by to nie znaczyło! (A)

  27-12-2005, 08:57:11

· Kaziu obchodził 46-te urodziny. Kazio na te urodziny otrzymywał prezenty. Były to kwiaty i książki, a także dwa torty. Na urodziny Kazia opublikowano sondaż, w którym okazało się, że pod względem popularności bije samego prezydenta, chociaż miał być typowym premierem marionetkowym. 64 % społeczeństwa popiera Kazia.
A teraz szczerze, na poważnie, Kaziu, Kaziu drogi, ja też Cię lubię...
Z tej okazji zespół Profanacja dedykuje Ci wiersz:
" I wypłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Rząd nurza się w zieloność i z Lepperem brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi" (S)

  22-12-2005, 11:10:35

· Czyż może być coś bardziej tchnącego optymizmem, niż Premier machający łapkami i krzyczący "Yes! Yes! Yes!", niczym zagraniczny piłkarz po trafieniu w bramkę (lub polski po trafieniu w piłkę)? Od razu robi się radośniej! Unia da pieniądze (choć nie wszystkie jakie ma, co pan Roman, może i słusznie, uważa za klęskę naszej dyplomacji), będzie Nowy Prezydent i Rok, a w nim (roku, nie prezydencie) wygramy Mistrzostwa i przyjedzie Niemiec robiący za papieża (gdzie mu tam do naszego! - to jak Żuki przy The Beatles, nie ubliżając Żukom - ani Niemcowi - rzecz jasna) i w ogóle będzie super. A wszystko to pokaże telewizja zarządzana przez nową, odpoprzedniopartyjnioną Radę. Będzie tak miło, ciepło i rodzinnie - przede wszystkim rodzinnie! - że może nawet tacy jak ja bezbożni, bezżonni i bezdzietni malkontenci pozostaniemy bezradni wobec tylu argumentów wskazujących, jak bardzo się dotąd myliliśmy! Przygotowując się do tego, zaopatrzyłem się w podręcznik pielęgnacji roślin egzotycznych, z myślą o tym kaktusie, który niebawem wyrośnie mi na dłoni... (A)

  18-12-2005, 10:07:34

· Prezydent elekt szyje buty. Kamery Teleexpresu pokazały szewca, który przez tydzień w mozole klepie czarne lakierki. Uprzednio szył podobne dla Ojca Świętego i jak widać mimo tragedii roboty mu nie zabrakło. Patrząc na wcześniejsze metody działań prezydenta elekta spodziewam się, że niektórzy wkrótce poczują te buty na własnej dupie... (patrz niżej) (S)

  10-12-2005, 11:15:51

· Urzędujący jeszcze niedługo prezydent został wezwany do Watykanu jako świadek w procesie o potocznej nazwie "święty od zaraz". Przed wylotem z Pałacu Prezydenckiego rozpoczął serię bulwersujących ułaskawień w procesach karnych kolesi, których lubi. Po wylocie z Pałacu, co nastąpi już 23 grudnia kolesie, których nie lubi z pewnością zafundują mu jeszcze nie jeden proces... (S)

  10-12-2005, 11:07:11

· Poranne wiadomości jasno wskazują kierunek, w którym zmierzamy: francuski cud uzdrowienia, jeden z tysięcy popełnianych przez Jana Pawła Wielkiego, szczegóły jeszcze trzymane w tajemnicy (wiadomość publicznej telewizji państwa rzekomo neutralnego światopoglądowo), i Donald Tusk przepraszający przed kamerami pyskatą babę za "moherowe berety" (nieśmiało próbuje się bronić, że mówił o koalicji, nie o beretach, ale baba lepiej od niego wie co mówił...). No, ale mniejsza o drobiazgi. Ważne, że kierunek słuszny. Polityka prorodzinna owocuje cudownymi pomysłami typu zwiększanie składek emerytalnych dla bezdzietnych (czy będzie to dotyczyć także księży - tzn. tych księży, którzy nie mają dzieci?). Następnym krokiem zapewne będzie uznanie ciąży wynikłej z gwałtu za okoliczność łagodzącą dla gwałciciela... To dalekosiężne, strategiczne myślenie, bo - jak alarmują specjaliści - za kilkadziesiąt lat nie będzie miał kto utrzymywać emerytów. Już teraz nauczyciele powoli przestają mieć kogo uczyć... Wprawdzie na naszej planecie jest mnóstwo miejsc, gdzie dzieci przybywa i przybywa (bez becikowego, co dziwne); ponieważ nie ma ich kto uczyć, nie mają przed sobą żadnej przyszłości zawodowej, zresztą duża część szybko umiera z powodu chorób lub głodu. Przeniesione w cywilizowane warunki i wykształcone, mogłyby za kilkadziesiąt lat utrzymywać w luksusie całe masy emerytów... Ale żeby coś takiego miało miejsce, trzeba pojawienia się poglądów głoszących miłość bliźniego, wiarę w to, że wszyscy ludzie są równi itd, itp, a takie myślenie w katolickim kraju jest czymś bardzo niemile widzianym... (A)

  30-11-2005, 08:31:45

· W czasach, które nadchodzą, religia i wartości... przepraszam: Wartości będą miały coraz większe znaczenie. Ochrona Życia Wypoczętego, Rodzina, Ksenofobia, Bóg, Ojczyzna, Horror... Aby się dostroić i dostosować - bo przecież jak każdy o niczym innym nie marzę - często w zadumie sięgam po Pismo i czytam wybrane na chybił-trafił (ale przecież wiadomo, kto rządzi Losem, nie?) fragmenty... Dziś trafiłem na pouczającą historię oblężenia Jerycha. Miasto się broniło, ale Pan jak zwykle był ze swym ludem, podsunął im pomysł z trąbami, a potem, gdy mury runęły, runęły, runęły, słudzy Pana weszli do miasta... "i wyrżnęli do nogi ostrzem miecza wszystko, co było w mieście, mężczyzn i kobiety, młodych i starych, woły, owce i osły" (Joz. 6,21)... Taaa. Ciekawe, jak to zabrzmi w tej nowej wersji Pisma, z "poprawionym" tłumaczeniem, o której tyle się ostatnio mówi? Może: "I w mieście zapanowała miłość. Dotyczy także bydła."? (A)

  19-11-2005, 10:14:11

· Za nami kolejne Święto Narodowe. Msze, defilady, składanie wieńców, uroczysta zmiana warty, patos. Można się wzruszyć i przejąć do głębi. Do niedawna można też było się nie przejmować, ale teraz to ciężko wyczuć. Ja tam na wszelki wypadek wziąłem to sobie do serca. A w nocy miałem piękny, patriotyczny sen... Zrozumiałem, jak dobrze jest żyć w kraju, w którym władza dba o ludzi i niesie pomoc najbiedniejszym. Jak dobrze mieć pewność, że nawet jeśli stracę pracę, nie stanie się nic złego, bo przecież państwo nie da mi zginąć. Jak dobrze wiedzieć, że już wkrótce będę miał własne mieszkanie. Że mam nieograniczony dostęp do bezpłatnej służby zdrowia... Kurcze! - pomyślałem sobie - Jak to dobrze być Szwedem! Potem się obudziłem, bo za oknem dzwony kościoła rozdzwoniły się wzywając babcie na poranną mszę... (A)

  12-11-2005, 12:01:43

· Spokój wlewa się w nasze dusze, gdyż - zgodnie z przypuszczeniami - wszystko toczy się w kierunku lepszej przyszłości... Platon postulował powstanie państwa rządzonego przez króla-filozofa. Jakże blisko jesteśmy tego ideału: mamy premiera konesera sztuki, ze szczególnym naciskiem na melomanię, ze szczególnym naciskiem na manię - udowodnił to wszem i wobec na konferencji prasowej, wyciągając telefon komórkowy i demonstrując niewiernym dziennikarzom fragment Poloneza As-dur Chopina ustawionego jako dzwonek. "I to nie dziś to wpisałem, zapewniam państwa!" - rozwiał ostatnie wątpliwości zdumionych widzów. Cała ekipa wiedziona czymś, co jak sądzę prędko zostanie nazwane "syndromem wanny Wassermana" ("a gdyby pani ktoś chciał podstępnie wymordować dzieci, też byłoby pani do smiechu?!" - grzmiał pan Minister na dziennikarkę, która delikatnie zasugerowała, że jego problemy z luksusowym wyposażeniem luksusowej willi nie powinny, być może, przekładać się na problemy państwa) śmiało postawi podwaliny pod nowy, śmieszny świat, być może z pomocą przysyłanych nam (bo Czesi nie wiedzieć czemu nie chcieli) przez Amerykanów Arabskich więźniów, w ramach umowy offsetowej z Lockheedem, jak można sądzić... Paranoja? No masz! (A)

  03-11-2005, 08:38:05

· Ponieważ obudziliśmy się w innej, lepszej rzeczywistości, należą się nam wszystkim gratulacje, podziękowania i postanowienie, że przy najbliższej okazji złapiemy sie wszyscy za ręce, staniemy w kółku i zaspiewamy "grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze..." - a nasze państwo solidarne otoczy nas troskliwą opieką. Sprawni i zgodni politycy prawicy uczciwie, szybko i bez konfliktów utworzą rząd i - co najważniejsze - rozliczą czerwonych (przy okazji: kolor okładki naszej płyty jest wynikiem pomyłki, miała być czarna, oczywiście). Jedynie coroczna sponsorowana panika może nieco zepsuć nam humory, ale są podstawy sądzić, że teraz rząd z większym zapałem przystąpi do opracowywania szczepionki przeciwko ptasiej grypie. Dla pocieszenia przypomnijmy, że są trochę groźniejsze epidemie, których zwalczenie kosztowałoby zresztą o wiele mniej, a jakoś nikt się do tego nie kwapi, bo nie cisną się nam zbytnio na oczy, za sprawą mediów między innymi -na ptasią grypę zmarło na świecie dotąd coś koło szesnastu ludzi, podczas gdy z głodu umiera sto tysięcy ludzi dziennie. (A)

  26-10-2005, 08:43:09

· Za nami kolejny Dzień Papieski. Los papiesek w dzisiejszych czasach jest coraz cięższy, więc to bardzo miło, że przynajmniej raz do roku przypominamy sobie o tych niewielkich, ale jakże uroczych stworzeniach zamieszkujących coraz mniej licznie, niestety, zalesione, bagniste tereny Europy środkowo-wschodniej. Niełatwo je spotkać. Przeciętna papieska jest niezwykle płochliwa, chowa się w leśnym poszyciu lub pod wodą przy samym brzegu, wystawiając od czasu do czasu nad powierzchnię swój pomarańczowy dziobek, by zaczerpnąć powietrza. Niektóre tak się boją, że nawet tego nie robią i toną. To smutne. Nie ustalono do tej pory, czy papieski także mogą przenosić wirus ptasiej grypy, ale to w zasadzie i tak dla nas nieistotne, gdyż nie wolno spożywać ich mięsa, bo to gatunek chroniony... (A)

  17-10-2005, 09:03:08

· W "Download" są do posłuchania bądź ściągnięcia dwa utwory z nowej płyty - jeden to "Mózg" (odświeżony stary"hit"), drugi to zupełna nowość - "Niewiele więcej". Polecamy!

  29-09-2005, 10:41:09

· UKAZAŁA SIĘ JUŻ, PO WIELU PRZESUNIĘCIACH TERMINÓW, NASZA NAJNOWSZA PŁYTA POD TYTUŁEM "ZNAK". POLECAMY! Nabyć ją można u wydawcy ("Pasażer", patrz w linkach), bezpośrednio u nas (poczta@profanacja.pl), w Empikach, a także w Wodzisławiu Śl. w saloniku prasowym na oś.XXX-lecia PRL i w podobnym saloniku w Pszowie, na dworcu MZK.
Poza tym niedługo ukaże się reedycja materiału "Zdarza Się!" (który pierwotnie był wydany na kasecie w 1990) na CD, oczyszczona z szumów, z bonusami.
Na mającej się ukazać późną jesienią składance "Spytaj Dezertera" (piosenki Dezertera nagrane przez różne polskie zespoły z szeroko rozumianej sceny niezależnej) znajdzie się nasza wersja utworu "Jesteśmy tacy sami".

  26-09-2005, 15:15:47

· Okazja przeszła nam koło nosa. Nie zarejestrujemy już bloku wyborczego "Profanacja-Demokraci Obóz Jutra". Szkoda, bo program jaki prezentujemy z pewnością dałby nam miażdżące zwycięstwo. Nie przekazujemy głosów naszego elektoratu na żadną partię, ani kandydata ponieważ uważamy, że na to nie zasługują. Kłamią, plotą bzdury oraz obrażają się i siebie.
Nasze postulaty:
- 45-cio minutowy dzień pracy z przerwą na lunch,
- dodatkowa niedziela w tygodniu,
- emerytura po ukończeniu gimnazjum,
- urzędowe ceny pizzy ( max. 1,50 zł),
- wojna z Rosją,
- likwidacja podatków dająca zwiększenie wpływów do budżetu,
- koniec rządów syndykalistów,
- korupcja "na każdą kieszeń",
- ChWDP,
- darmowe podręczniki survivalu dla głodujących dzieci w Bieszczadach,
- leki dla chorych na różne choroby,
- amnestia dla sędziów piłkarskich,
- wprowadzenie tanich paliw ekologicznych oraz pojazdów hybrydowych,
- łagodzenie skutków społecznych prokreacji (dozwolone bicie dzieci).
Każde wejście na stronę traktujemy jako głos poparcia. Dyskusje na forum.

  17-09-2005, 12:55:28

· Przy okazji obchodów różnorakich rocznic, nie umniejszając znaczenia żadnej z nich, przypomnieć należy również o upływającej wczoraj trzydziestej drugiej rocznicy wojskowego zamachu stanu w Chile. 11 września 1973 armia pod wodzą Augusto Pinocheta obaliła demokratycznie wybrany rząd i prezydenta Salvadora Allende, który zginął podczas bombardowania Pałacu Prezydenckiego. Stadion Narodowy przekształcono w obóz dla przeciwników dyktatury, zgromadzono na nim ok.130 000 ludzi. 2 tys. z nich zamordowano, tysiąc zniknął bez śladu... Liczbę torturowanych i więzionych bez sądu szacuje się na nie mniej niż 27 tysięcy... Wszystko to za co najmniej milczącą aprobatą Stanów Zjednoczonych. Obecnie uważa się tamte wydarzenia za wielki sukces demokracji, bo przecież większość zamordowanych miała lewicowe poglądy, a Chile po latach stało się całkiem przyzwoitym, kapitalistycznym krajem, kilka lat temu mieli nawet demokratyczne wybory; tak że świat tylko na tym zyskał... Tak czy inaczej, mimo iż osobiście nie jestem zbyt zagorzałym kibicem piłkarskim, jestem gorącym zwolennikiem montowania na wszystkich stadionach piłkarskich podgrzewanej murawy...

  12-09-2005, 10:19:16

· Drodzy naiwni przyjaciele! Zanim w napadzie szału wywołanym gorączką przed"Wyborczą" wytniecie kozikiem sąsiadowi kawałek brzucha tylko za to, że będzie głosował na innego kandydata, przeprowadzcie proponowane przez nas doświadczenie. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie Cimoszkę, Kaczora i Donalda. Potem rozejrzyjcie się po kuchni i złapcie trzy karaluchy. Wrzućcie je do zakręcanego słoika i przyglądajcie się im co najmniej przez cztery minuty. Doświadczenie ma na celu udowodnić następującą tezę: Nie znajdziesz, głupi człowieku, różnicy między jednym karaluchem, a drugim. Potem wypuście karaluchy ze słoika i zróbcie z nimi co uznacie za stosowne...

  10-09-2005, 13:28:08

· Małe miasteczko Wodzisław przeżyło emocje związane ze startem w konkursie Miss Polonia mieszkającej opodal rynku sympatycznej nastolatki. Po wysłaniu do telewizji SMS-a za 3,66 można było uzyskać następujące wiadomości: kandydatka nr 9 , Sandra Wilczok, wicemiss Opolszczyzny 2005, hobby-taniec, wizaż, modeling, podróże, wzrost 171 cm, waga 50, kolor oczu-zielone, włosy-blond, wymiary 83-64-86. Sandra zaprezentowała się nad wyraz przyzwoicie. Luz, wdzięk, dobry krok i ruch sceniczny, stworzona do kamery, nawet raz jeden pokazała języczek... Bravo, bravissimo!!! Chociaż nie było tytułu, my obywatele małego miasteczka Wodzisław jestemy dumni z Ciebie Sandro! Tak jak z drużyny piłkarskiej i zespołu rockowego. Bo z innych ciekawostek to został nam już tylko świr co ciągle chodzi w kapeluszu...

  10-09-2005, 13:12:37

· 31 sierpnia. Rocznica nr.25 powstania "Solidarności", czyli początku kapitalizmu. Obchody pełną parą, w TV na okrągło mury runą runą runą i niech zstąpi duch twój i odmieni oblicze ziemi tej ziemi, głosem barda i świętego od zaraz i innych plag. Widowiska, chóry, recytacje, nawet Dezerter spytaj milicjanta, jako wyraz solidarności punk rocka z braćmi Kaczyńskimi. I te wzruszające wzniosłe mowy o 21 postulatach, z tym że mówi się tylko o niektórych z nich, jak na przykład o tym żądającym zniesienia cenzury. My ze swej strony, pozwoliwszy sobie na drobną własną stronniczość, zacytujemy te mniej znane, a chyba najważniejsze dla ówczesnych strajkujących, jak na przykład: 1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych. 6. Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu. 8. Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys.zł. 9. Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen. 14. Obniżenie wieku emerytalnego - dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn. 18. Wprowadzenie płatnych urlopów macierzyńskich przez 3 lata. 21. Wprowadzenie wszystkich wolnych sobót wolnych od pracy. Jakoś żaden postulat nie dotyczył wprowadzenia wolnego rynku...

  31-08-2005, 09:18:11

· Dwudziestopięciolecie czegoś, od czego zaczęło się to, co się skończyło tym co teraz mamy, jak powiedział wczoraj w TV kierownik techniczny planowanego na dziś koncertu odgrzebanej z lamusa gwiazdy muzyki elektronicznej, zapowiada się niezwykle ciekawie... Zdaje się, że każdy ówczesny działacz organizuje swoje własne obchody, bo resztę swoich dawnych kolegów uważa za zdrajców, szpiclów, sprzedawczyków lub jeszcze gorzej, za "lewicę laicką", tfu! i nie zamierza się z nimi spotykać. Wałęsa chyba nie został zaproszony na żadne obchody, więc też sobie zrobi własne. A naród, jak można sie obawiać, ma to wszystko głęboko i co gorsza gdzieś. Tak to jest, gdy zbyt liczna grupa bogów chce prowadzić swój naród do ziemi obiecanej, w dodatku nie uprzedzając, że chodzi o chamski kapitalizm, nie o ziemię mlekiem i miodem płynącą, cokolwiek by to nie oznaczało. A, właśnie! Zwyczajowy cytat biblijny, żeby nie było tak bezdusznie: (wprowadzenie: Mojżesz na polecenie Boga, za pomocą siedmiu plag polegających na różnych masakrach i obrzydlistwach, uzyskał od faraona pozwolenie na wyprowadzenie swego ludu na pustynię, oficjalnie na trzydniowe modły, choć w rzeczywistości mieli cwany plan błąkania się po bezdrożach przez czterdzieści lat... Co zrobili przed samym wyjściem..?) "I synowie izraelscy uczynili tak, jak kazał Mojżesz, i pożyczyli od Egipcjan srebrne i złote przedmioty oraz szaty. A Pan usposobił Egipcjan życzliwie do ludu, tak że im pożyczyli; i tak złupili Egipcjan" (II Mojż. 12,35-36) Oczywiście dziesięć przykazań, w tym siódme, wymyślono potem...

  26-08-2005, 08:35:57

· W Niemczech, w Kolonii, odbywają się Dni Młodzieży, podczas których młodzi ludzie skandują, że Papież natychmiast ma być święty, czekają na przyjazd papieża i ogólnie dziękują Panu za łaski, dobroć i całą resztę błogosławieństw. Na świecie mamy kolejną serię katastrof lotniczych, klęsk żywiołowych i zamachów. Zbliża się epidemia ptasiej grypy, która może pochłonąć, jak twierdzą finansowane przez koncerny farmaceutyczne media, nawet 100 milionów ofiar (wśród drobiu?). Pocieszenia więc, jak zwykle, poszukajmy w Piśmie Świętym: "Kobieta najbardziej między wami wydelikacona i wypieszczona, która nigdy nie próbowała postawić stopy swojej nogi na ziemi, ponieważ była zbyt wypieszczona i wydelikacona, będzie zazdrościć umiłowanemu swemu mężowi i swemu synowi, i córce nawet łożyska które wychodzi spomiędzy jej nóg, i nawet swoich dzieci, które porodzi, gdyż sama potajemnie zjadać je będzie z braku czegośkolwiek innego w czasie oblężenia i ucisku, jakim uciśnie cię twój nieprzyjaciel w twoich miastach" (V Mojż.28, 56-57) Alleluja!

  17-08-2005, 08:13:56

· XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Każdy X oznacza 1000 ludzi, którzy zginęli w powstaniu warszawskim. 1000 dzieci, które nie wiedziały gdzie uciekać, 1000 kobiet przygniecionych gruzem w ruinach, 1000 żołnierzy utopionych w kanałach i 197 innych tysięcy najrozmaitszych przypadków takich jak urwana głowa, postrzał w jamę brzuszną, uduszenie gazem, eksplozja granatu, bagnet w plecach, mina...
A nasi sojusznicy już rok wcześniej, w Poczdamie, sprzedali nas Stalinowi... I wiedzieli dobrze, że żadnej pomocy dla powstańców ze strony Armii Czerwonej nie będzie... I tak się śmiesznie złożyło, że nikt nam wtedy o tym nie powiedział... Historia uczy... Dzieci uważajcie na lekcjach...

  07-08-2005, 18:13:15

· Marszałek Nałęcz na ostatnim posiedzeniu najgorszego w opinii samych posłów sejmu Rzeczypospolitej pożegnał wszystkich, życząc spotkania w takim samym gronie w następnej kadencji. Ponieważ około 80% społeczeństwa to idioci, zatem możemy być pewni, że po wyborach zobaczymy znów w poselskich ławach co najmniej połowę tych samych niedouczonych i przekupnych idiotów, obżerających się kanapkami i czytających bulwarowe gazety.

  07-08-2005, 17:44:53

· Tym razem z cyklu wakacyjnych cytatów na lato wypadałoby zacytować klasyka: "Nie rzucim ziemi (Ziemi?) skąd nasz ród !" - sytuacja na Białorusi wymaga przecież zdecydowanej interwencji, pewnie w końcu militarnej, Wielki Brat zza oceanu nie będzie taki, nie da się prosić i pomoże... Taki piękny poligonik przedwyborczy - trudno dziś po raz kolejny wybić się w sondażach za pomocą obietnic podwyższenia płac, obnizki cen (o 100%) i zlikwidowania bezrobocia, więc możliwość darcia szat nad losem Rodaków pod krwawym reżimem Łukaszenki spadła naszym politykom jak z nieba. Podobnie jak londyńskie zamachy spadły jak z nieba brytyjskim politykom, którym wcześniej niezręcznie było przeforsowywać pożądane, aczkolwiek politycznie niepoprawne zaostrzenie polityki imigracyjnej... Nie żebym coś sugerował, rzecz jasna. A jak już jesteśmy przy niebie, nie można nie odnotować cudownego wzrostu o 30% w skali roku liczby pielgrzymujących do Częstochowy. Ma to oczywisty związek z powstaniem pokolenia JP2, zrzeszającego tych, których wychowawcą był Papież, i pokazuje, jak myliliśmy się my, naśmiewający się z całej tej szopki... Nie żebym tego faktu nie doceniał, ale ponieważ nadal nie przypominam sobie, żeby którykolwiek z moich nauczycieli był papieżem, pozwolę sobie zachować dotychczasowe wredne i cyniczne poglądy, jako że "jestem komunistą i pijakiem", czego i wam życzę! Houk!

  06-08-2005, 11:48:48

· Z wakacyjnego cyklu "Lektury na lato", cytacik z "Takiego mnie nie znacie" Franka Zappy: "Niektórzy naukowcy twierdzą, że to wodór, ponieważ tak go dużo dookoła, jest podstawowym składnikiem budowy wszechświata. Kwestionuję to. Twierdzę, że więcej jest głupoty niż wodoru i że to właśnie ona jest podstawowym składnikiem budowy wszechświata (...) Kiedy Hitler robił swoją robotę, wielu ludzi myślało, że jest wspaniały. Jak to możliwe, że aż tak się pomylili? Było ich przecież tak DUŻO; myśleli, że dobrze razem wyglądają - ich prawe ręce JEDNOCZEŚNIE szły w górę."

  21-07-2005, 08:20:02

· Z wakacyjnego cyklu "Lektury na lato", cytacik z Biblii, z Księgi Powtórzonego Prawa: "Jeżeli dwaj mężczyźni będą się bić ze sobą, a podbiegnie do nich żona jednego z nich, aby wyrwać swego męża z rąk tego, który go bije, i wyciągnie swoją rękę, i pochwyci tamtego za jego narządy wstydliwe, to odetniesz jej dłoń. Oko twoje nie ulituje się." (VMojż.25,11-12)... Książka grubsza od ostatniej części Harrego Pottera, no i starsza, dlatego też o wiele bardziej bzdurna, bo ludzie wtedy nie byli jeszcze wyrobieni w sprawnym wymyślaniu bajek. Warto poczytać, zwłaszcza w miejscach publicznych, bo od razu zyskuje sie szacunek przechodzących obok nobliwych starszych pań i panów. Ze względu na ilość scen krwawych i zboczonych, raczej jednak dla dorosłych. Co do zacytowanego fragmentu (zatytułowanego "Zasady przyzwoitości"), jestem jednak zwolennikiem nieco luźniejszych zwyczajów, co jednak nie oznacza, że uważam za dopuszczalny odrażający zwyczaj nakazujący ostatnio młodym (i nie tylko!) kobietom wywalanie na widok publiczny swoich pępków i paluchów z nóg. Fuj! Wracam do lektury...

  14-07-2005, 08:25:09

· Wiadomość dnia: Arcybiskup Dziwisz otrzyma paliusz! Aż strach pomyśleć, cóż może kryć się za tym szyfrem! Poza tym jak zwykle okazało się, że skandujący tłum może wszystko - "Natychmiast święty!" wykrzyczane głośno i wystarczającą ilość razy skłoniło zarząd do złamania wszelkich wewnątrzsektowych przepisów, dotąd nakazujących rozpoczęcie ratyfi... renatyfi... przepraszam, beatyfikacji po kilku latach od zejścia kandydata/dydatki, by zdążyły opaść emocje i sentymenty i decyzja mogła być podjęta przez chłodny rozum, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi w tym wypadku... We Włoszech zapanowała fala niespotykanych upałów, zapowiadają się jeszcze większe niż te, które kilka lat temu pociągnęły za sobą śmierć kilku tysięcy ludzi.... "Znak! Nareszcie go dojrzałeś...!"

  29-06-2005, 08:14:54

· Na czas tak upragnionego przez zdecydowaną większość obywateli sezonu urlopowego, inny cytat, jak znalazł, z piosenki zespołu Mikrofony Kaniony:"Tłuste maszyny wyszły na łąkę/Tłuste maszyny wyszły na łąkę/Siada baba, trawa zgnieciona/Siada chłop, baba zgnieciona/Tłuste maszyny wyszły na łąkę (...) Gruba baba leży na plaży/Słońce ją praży/W radiu są Jeziorany/Baba wyciąga posiłek/Zapakowany..." Czyli Boże! Jak cudownie! Cudownie jest, naprawdę cudownie. Słońce. Plastikowe krzesła i piwo, i lody; wieczorem grill albo dancing czy disco. Woda. Piasek. Cudownie. Czego i wam życzę, rzecz jasna szczerze i w dobrej wierze...

  26-06-2005, 10:37:24

· "Nie... To nie do wiary.... Nie... To być nie może... Osiem lat podstawówki, cztery liceum, potem pięć bite studiów (....) i oto mi płacą... Jakby ktoś dał mi w mordę... Ja pierdolę... Kurwa..."
Krótki monolog Marka Kondrata z filmu "Dzień Świra" wszystkim tym, którzy na widok swojej wypłaty czują się podobnie, dedykuję...
"A potem bida... Bida i rozczarowanie... A potem beznadzieja i starość pariasa...I wszechogarniająca nas wszystkich pogarda..."

  20-06-2005, 18:15:25

· Rzecz o normalności: paradne! - "trzeba z nimi zrobić porządek" - mówi reporterowi telewizyjnemu łysy młody wszechpolak, normalnie, o pedałach; - "jak byś to zrobił?" - "No, wie pan, Adolf Hitler miał na to sposoby"... Poseł LPR z megafonu rzuca twarde NIE odmieńcom i wyciera sobie propagandową gębę śmiercią Karola przez duże P, a ja, dotąd przekonany o słuszności trzymania się z dala od polityki, zaczynam zmieniać zdanie... Politykę i polityków z lat poprzednich można było mieć w kolokwialnie rozumianej tak zwanej dupie, lecz ci nowi (choć ideowo twardo umocowani w starej, brunatnej tradycji), mimo iż przeciwni homoseksualizmowi, już gotują się do zrobienia z naszych kolokwialnych dup jesieni średniowiecza... I oni nie są już pokazywani jako straszna, acz egzotyczna ciekawostka! Ich wujek Kaczyński prowadzi w przedwyborczych sondażach!

  20-06-2005, 08:27:21

· Telewizja publiczna uraczyła nas relacją z odpowiedzi Młodzieży Wszechpolskiej na Paradę Wolności gejów, lesbijek i paru posłów. Wyszło na to, że Ci od Giertycha to faszyści. No i okazało się, że do tych pederastów to my tak naprawdę nic nie mamy. Podobnie jak do pająków tylko, że jak wejdą nam na rękę, to strząsamy je ze wstrętem.
Generalnie tamta parada była fajniejsza. Podobała by się ludziskom pewno jeszcze bardziej gdyby szły w niej tylko same lesbijki. Mi w pamięci szczególnie utkwiło zbliżenie kamery na transparent: Kaczyński! Gej jest Twoim bratem! Cóż za odwaga ze strony redaktora dziennika. Onegdaj krążyła anegdota, jakoby Lech Wałęsa przywitał Jarosława wchodzącego z jakimś mężczyzną na przyjęcie słowami: Ooo... Kaczyński z mężem... Dzisiaj spekuluje się na temat jakimi sposobami tak szybko zrobił taką wielką karierę taki młody, taki przystojny, taki przyjaciel Kaczyńskich Jacek Ziobro...


  19-06-2005, 14:08:06

· Michael Jackson uniewinniony. 67% Amerykanów jest niezadowolonych z tego stanu rzeczy. A i u nas raczej przeważają komentarze w stylu "dyrektora 'poznańskich słowików' też bronili" albo "za pieniądze się wykupił"... Bo przecież pedofilia jest tego rodzaju przestępstwem, że oskarżenie o nią kogokolwiek w zasadzie równe jest wydaniu skazującego wyroku. Jak bardzo się ludzie rozczarowali! Nie pójdzie siedzieć! A dlaczego o tym piszę? Bo od dawna niezmiennie przeraża mnie skłonność ludzi do ulegania masowej histerii - nawet jeśli jej cel jest w zasadzie światły. Wyjść na ulicę w kupie! Wziąć coś do ręki - krzyże i świeczki czy widły i pochodnie? A tak dla udowodnienia sobie, że jesteśmy tolerancyjni, powtórzymy raz jeszcze, że co do mniejszości, to nam w zasadzie te pedały nie przeszkadzają. I jak 95% katolików jesteśmy za karą śmierci. To właśnie o tym. I to tyle. Na razie.

  14-06-2005, 15:09:41

· www.ateista.pl
Znaleziono tam następujący link:
-strona zespołu Profanacja jednak różniąca się od innych stron muzycznych - dyskusje, teksty, komentarze w tonie zdecydowanie ateistycznym.
Krótko i na temat.

  11-06-2005, 13:48:28

· No proszę - mówisz-masz! Jak to miło, że ktoś zwraca uwagę na głos ludu... Dziś media podały, że prezydent Boliwii Carlos Mesa zapowiedział rezygnację pod naporem wielodniowych, wielotysięcznych protestów społecznych w La Paz. Demonstrujący domagają sie zwiększenia kontroli państwa nad sektorem gazowym. Teraz wszystko rozumiem - nacjonalizacja złóż dotąd zgodnie z zaleceniami Pisma Świętego będących własnością firm z USA?! Tego pan papież nie mógł pominąć milczeniem!

  07-06-2005, 13:33:46

· Szczerość, gorliwość i rzetelność mediów jest jak zwykle rozbrajająca - podano, że mieszkający we Włoszech Niemiec występujący pod pseudonimem Benedykt Szesnaście (czy coś koło tego), w swoim przesłaniu między innymi wyraził zaniepokojenie sytuacją w Boliwii... Wszystkie serwisy informacyjne o tym doniosły. Przejęty wytężyłem słuch i wzrok, sądząc naiwnie, że dowiem się przy okazji czegoś o tej niepokojącej sytuacji... Daremnie. Potem pobłogosławił Polaków, powiedział spiker. Oglądałem wiadomości do wieczora. Sprawdziłem różne portale typu Onet, znalazłem jedynie opis eliminacji do Mistrzostw Świata. Czy ktoś może mi powiedzieć, co się właściwie dzieje w Boliwii?!
Być może (łudzę się nieśmiało) coś w rodzaju społecznych reform Hugo Chaveza w Wenezueli, może wprowadzono wizy dla obywateli USA, jak to zrobił w Brazylii prezydent da Silva, może nawet tworzy się tam boliwijska wersja prowincji Chiapas w Meksyku? Bo o tamtych wydarzeniach media równie obficie informowały, udając, że nic się nie dzieje... W Rosji natomiast rozegrano mistrzostwa w biegach i piłce nożnej prosiaków.

  06-06-2005, 14:52:04

· No dooobra!

  31-05-2005, 08:20:24

· Drogi Arku!
Rozmowy o seksie to nie jest od razu seksizm. W ostatnią niedzielę w programie Moniki Olejnik "Siódmy Dzień Tygodnia" o seksie rozmawiali Jan Maria Rokita, Józef Oleksy, Lech Kaczyński i parę innych nie wiem czy męskich i szowinistycznych, ale na pewno świń. Mówiono o różnych sposobach zaspokajania potrzeb seksualnych, no zgudź się Arku, są takowe. Więc ja tylko prześlizgnąłem się po temacie kobiecych potrzeb przeżycia czegoś intensywnego, głębokiego, kiedy my faceci wolimy raczej szybko i byle jak. No i tak mi się to z walką Gołoty skojarzyło....
Twój oddany przyjaciel Sławek

  30-05-2005, 17:39:21

· Na filipińskiej wyspie Mindanoa odnaleziono dwóch dezerterów z japońskiej armii ukrywających się w dżunglii od czasów II Wojny Światowej. Po tej wiadomości już bardziej normalną rzeczą wydaje się to, co dzieje się w naszym kraju, nawet powrót Stana Tymińskiego, który znowu chce być prezydentem (mimo że na razie, jak twierdzi, produkuje komputery dla armii stanów zjednoczonych, co wydaje sie równie popłatnym zajęciem)... Wprawdzie na razie chyba nie ma elektoratu, ale kto wie, może przygarnie go Pokolenie JP2?

  28-05-2005, 13:03:47

· Pragnę wyrazić votum separatum wobec poprzedniego (poniższego) komentarza, a zwłaszcza jego końcówki. Seksistowskie uwagi wydają mi się nie na miejscu i obiecuję poruszyć ten temat na najbliższym zespołowym plenum.

  28-05-2005, 12:50:48

· Andrzej,Andrzej!!!!Andrzej?Andrzej!!!Andrzej????Andrzej... Andrzej???!!!...
Tak wyglądała najkrótsza w historii boksu zawodowego walka o mistrzostwo w wadze ciężkiej. Dłuższa o 2 sekundy, a trwająca 55 sekund, wydarzyła się w 1900 roku, Jim Jeffries pokonał wtedy Jacka Finnegana.
Faceci po obejrzeniu tego widowiska chyba zrozumieli wreszcie dlaczego kobiety tak nie lubią szybkich numerków...

  25-05-2005, 12:21:12

· Świat się kończy, sodomia i gomoria droga pani! - takim zwyczajowym pozdrowieniem witają się co rano w naszych miastach starsze panie udające się po chlebek bądź odcedzające kudłate pieski, nierzadko w moherowych sweterkach (pieski bądź panie, bez różnicy). I mają, kurna, rację, droga pani! Bo cóż to za czasy, w których policja kupuje klimatyzatory od mafi (w zamian za wcześniej skonfiskowaną heroinę), Zyta przestaje kochać Donalda i Jana Marię, a premier rządu wstępuje do opozycyjnej partii. Winni są jak zwykle komuniści, ale ponieważ coraz ciężej ich zlokalizować, a potępienie tych już namierzonych, jak Wojciech Jaruzelski, utrudniają nieodpowiedzialne zachownia różnych nagle wybaczających Wałęsów, można się wyżywać na zagranicy. W końcu Polska jest już imperium, w pewnym sensie. Taka Andora, dla przykładu, nie ma swojej strefy okupacyjnej w Iraku. Najpierw rzuciliśmy się na Rosję, ale ponieważ nie wyszło, teraz zadowalamy się mniejszymi celami: Precz z tyranią na Białorusi! Obalić reżim na Kubie! Żydzi pokornie czekają na swoją kolej. A symbolem Polski zawsze niezwykle zdziwionej niesprawiedliwością Dziejów zostaje po raz kolejny nasz sztandarowy bokser i niedowierzanie na jego twarzy: "dlaczego on mnie bije?" Świat się kończy, droga pani, sodomia i gomoria!

  24-05-2005, 08:33:38

· W rocznicę III Powstania Śląskiego Gazeta Wyborcza załącza reprint Dziennika Śląskiego z wtorku 3-go maja 1921. Redakcya i ekspedycya znajduje się w Bytomiu przy ulicy Elektoralnej 19, telefon 40 i 47. W gazecie, która kosztuje z odnoszeniem do domu 11,25 marek znajdujemy manifest Wojciecha Korfantego nakładającego karę śmierci na każdego "kto dopuści się morderstwa, zabójstwa, rozboju, zgwałcenia osoby płci żeńskiej". Ponadto powstańcy dowiadują się, że "Polska tylko sercem może być z nimi razem i czynnej pomocy nieść im nie może. Ale gdzie bije serce polskie, jest ono razem z ludem górnośląskim, walczącym na życie i śmierć o swoje wyzwolenie". Trzeba przyznać, słowa niezwykle budujące...
Jeszcze ciekawsza staje się lektura zdarzeń codziennych:
"Janów pod Mysłowicami. Podwójne zabójstwo z powodu gołębia. Robotnik Dzierwiór chwycił wachmistrzowi policyi plebiscytowej Sowadzie gołębia od młodych. S. dowiedziawszy się, u kogo gołąb jest przywarty, poszedł do Dziewiora i zażądał wypuszczenia gołębia. Dz. się z początku wzbraniał, ale kobieta jego poszła po gołębia. W międzyczasie Dziewiór tak dopiekł policyant., że ten nie panując wcale nad sobą, wyrwał rewolwer i celnym strzałem w głowę położył Dziewiora na miejscu trupem. Na odgłos strzału wybiegł teść Dziewiorów p.Wawerko i skoczył zięciowi na pomoc, ale i tego Sowada zastrzelił na miejscu".
Jak widać ludziom zdarzają się przypadki głupsze nawet niż umieranie za ojczyznę...

  13-05-2005, 15:49:18

· Wiosna, dostosowując się do poziomu rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej, zawiesiła do odwołania te wszystkie swoje kwiatki, ptaszki i słodkie pachnienia... Lać! Zmrozić! Wiać! No i dobrze. Ci, którzy wygrali poprzednie wybory (na jesieni), obiecywali, że najważniejsze jest, by następne wybory były wiosną, więc w zgodzie z polską logiką polityczną teraz po zwarciu szeregów przeforsowali jesienny termin. Będzie więcej czasu na dokopywanie. Do arsenału, oprócz papieża, doszły też nieśmier-ku..a-telne Wartości Narodowe - w 60 lat po wojnie można naprawdę nakopać sobie w wyborczych papierach, jeśli z niedostateczną pogardą będzie się wyrażało o Rosji i niedostecznie głośno domagało, by podli (ważne; może też być "niegodziwi") Rosjanie ukorzyli sie przed Nami, Polakami, i przeprosili za to, że polityka nigdy nie polegała na tym, że rozdaje się wszystko za darmo i głaszcze wszystkich po główkach... O tym, jak zajmowaliśmy Zaolzie nie powinno się wspominać, tym bardziej, że Czesi -głupi naród! - jakoś za bardzo nie wnikają w historię, tylko budują drogi, fabryki, osiedla, piją piwo i ogólnie mają się dobrze. Nie to, co My, Synowie Piasta!! A wiosna prędzej czy później i tak wykaże polityczną niepoprawność i zacznie ćwierkać i pachnieć, czego życzę wszystkim, oprócz alergików (takich jak ja)...

  08-05-2005, 10:52:32

· Wczoraj mieliśmy Pierwszy Maja, Święto Pracy, niegdyś także u nas hucznie obchodzone jako święto klasy robotniczej... Młodszym należy się wyjaśnienie - "klasa robotnicza" to zjawisko, które występowało na terenach Polski jeszcze do końca ósmej dekady dwudziestego wieku. Była to zbiorowa nazwa ludzi pracujących fizycznie w fabrykach, na kopalniach i tak dalej. Poprzedni zbrodniczy ustrój wmówił podstępnie tym ludziom, że są jedną z najważniejszych części społeczeństwa, że mają swoją wartość i godność tylko dlatego, że własnymi rękami wytwarzają dobra materialne, z których wszyscy korzystają. I że właściwie w jakimś sensie powinni czuć się współwłaścicielami tego wszystkiego. Robotników tak to zdenerwowało, że wywalczyli kapitalizm. Gatunek ten szybko wyginął, jego niedobitki obecnie określane są jako "bezrobotni", "margines","hołota" lub w najlepszym razie "pracownicy najemni". Dobra materialne same się produkują w Chinach, na Filipinach i w innych tajemniczych miejscach, a właścicielem wszystkiego jest Microsoft.
A dziś drugi maja, Święto Flagi Narodowej - może ktoś mógłby mi wytłumaczyć, o co, do Diabła, chodzi?

  02-05-2005, 13:08:40

· Znaleziono nowego właściciela białej czapeczki, choć polskie media podkreślają, że nie umywa się do poprzedniego. W "Co z tą Polską?" Lis pokazał Toeplitza i Urbana - pewnie z zamiarem ośmieszenia i potępienia, ale wyszło raczej na odwrót - tak że odwilż całą parą, boż to i wiosna. Na fali papizmu wzrosło sondażowe poparcie PiS-owi, więc być może wykrakaliśmy (wykwakaliśmy?) Kaczyńskiego na prezydenta... Narodowościowo podejrzana Platforma straciła pozycję, jednak jeśli sprawnie się pokaja, to kto wie... Na arenie międzynarodowej, nie tak odległej, spięcia na linii Polska-Białoruś i Polska-Rosja, te pierwsze podsycane przez USA ustami człowieka o imieniu Kondoliza - Stany Zjednoczone zwiększają wydatki na armię, Irak jest już w zasadzie zniszczony, tzn. wyzwolony, więc przydałoby się nowe zarzewie konfliktu i miejsce, gdzie można by wprowadzić demokrację. Jeszcze z pola krzewienia demokracji - w wyzwolonym Afganistanie pierwszy raz od 2001-ego roku w majestacie prawa ukamienowano na śmierć kobietę. Miała 29 lat i podobno źle się prowadziła...

  25-04-2005, 09:48:28

· We Włoszech stu kilkunastu starszych panów w śmiesznych czerwonych czapeczkach i płaszczykach zamknęło się w wielkim kościele i porozumiewa się ze światem za pomocą dymu z komina. Polskie media z całą powagą, ustami takich autorytetów jak na przykład Piotr Kraśko-Watykan-Wiadomości, twierdzą, że jest tam też niejaki Duch Święty. Kiedy dym z komina zrobi się biały, będzie to oznaczało, że panowie w czerwonych czapeczkach wybrali spośród siebie jednego, który ubierze białą czapkę.
Po pięćdziesięciu godzinach lotu do stacji kosmicznej ISS przycumował Sojuz TMA-6 z trzema kosmonautami na pokładzie - Włochem, Rosjaninem i Amerykaninem.

  19-04-2005, 08:18:29

· Piątego kwietnia zmarł Saul Bellow, wybitny pisarz, autor mi.in. takich powieści jak "Przygody Augiego Marcha", "Herzog" czy "Henderson, król deszczu". Laureat Literackiej Nagrody Nobla w 1976 roku.
Polskie media poinformowały o tym dopiero w tym tygodniu.

  15-04-2005, 13:41:45

· No i co, robaczki? Już chyba można?
No bo to wiosna i wszystko - nawet prędzej, niż można się było spodziewać - wraca na swe tradycyjne tory: ptaszki ćwierkają, politycy fukają na siebie i wtykają sobie szpilki (nowością w przedwyborczym arsenale będzie licytowanie się na stopień zaangażowania w żałobę - kto prędzej wyjechał do Rzymu, kto więcej godzin spędził na klęczkach, kto bardziej zbratał się z klechami, itd...), a kibice znowu tłuką się czym popadnie (nowością było rzucanie zużytymi zniczami, których na ulicach walało się ostatnio pod dostatkiem). Bo gdy wymogi rozsądku i zniecierpliwionych reklamodawców zmusiły media do zawieszenia promocji wirtualnej, moralnie niezwykłej rzeczywistości, okazało się, że nic nowego pod słońcem, o czym zresztą wiedzieli już starożytni...

  15-04-2005, 08:19:40

· PODSUMOWUJĄC, pragniemy podkreślić, że nie znajdziecie na naszej stronie słów, które miały by umniejszać autorytetowi Jana Pawła II. Pisanie o reportażu o oscypkach to nie kpina z Papieża. W obliczu śmierci tego człowieka to reportaż jest kpiną...Reporterzy, komentatorzy sportowi wygadujący bzdury to żałosne zestawienie ze smutnym wydarzeniem jakim jest pogrzeb tego człowieka.
Ludzie twierdzący, że teraz właśnie zrozumieli przesłanie Papieża to właśnie kpina z Jego misji. Ponad dwadzieścia lat słowa te pozostawały niezmienne, a ludzie głusi... Może rzeczywiście staną się teraz inni...Pytanie na jak długo, bo jakoś nie wyobrażam sobie kiboli trzymających się za ręce...
Wiara jest w sercu i płynie z serca. Tłumy ludzi, telewizyjny show na temat śmierci Papieża zakłócają w moim mniemaniu intymność z jaką powinno się ją przeżywać. Jakoś nie wierzę rzeczom na pokaz.
Tendencyjne przedstawianie Jego pontyfikatu, robienie z człowieka świętego za życia, blokada informacji, to wszystko trudne do przyjęcia. Na świecie mówi się konserwatyźmie Papieża, przekształceniu Watykanu w "fabrykę świętych", autorytaryźmie...I nie uważa się przy tym, że uwłacza to Jego osobie...
Wielkość tego człowieka polegała bowiem na przekazywaniu wszystkim ludziom na świecie bez względu na ich religię i światopogląd przesłania miłości, dobra, szacunku dla wartości duchowych....
Myślmy obiektywnie i nie obrażajmy się na innych, że myślą...


  08-04-2005, 08:50:05

· Jak głosi staropolski okrzyk: "Kupą, mości panowie!" - wczoraj wieczorem zamknięto kolejkę do oglądania zwłok oraz dostęp do centrum Watykanu, ale odjeżdżają następne specjalnie podstawione pociągi do Rzymu i rośnie tłok na przejściach granicznych... I słusznie! A jeśli zabraknie miejsca nawet na przedmieściach, być może będą podstawione specjalne autobusy do Monako, na pogrzeb księcia Rainiera III, trzeba będzie tylko odwrócić flagi...

  07-04-2005, 08:44:51

· To jednak pięknie, że - wierząc zgodnym deklaracjom wszystkich autorytetów - teraz wszyscy zrozumieli Jego nauki, a one zmieniły świat. Nigdy nie oczekiwałem wiele dobrego od katolików, ale teraz wszystko się zmienia! Kibice przestaną się naparzać po meczach, tak oni jak i Młodzież Wszechpolska, ekipy Rydzyka i Jankowskiego i inni przestaną używać słowa "Żyd" jako obelgi i ogólnie pokochają Żydów i przedstawicieli innych ras i nacji. Zbankrutują fabryki prezerwatyw, sądy rodzinne stracą rację bytu, a najbliższy sondaż opinii publicznej ujawni, że nie jak dotąd 75, a jedynie 2% społeczeństwa jest za przywróceniem kary śmierci... Bo gdyby się tak nie stało, znaczyłoby to, że to wszystko co się dzieje to zwykła obłuda i hipokryzja...

  07-04-2005, 08:29:55

· Nie ma chyba człowieka, któremu nie zaimponował sposób w jaki Papież przywitał się ze śmiercią... Jakby otwierał drzwi swego domu przed gościem, którego długo wyczekiwał...
Proboszczowi pobliskiej parafi ukradziono samochód. Chodziły słuchy, że strasznie to wtedy przeżył i panikował. Chciałbym widzieć takiego, kiedy przychodzi do niego Kostucha i mówi:
-Witaj bratku! Sie manko!


  06-04-2005, 17:37:18

· Kiedy byłem małym chłopcem zwolniono nas kiedyś ze szkoły. Nie z byle powodu. Telewizja publiczna transmitowała na żywo przebieg ceremonii pogrzebowej Leonida Breżniewa. Kiedy ten sztucznie utrzymywany przy życiu człowiek pożegnał po raz ostatni partyjnych towarzyszy, na Plac Czerwony zjechały niezliczone delegacje pogrążonych w żałobie narodów. W tamtych czasach sam fakt włączenia telewizora działał elektryzująco, więc siedziałem jak przykuty. A oni szli....
Przez Moskwę ciągnął orszak żałobny, przy którym pokonana armia Paulusa to nic... Na początku było fajnie. Czołgi, transportery bojowe, Czerwonoarmiści w mundurach paradnych, kawaleria (szabelki w słońcu błyszczały), rakiety dalekiego zasięgu, katiusze, działa w asortymencie nie mniejszym niż papierosy w sklepie z tytoniem. Widziałem sportowców, atletów, brakło tylko żyrafy... Zjadłem cztery kotlety, a weterani wojenni jak szli tak szli. Potem konsomolcy, kobiety niosły na rękach dzieci. Zrozumiałem, że stało się coś ważnego. Wyjrzałem przez okno, aby przekonać się czy aby trawa dalej rośnie. Potem okazało się, że byłem dopiero w połowie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. A wszystko w nijakich kolorach khaki. Po prawie czterech godzinach wyszedłem do kolegów i muszę przyznać, że nie pamiętam czy dotrwałem wtedy do końca.
Starsi chłopcy nie wpuszczali nas na boisko, a zatem wyciągnęliśmy kapsle i po chwili na asfalcie przed klatką ścigał się Szozda z Szurkowskim. W tym czasie żegnano Breżniewa Kremla...
Po latach dowiedziałem się, że oglądałem pogrzeb Bożka...

  06-04-2005, 17:23:25

· Krakowscy kibice Wisły i Cracovii w liczbie 25 tysięcy wszystko sobie przebaczyli i dozgonnie się pokochali. Ja tymczasem nadal nie mogę wybaczyć sąsiadowi, że kiedyś kopnął w mój rower. Muszę tę sprawę jeszcze raz przemyśleć...

  06-04-2005, 14:22:32

· To nie ja to wszystko pisałem, jak Boga koch... no, w każdym razie naprawdę nie ja! Wyskoczyłem na kilka godzin, żeby zarezerwować bilet do Rzymu, wracam, a tu tyle herezji!!
Przeprowadzimy śledztwo!

  06-04-2005, 08:24:35

· Nie tylko my tacy. Bezkoc ma zamiar wydać płytę "Tribute to Jan Paweł Wielki". Ma tam się znaleźć nasza piosenka "Pielgrzym" i tym podobne, tak więc można to sobie wyobrazić. Wstydź się Bezkoc! Czekałeś na nasze niusy to masz!

  05-04-2005, 20:43:09

· Najgłupsze wywiady. RMF FM. Kuźnice.
- Będzie Pan w piątek sprzedawał skarpety?
Baca odpowiada:
- W piontek skarpetek spsedawoł nie bede...
- A oscypki sprzedawał Pan będzie?
Baca:
- Łoscypek spsedawoł tyz nie bede... Nie bede jod psez tsy dni...
Amen, baco amen...

  05-04-2005, 20:28:16

· Dwa dni temu, po południu Arek Bąk przewidział, że krakowianie będą sypać nowy kopiec.
Życzymy im: Szczęść Boże!!!

  05-04-2005, 20:17:01

· Od godziny 21.37 nie zdarzyło się na świecie nic. Nic co nie było by związane ze śmiercią Jana Pawła Wielkiego, Atlety Boga, Lolka...
I znowu muszę pisać o tym samym...

  05-04-2005, 20:09:26

· Teza: nowy Papież będzie Afrykaninem.
Dowody:
- Europa ulega procesom laicyzacji. Wykształcone społeczeństwa trudniej poddają się ewangelizacji. Liczba wiernych stale maleje...
- Na kontynencie afrykańskim liczba wiernych podwoiła się. Udręczone nędzą, chorobami, krwawymi wojnami, pożerane przez lwy i deptane przez hipopotamy społeczeństwa z otwartymi ramionami witają przedstawicieli kleru katolickiego.
Antyteza: nowy Papież nie będzie Afrykaninem.
Dowody:
- To nic, że liczba wiernych w Eropie maleje. Kościół ma jeszcze tyle kasy, że starczy na całe lata.
- Afrykanie są biedni, a przez to niepotrzebni. Na przykładzie myszy kościelnych widzimy, że odkąd zbiedniały, wygania się je z Kościoła na wszystkie sposoby...

  05-04-2005, 20:03:00

· Z serii najgłupsze wywiady radiowe. RMF FM. Giełda samochodowa, Katowice, czy gdzieś tam, w dzień po śmierci Papieża.
Kobiecy głos:
- I jak się Panu sprzedaje samochód w dzień po śmierci Papieża?
Męski głos:
- No, mam Mercedesa, rocznik 83, ludzie pytają, chciałbym za niego 13 tysięcy...
Proponowałbym jeszcze wywiad z gospodynią domową. Mogło by to wyglądać na przykład tak:
- Dzień dobry! Co Pani robi?
- Gotuję jajka na miękko...
- A jak długo gotuje Pani te jajka na miękko?
- No, jak zawsze, trzy minuty...
- Co?! Trzy minuty?! Trzy minuty w dzień po śmierci Papieża?!


  05-04-2005, 19:38:20

· Jan Paweł II zakończył swoją misję na ziemi. Wzbudził u wszystkich szacunek i podziw sposobem w jaki to zrobił. Zdumiewająca harmonia i pogodzenie się ze śmiercią... Bóg Go powołał i zabrał, a On swoją wieloletnią postawą, pracą, walką z chorobą i cierpieniem dopełnił świadectwa prawdziwie ewangelicznej wiary... Cześć Jego pamięci!

Szkoda tylko, że na dwa dni przed godziną 21.37 rozpoczął się niesamowity, spektakularny, niepowtarzalny, megamedialny reality
show rodem z Hollywood... I wszyscy pogłupieli...

  05-04-2005, 19:19:41

· Z POWODU OBAWY PRZED REPRESJAMI DO ODWOŁANIA ZAWIESZAMY DODAWANIE NOWYCH AKTUALNOŚCI ...
(Po przerwie można się spodziewać poruszenia takich tematów jak:
- Rola współczesnych mediów w kreowaniu kultu jednostki oraz tworzeniu i podtrzymywaniu zbiorowej psychozy.
- Deklarowany katolicyzm a łamanie pierwszego przykazania.
- Granica między porawnością polityczną a paranoją.
- Duch Monty Pythona wiecznie żywy.
- Uprawa bawełny w południowych stanach USA.)
Amen

  04-04-2005, 08:15:44

· Dzień po "prima aprilisie", nadal nic śmiesznego - na przedmieściach Rio De Janeiro poruszająca się dwoma samochodami banda zastrzeliła wczoraj w sumie 30 osób. Od razu przypomina się film "Miasto Boga", opowiadający o tragicznej sytuacji właśnie na przedmieściach tej światowej metropolii - beznadzieja i przemoc, przemoc i jeszcze raz przemoc... Dlaczego tak mało albo wcale się o tym nie mówi, na przykład w telewizji?! Chyba że się mówi - ciężko mi stwierdzić, bo wczoraj chyba zepsuł mi się pilot: niby zmieniam kanały, ale widzę wciąż ten sam głupi program...

  02-04-2005, 13:39:56

· Dzisiaj "prima aprilis", ale nie wszystkim jest do smiechu - bardzo ciężko chory jest książę Monako, Rainier III. Przebywa w szpitalu od siódmego marca, a lekarze określają jego stan jako krytyczny. Wczoraj obowiązki głowy państwa przejął syn Rainiera, książę Albert. Rainier III, potomek rodu Grimaldich, objął władzę w kraju w roku 1949 i jest najdłużej panującym władcą w Europie.

  01-04-2005, 15:01:50

· Długi bożonarodzeniowy łikęd przyniósł tak wyczekiwaną (przez instynktownie pragnące słońca i trawy ssaki) wiosnę. Wystąpiły także cykliczne cudowne zjawiska, jak drogi krzyżowe, papież w oknie, święcenie nabiału i wędlin, tudzież chlapanie wodą w wykonaniu mentalnie mongoidalnych wyrostków i co bardziej upośledzonych dorosłych samców. Poza tym na kopule bazyliki św. Piotra pojawił się desperat, ale wyszkoleni negocjatorzy przekonali go, że życie jest piękne, a przyszłość jasna i pogodna, więc dał się sprowadzić w dół. Został aresztowany i poddany elektrowstrząsom. Natomiast u nas w kraju z zakładu dla umysłowo chorych w Jaworach Śląskich w niedzielę nad ranem w niejasnych okolicznościach zbiegł pacjent, którego dwa dni wcześniej, po ataku szału, w jaki wpadł podczas inscenizacji misterium męki pańskiej, zawiązano w kaftan bezpieczeństwa i zamknieto w izolatce. Dwie pełniące dyżur pielęgniarki twierdzą, że drzwi nagle same się otwarły, a pacjent wyszedł skąpany w jaśniejącej poświacie... Siostry hospitalizowano, za uciekinierem rozesłano listy gończe.

  28-03-2005, 19:31:44

· Dobroć niektórych niemalże nie zna granic! Taki prezydent Dablju Busz, dla przykładu - znalazł chwilkę w swoim cennym czasie, żeby w środku nocy podpisać ustawę, ledwie co wymyśloną przez równie humanistycznych kongresmenów, pozwalającą na ponowne podłączenie rurek do pani Terri Schiavo, której mózg umarł już dość dawno temu, a która za życia nie życzyła sobie, by w podobnych okolicznościach sztucznie podtrzymywać funkcjonowanie jej ciała... Gdyby tak jeszcze, idąc tym jakże szlachetnym tropem, pan Busz i jego koledzy kongresmeni pomyśleli o jakiejś ustawie nie pozwalającej zabijać ludzi, którzy nie mają ochoty umierać, na przykład Irakijczyków, Afgańczyków czy innych nielubianych nacji (nie jest do końca przesądzone, kogo będą bombardować w następnej kolejności)... Było by miło - późno bo późno, ale miło.

  24-03-2005, 14:42:05

· "Prawo prawo znaczyć będzie, a sprawiedliwość sprawiedliwość..." - czy jakoś tak... Lech... a może Jarosław? W każdym razie Kaczyński ruszył do boju! Postanowił zostać prezydentem wszystkich Polaków! Kampania rozpoczęła sie prawie po, tfu!, amerykańsku, z chorągiewkami, transparentami itd. ("tylko baloników zabrakło" - jak słusznie zauważył jeden z telewizyjnych komentatorów), wyświetlano filmy i w ogóle. Najbardziej mnie wzruszył telewizyjny spot reklamowy, na którym przyszły prezydent stoi z głupią miną, wyprostowany jakby kij połknął lub nadział się na niego z przeciwnej strony, w gabinecie pełnym książek i opowiada nam, Polakom, jak to go trapią nasze problemy i że zrobi porządek. Biedne dzieci. Głodne dzieci. Niegrzeczne dzieci. Bieda. Bezrobocie... Chyba tylko łatania dziury ozonowej nie bierze sobie na barki, heros o czystym sumieniu i przenikliwym wzroku! Brawo, panie Lechu, czy może Jarosławie! Wszyscy na pana zagłosujemy, jak sądzę...

  21-03-2005, 11:11:08

· Czego ja się dowiaduję! Dziś, kurde, święto - Dzień Konsumenta!! Jak miło! Ale to znak czasów - system dba o swoje siły napędowe. I to dowodzi jak ludzki jest system. Bo czyż ktoś słyszał, by w niewolnictwie obchodzono Dzień Niewolnika? Albo w feudaliźmie Dzień Chłopa Pańszczyźnianego? Dopiero nasz poprzedni, tak dziś przeklinany za zwalczenie analfabetyzmu, wybudowanie fabryk i osiedli mieszkaniowych, wprowadzenie bezpłatnego szkolnictwa i służby zdrowia i inne zbrodnie, system tfu! socjalistyczny, czcił Święto Pracy. Ale upadł, bo stoczniowcy, górnicy i inni proletariusze wywalczyli kapitalizm... Był on początkowo bezduszny, jednak to się zmienia, czego dowodem Dzień Konsumenta! Kupujcie! Kupujcie!

  15-03-2005, 08:19:29

· Panie i Panowie! Czy doszliście już do siebie po obchodach Dnia Kobiet? W imieniu wszystkich zafascynowanych kobietami mężczyzn ( oraz kobiet ) spóżnione, ale jakże serdeczne życzenia. Poznawszy zarówno złe, jak i dobre strony życia apeluję przy tej okazji do wszystkich Pań i Panów o wyrozumiałość i cierpliwość dla Wielce Szanownych Partnerek. Dla tych leniwych, próżnych, gderliwych, a nader wszystko czepialskich... Ja wiem, że nie wszystkie takie są, ale na pewno wszystkie takie będą... Z dziką rozkoszą będą wiercić Wam dziurę w brzuchu za to, że przepijacie forsę w barze i inne takie tam drobiazgi. Nie obrażajcie się, nie przejmujcie... Każda kobieta jest bowiem jak nauczycielka matematyki - zawsze znajdzie jakiś błąd...

  12-03-2005, 13:47:10

· Świat się rozwija! Podano, że w ciągu roku liczba osób posiadających więcej niż miliard dolarów wzrosła o ponad sto i wynosi coś koło sześciuset pięćdziesięciu... Razem osoby z tej listy posiadają ponad dwa biliony dwieście miliardów dolarów (2 200 000 000 000 $). Mamy tam Solorza i Kulczyka, a także poniekąd Piasecką-Johnson. Oczywiście wszyscy ci ludzie doszli do tych pieniędzy ciężką i uczciwą pracą i hojnie rozdają datki na cele charytatywne, tak że świat tylko na nich zarabia.
Na świecie co roku umiera z głodu trzydzieści milionów ludzi. Socjalizm to ustrój utopijny, zbrodniczy, nieuczciwy i lepiej w ogóle o nim nie mówić. Biedne dziecko z wrodzonym AIDS z Somalii, które umrze z głodu dziś po południu mogłoby założyć w swojej wiosce fabrykę Opla, ale jest na to zbyt leniwe i za mało przedsiębiorcze, a takich ludzi nie potrzebujemy.

  12-03-2005, 08:26:46

· W każdym razie są też dobre wiadomości - Polacy zatrudnieni we Włoszech mogą liczyć na opiekę medyczną, z hospitalizacją włącznie. Na niewiele natomiast mogą liczyć prezydenci krajów nie uznawanych przez Rosję - TV pokazała zwłoki Maschadowa, a prezydent Putin (uznawany przez Rosję) pogratulował podwładnym udanego morderstwa i obiecał medale. W Polsce odszedł z rządu wicepremier, premier być może też sobie pójdzie do Partii Demokratycznej (W Granicach Prawa) i politycy już się boją nastania niezręcznej sytuacji: może się mianowicie okazać, że nie ma rządu i, co gorsza, nijak to nie wpływa na losy kraju... Ludzie mogliby się wtedy domyślić, że to wszystko to zwykła szopka, a naprawdę rządzi Bank Światowy, MFW i kilka korporacji... Trzeba byłoby wtedy zrobić jakiś nowy, darmowy program telewizyjny, żeby odwrócić uwagę... Ludzie mogliby też - nie daj Karolu! - zauważyć, że we Francji od tygodnia trwają strajki socjalne i pomyśleć, że może w ten sposób można na coś wpłynąć, a wtedy trzeba byłoby zrobić jakąś promocję na telefony komórkowe, żeby odwrócić uwagę... Kończę, bo dostałem od operatora SMS-a o nowej taryfie...

  10-03-2005, 08:19:28

· Przyznam się ze wstydem, że wczoraj popadłem w zimową głupawkę i spędziłem kilka wieczornych godzin na oglądaniu telewizji... Odkryłem interesujące zjawisko: w ciągu tych kilku godzin na różnych kanałach emitowano kilka różnych programów "na żywo", w których gośćmi byli ci sami politycy... Ech, wesołe musi być życie takich ludzi! Taka wieczorna tele-chałtura...
- Roman? Tu Tadek, jest sztuka na dwudzistą w Polsacie, wpadniesz?
- Jasne! Na dwudziestą pierwszą mam tokszoł na TVN, to może sie potem razem pylniemy?
- Klasa, zadzwonię jeszcze do Zyty, coś mówiła o dwójce i Durczoku...
A pomiędzy jednym a drugim programem...
- Ale mi dałeś z tym komunistycznym betonem, Romek! Ty to jesteś...
- No, jaja były, nie? A ty jak mi wyjechałeś z tą Jasną Górą!
- Chłopaki, to teraz was oskarżę o brak trzpienia moralnego, co?
- Luzik, Renia, wal śmiało, ale najlepiej pod koniec programu...
I tak dalej, jak sądzę...
Dodam jeszcze tylko, że wczoraj na tapecie była nowa partia, bodajże Demokratyczna. Mają do niej wstępować dobrzy ludzie, celem ma być dobro kraju (i ludzi), a jej program będzie adresowany do zwolenników lewicy i prawicy... Chciałem przypomnieć, że kiedyś już pewien Czech wymyślił na coś takiego dobrą nazwę: "Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)"...

  04-03-2005, 08:34:09

· Mróz ściął okolicę, śniegu nasypało i sezon grypowy nastał, co nienajlepiej świadczy o efekcie cieplarnianym. Na różne choroby zapadają różni znani ludzie, na przykład kilku Wietnamczyków, a ja też nie czuję się najlepiej. Mimo to, jeżeli ktoś w piątek znajdzie się przypadkiem w Krakowie i wpadnie na pomysła udania się do Extreme Clubu na koncert, to postaramy się dla niego zagrać i zaśpiewać, a będzie to pierwszy koncert w nowym składzie. Ponieważ będzie tam więcej zespołów, dla ułatwienia rozpoznania ustalmy jakiś znak rozpoznawczy... o! na przykład umówmy się, że poznacie nas po tym, że nie będziemy obwieszeni żelastwem, obszyci naszywkami i postaramy się ograniczyć do niezbędnego minimum wykrzykiwanie sloganów typu "... not dead!"... Pozdro i narka, mówiąc współcześnie!

  02-03-2005, 08:26:45

Ostatnio na forum dyskusyjnym:
52. PROFANACJA - Wodzisław Liber Alles. - live Bytom - nestor [3]
51. SPRZEDAM!!! - ja0444444 [0]
50. wyzysk w pracy - fagas [2]
49. Tabulatury :) - jebaklesny77 [2]
48. Chat - pllflybrrr [3]

Forum na punk.alternatywa.com